Bloog Wirtualna Polska
Są 1 124 824 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Czarne chmury nad Akwawitem - podatek akcyzowy

czwartek, 31 lipca 2008 6:33

Czarne chmury nad Akwawitem

16.02.2008.
thumb_akwawit.jpgLeszno. Nawet pół miliarda złotych kary może grozić spółce Akwawit-Brasco ze strony Urzędu Celnego – podaje internetowy serwis Rzeczpospolita.pl. Zdaniem elektronicznej wersji dziennika firma Aleksandra Gudzowatego podejrzewana jest o uchylanie się od płacenia akcyzy za jeden z produktów.
Jak podaje serwis Rzeczpospolita.pl Urząd Celny ma wątpliwości co do jednego z produktów wytwarzanych przez Akwawit. Firma klasyfikowała go jako rozcieńczalnik, a urząd uważa, że to spirytus skażony, który – w przeciwieństwie do rozcieńczalnika – jest obłożony akcyzą 45 złotych na litrze. Cezary Kosman, rzecznik Izby Celnej w Poznaniu potwierdził Rzeczpospolitej, że w stosunku do spółki prowadzone jest postępowanie dotyczące akcyzy za pierwsze półrocze 2005 roku, nie chciał jednak podać wysokości kwoty, o jaką może chodzić. Zdaniem gazety może to być nawet 500 milionów złotych. Firma bowiem ów rozcieńczalnik klasyfikowała od 2005 do początków 2007 roku.
Nowy prezes spółki Akwawit-Brasco Dariusz Stępień nie chciał, jak napisała Rzeczpospolita, komentować sprawy. Nieoficjalne źródła związane z firmą twierdzą, że ta posiada opinie prawne na jej korzyść. Nie wiadomo jednak, czy okażą się one wystarczająco mocne, by obronić przed gigantyczną karą. Decyzja wisi nad firmą jak miecz Damoklesa - powiedział dziennikarzom gazety jeden z pracowników spółki. (jad/tekst i foto)

Wypowiedz Aleksandra Guzowatego w Rzeczypospolitej

A panu służby pomagały w zdobyciu majątku?

Otrzymałem jedną propozycję, ale się nie zgodziłem. Zresztą niedawno groziło mi bankructwo właśnie przez bandycką działalność służb. Urząd Celny chciał ukarać moją firmę Akwawit-Brasco gigantyczną karą, oscylującą w granicach miliarda złotych, za rzekomo złe sklasyfikowanie akcyzy na rozpuszczalnik. Wówczas musiałbym zamknąć fabrykę, a Bartimpex poszedłby z torbami. Jedna ze znanych firm z branży paliwowej, związana z polskimi służbami, była już gotowa przejąć Akwawit. Zresztą nie bez pomocy byłego prezesa spółki Wiesława Kaczmarka, który źle zarządzał fabryką. Na szczęście potrafiliśmy udowodnić, że mamy rację, i skończyło się na kilkudziesięciomilionowych stratach z tytułu sparaliżowania prac.

Biodieslem zalejemy Europę
(Gazeta Prawna/30.01.2006, godz. 08:25)

Szansa dla bioetanolu
Bioetanol nie cieszy się takim powodzeniem jak estry do produkcji biodiesla. Inwestycja w ten segment rynku byłaby bardzo ryzykowna. Zapowiadany przez Unię obowiązek stosowania biopaliw byłby korzystny dla producentów bioetanolu, który dodawany jest do benzyn. W Polsce produkuje go ponad dwadzieścia firm, liczy się jednak tylko kilka, z których niekwestionowanym liderem jest wchodzący w skład Grupy Kapitałowej Brasco (Aleksander Gudzowaty) Polmos Wrocław i Akwawit Leszno. Na skalę przemysłową produkuje bioetanol od 1992 roku, a jego obecne zdolności produkcyjne sięgają 150 mln litrów rocznie. 80 proc. produkcji jest sprzedawana w państwach UE.

Inwestycje w etanol nie cieszą się jednak dużym zainteresowaniem.

- To „układowy” interes. Będzie się kręcił wtedy, jeśli wejdzie się z nim do Orlenu lub Lotosu – twierdzi jeden z ekspertów w branży paliwowej.

W przeciwieństwie do biodiesla, który nadaje się do sprzedaży zamkniętej (firmy transportowe, komunikacja pasażerska itd.) bioetanol musi być sprzedawany w sieciach detalicznych. Tymczasem bez własnej sieci sprzedaży lub dostępu do stacji koncernowych, dystrybucja produktu jest bardzo ryzykowna. Ponadto zdolności wytwórcze producentów bioetanolu wynoszące w Polsce ok. 370 tys. ton. są – jak szacuje Ministerstwo Rolnictwa - wystarczające w stosunku do potrzeb rynku do roku 2008.

Komentarze

Aleksander Gudzowaty, właściciel Bartimpexu:
Rząd był do tej pory nieprzychylny biopaliwom, a wszystkie deklaracje polityków o zwiększaniu ich produkcji okazywały się nieprawdziwe. Bardzo liczymy, że teraz coś się w tej kwestii zmieni. Nauczyliśmy się jednak, że trzeba liczyć tylko na siebie, a w tego typu inwestycjach zachowywać wiele ostrożności. Ponieważ przyszłe zdolności produkcyjne firm zajmujących się wytwarzaniem estrów przekroczą możliwości zaopatrzenia się w surowiec, część z nich będzie musiała zapewne zrezygnować. Przetrwają najsilniejsi, produkujący taniej, ale z zastosowaniem nowoczesnej techniki.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Sensacyjne zeznania o udziale prominentnych polityków w systemie nielegalnych prowizji za dostawy paliw

poniedziałek, 28 lipca 2008 10:07

Prokurator z Krakowa pyta: Komu zależało na śmierci tego śledztwa?

14.07.2008
Prokurator Wojciech Miłoszewski FOT. WOJCIECH MATUSIK

Tego śledztwa nie dało się już dalej prowadzić. Zostało sparaliżowane przez brak ochrony ze strony mojej firmy i działania służb specjalnych - mówi nam dziś krakowski prokurator Wojciech Miłoszewski. Ten sam, którego minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro w 2005 r. zawiózł z aktami afery paliwowej do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. O tym, czy minister złamał w ten sposób prawo zapewne zdecyduje sąd. O wiele ważniejsze jest pytanie jak to się stało, że prokurator, który zdołał dotrzeć do ucha najważniejszej wtedy osoby w państwie z sensacyjnymi zeznaniami o udziale prominentnych polityków w systemie nielegalnych prowizji za dostawy paliw, po roku został odsunięty od sprawy, a śledztwo ugrzęzło?

Udało się nam znaleźć odpowiedzi na kilka z tych pytań. Wojciech Miłoszewski był obok Marka Wełny tym prokuratorem, który rozpoczął śledztwa w sprawie mafii paliwowej. Kiedy okazało się jak wielka jest skala nadużyć, jeszcze za rządów SLD powstała w tej sprawie sejmowa komisja śledcza. Pod jej naciskiem utworzona została specjalna, siedmioosobowa grupa prokuratorów mająca siedzibę w Prokuraturze Apelacyjnej w Krakowie, która miała zajmować się wyłącznie tą sprawą. Szefem grupy został Marek Wełna. Miłoszewski zajmował się w niej newralgicznym elementem: domniemanym kierownictwem mafijnej struktury, czyli udziałem polityków i wysokich urzędników w tworzeniu warunków umożliwiających dokonywanie przekrętów przy imporcie ropy i paliw z Rosji za pośrednictwem dziwnych spółek.

- Powiało nadzieją na pomoc - tak prokurator Miłoszewski wspomina pierwsze miesiące po objęciu stanowiska ministra i prokuratora generalnego przez Zbigniewa Ziobrę. W zespole paliwowym panowało przekonanie, że ta sprawa będzie dla ministra atrakcyjna, bo da nadzieję m.in. na medialny sukces. Minister przyjeżdżając do Krakowa interesował się śledztwem. Miłoszewski i Ziobro wcześniej nie znali się osobiście, ale mieli wspólnego znajomego, krakowskiego prawnika. W jego kancelarii prokurator miał przekazać ministrowi notatkę opisującą potrzeby paliwowych śledczych

- Kluczowym dezyderatem było powołanie w Ministerstwie Finansów dużego, 30-osobowego zespołu złożonego ze specjalistów z Generalnego Inspektoratu Informacji Finansowej, czyli tzw. wywiadu finansowego, a także z podobnych struktur w służbach celnych i skarbowych - opowiada nam Wojciech Miłoszewski. Ten duży zespół miał analizować transakcje między tysiącami spółek zarejestrowanych w rajach podatkowych, porównywać faktury z dokumentami celnymi, identyfikować mechanizmy przekazywania korupcyjnych prowizji. Starania krakowskiego prokuratora o utworzenie zespołu potwierdza dziś Janusz Kaczmarek. Prokurator Miłoszewski odbierał od ministra Ziobry sygnały, że zainteresował się on tym pomysłem. - Niech się pan przygotuje na trudną rozmowę z minister Gilowską - miał mówić Ziobro. Jak się nam udało dowiedzieć w krakowskiej prokuraturze, to właśnie z nadzieją na spotkanie z panią wicepremier Miłoszewski wyjeżdżał w końcu 2005 roku po nagłym wezwaniu do Warszawy.

Koledzy byli zaskoczeni, kiedy po powrocie mówił, że rozmawiał z Jarosławem Kaczyńskim. Prokurator przyznaje, że po tej rozmowie miał nadzieję na pomoc najwyższych władz państwowych. Pomoc konieczną, bo był i jest przekonany do dziś, że z mafią paliwową związana jest grupa generałów wojska i służb specjalnych. Duży zespół do walki z mafią paliwową powstał na przełomie marca i kwietnia 2006 roku. Jednak po marcowej rezygnacji z kierowania prokuratorską grupą paliwową Marka Wełny, nowe kierownictwo Prokuratury Apelacyjnej uznało, że nowy zespół jest niepotrzebny.

Wiosną 2006 r. Wojciech Miłoszewski zostaje, w ostatniej chwili, odsunięty od przesłuchania - jako świadka w sprawie paliwowej - byłego koordynatora służb specjalnych Zbigniewa Siemiątkowskiego. Dlaczego? Ponoć by nie drażnić ludzi służb. Przełożeni prokuratora dostawali od niego sygnały, że ludzie przedstawiający się jako oficerowie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Centralnego Biura Antykorupcyjnego wywierają nacisk na niektórych świadków, by nie kontaktowali się z prokuratorem Miłoszewskim.

Szefowie namawiali go, aby złożył w tej sprawie zawiadomienie o przestępstwie. Odmawiając miał stwierdzić, że to nic nie da. Jednak w drugiej połowie 2006 roku kierownictwo Prokuratury Apelacyjnej wysłało w tej sprawie pismo do szefostwa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Agencja oficjalnie zaprzeczyła takim naciskom. W międzyczasie zaczęły pojawiały się sygnały, że ludzie podejrzewani o kierowanie mafią paliwową mieli zdobyć "przełożenie" także na polityków PiS.

Krzysztof Baszniak, ten którego sensacyjne zeznania czytał Jarosław Kaczyński podczas spotkania z Miłoszewskim, twierdził podczas kolejnych przesłuchań, że jego słowa z protokołów przesłuchań są komentowane w otoczeniu ministra koordynatora służb specjalnych i groził, że przestanie mówić. Zbigniew Wassermann twierdzi, że nic o tym nie wie. - Wątek prowadzony przez Miłoszewskiego kulał, nie było widać żadnego postępu - mówi jednak inny krakowski prokurator, który z bliska przyglądał się wtedy śledztwu. - To miał być kop w górę. Nie mogłem się zgodzić - tak prok. Miłoszewski mówi teraz o propozycji przeniesienia do Prokuratury Krajowej, jaką otrzymał w czerwcu 2006 r.

Zwolennikiem awansu miał być Ziobro, a decydującą rozmowę przeprowadził Janusz Kaczmarek. Miłoszewski odmówił. Pod koniec 2006 r. zrezygnował z prowadzenia śledztwa paliwowego. - Praktycznie został odsunięty - twierdzi jego współpracownik. Od tamtego czasu pracuje w oddziale nadzoru krakowskiej Prokuratury Apelacyjnej. Dziś aferą paliwową, w tym wątkiem rozpracowywanym przez Miłoszewskiego, zajmuje się krakowski wydział ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej. - Trwa weryfikacja zgromadzonych informacji - mówi Marek Wełna, który przed kilkoma miesiącami został szefem tego wydziału.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Szejkowi WSI

poniedziałek, 28 lipca 2008 9:31
Szejkowie na WSI
Raport sejmowej komisji śledczej badającej aferę PKN Orlen, a co za tym idzie - wyciągnięcie konsekwencji wobec "Pierwszego", "Leszka" i pozostałych umoczonych w ropie, nie spotkały się jak na razie z zainteresowaniem parlamentu. Chociaż jest to zapisane w ustawie, Sejm nie doprowadził nawet do posiedzenia Izby, na którym raport poddany byłby pod dyskusję. Posłowie ciągle też nie wystąpili do Trybunału Stanu z wnioskami dotyczącymi Aleksandra Kwaśniewskiego, Leszka Millera, Józefa Oleksego, Włodzimierza Cimoszewicza, Barbary Piwnik, Zbigniewa Siemiątkowskiego i Wiesława Kaczmarka, mimo że politycy ci zostali uznani przez komisję śledczą za winnych przestępczych działań dużego kalibru. Ich dalekosiężnym celem było oddanie całego polskiego sektora energetycznego Rosji, a tym samym całkowite pozbawienie Polski suwerenności gospodarczej. Czy rzeczywiście nie można zebrać 115 posłów (a w wypadku Kwaśniewskiego - 140), żeby wnieść wniosek o postawienie śmietanki SLD przed Trybunałem Stanu?

Poszczególnymi wątkami afery, w tym głównie rozpracowywaniem mafii paliwowej, która od co najmniej 1998 r. tworzyła ogólnopolską zorganizowaną strukturę - a w nadużycia paliwowe zamieszanych jest dobrze ponad tysiąc firm - zajmuje się na razie prokuratura. Został właśnie aresztowany warszawski adwokat Janusz Szymański, który miał brać udział w porwaniu biznesmena Jana Załuski, co jest o tyle ciekawą sprawą, że "mówi się", iż za porwaniem stali oficerowie WSI, którzy w przestępczy sposób chcieli przejąć kluczowe spółki Skarbu Państwa: "Ciech", dostarczający ropę dla PKN Orlen, i Rafinerię Trzebinia, produkującą paliwa samochodowe z komponentów. Gdyby nie nagłośnienie afery Orlenu i powołanie w maju 2004 r. sejmowej komisji śledczej, kontrolę nad główną polską rafinerią przejęłyby prawdopodobnie właśnie WSI.

Mafia u boku Orlenu
O Rafinerii Trzebinia, należącej w większości do PKN Orlen (77 proc. udziałów) i częściowo do Skarbu Państwa, było już głośno dwa lata temu, po aresztowaniu siedmiu osób: trzech przedsiębiorców i czterech pracowników rafinerii, w związku z zarzutami prania brudnych pieniędzy, poświadczania nieprawdy w dokumentach, przyjmowania i wręczania łapówek oraz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Krakowska prokuratura apelacyjna, która przełamała niemoc organów ścigania w walce z przestępczością paliwową, potwierdziła związki rafinerii z mafią paliwową. Według śledczych, w nielegalne operacje mogło być zamieszanych nawet kilkadziesiąt spółek. Łapówki miały płacić firmy, które kupowały w rafinerii bez akcyzy komponenty do "uszlachetniania" olejów technologicznych. Firmy te następnie sprzedawały komponenty stacjom benzynowym jako pełnowartościowe paliwo.
"Rafineria Trzebinia zarabia na sprzedaży oleju, który kierowcy leją do baków jako paliwo. Olej oficjalnie jest przeznaczony dla górnictwa i dzięki temu firma płaci za niego minimalną akcyzę. Skarb Państwa traci na tym miliony złotych. (...)
Chodzi o dwa oleje - Flonaft i FL. Oficjalnie są przeznaczone do uzdatniania węgla i innych zastosowań technologicznych. Polskie górnictwo potrzebuje ich rocznie tylko ok. 300 ton. Nieduże ilości odbierają także dwie kopalnie czeskie. Tymczasem rafineria produkuje kilkaset razy więcej. (...)
Oleje stały się jednak przebojem w zupełnie innej dziedzinie - jako paliwo dla ciężarówek. Budżet traci miliony złotych, bo są obłożone minimalną akcyzą. W dodatku nie są barwione, dlatego w czasie kontroli drogowej nie da się stwierdzić fałszerstwa. Sprzedaż oleju zakwestionował urząd celny. Ale już po kilku dniach hurtownicy sprzedający oleje firmom transportowym znów ruszyli tłumnie do Trzebini. Okazało się, że rafineria przygotowała nowe oleje. Nowe, chociaż niemal identyczne, jak te wycofane" - opisywała proceder "Rzeczpospolita" w październiku 2004 roku. Według gazety, w strukturze mafii paliwowej rafinerie stoją nad baronami paliwowymi - organizatorami fałszowania paliw i dokumentacji.

100 mln dolarów dla WSI
Dziś Rafineria Trzebinia jest znów na tapecie, tym razem za sprawą aresztowania adwokata Janusza Szymańskiego, podejrzanego o udział w aferze domu maklerskiego Sur5Net oraz w porwaniu w sierpniu 2001 r. biznesmena Jana Załuski, który stanął na przeszkodzie wyłudzeniu 100 milionów dolarów z amerykańskiego banku, za które to oficerowie WSI mieli kupić pakiet większościowy udziałów w Rafinerii Trzebinia.
Według informacji PAP, porywacze bezskutecznie chcieli wymusić na Janie Załusce sfałszowanie dokumentu, który umożliwiłby spółce Sur5Net (założonej pod przykrywką przez WSI) otrzymanie 100 mln dolarów kredytu.
Jana Załuskę zwolniono, bo obiecał 600 tys. dolarów okupu, a porywaczy wkrótce potem zatrzymano. Ich szefem okazał się Łukasz Młynarski, najpierw szpieg WSI w Norwegii, następnie wspólnik prezesa zarządu Rafinerii Trzebinia Kazimierza Trębacza.
Powołując się na ustalenia prokuratury, Leszek Szymowski pisze na stronie Polskie Radio - online, że za pieniądze rafinerii Młynarski kupował sobie dzieła sztuki i antyki, a na podstawie faktur za fikcyjne usługi transferował z rafinerii na konta swoich firm dziesiątki tysięcy złotych.

Fundacja żydowska z WSI i mafią w tle
"Przygoda" z WSI Jana Załuski , w przeszłości współpracownika kardynała Stefana Wyszyńskiego, następnie - po zmuszeniu go przez bezpiekę do opuszczenia kraju - właściciela firmy polonijnej w Wiedniu, zaczyna się w połowie lat 90., gdy jako niczego nieświadomy zostaje zaproszony do współpracy przez fundację żydowską "Chewra", której oficjalnym celem miało być polsko-żydowskie pojednanie, a misją, jak można przeczytać na zaktualizowanej po raz ostatni w 2002 r. stronie internetowej fundacji - "udzielanie pomocy opiekuńczej, kulturalnej, oświatowej, ofiarom Holokaustu i ich rodzinom oraz ich potomkom, osobom innych narodowości na terenie wszystkich krajów świata". Szefem "Chewry" był od lat związany z polskim wywiadem wojskowym Leszek Łazowski, z którym jednak Załuska - po tym, jak Łazowskiemu rekomendacji udzielił ówczesny minister spraw zagranicznych Władysław Bartoszewski, a wcześniej ambasador w Wiedniu - chętnie nawiązał współpracę.
"W 1998 r., na prośbę Łazowskiego, Załuska założył w Austrii firmę GlobalEco. Miało to być prywatne przedsięwzięcie biznesowe, którego zyski zasilałyby fundację 'Chewra'. 50 proc. udziałów w GlobalEco miał sam Łazowski, a drugie jego amerykański wspólnik Joseph Rumley. Prezesem jednoosobowego zarządu był właśnie Załuska. W ten sposób założona przez niego firma znalazła się w centrum gry operacyjnej WSI. (...) W 2000 r. Leszek Łazowski zapoznał Załuskę z Łukaszem Daremiakiem - prezesem Domu Maklerskiego Sur5net. (...) Z ramienia WSI opiekę operacyjną nad Sur5net sprawował ppłk Gerard Załoga - wówczas i dziś jeden z najważniejszych oficerów kontrwywiadu WSI, w PRL-u oficer II Zarządu Sztabu Generalnego. (...) Polski biznesmen nie wiedział wówczas, że firma ta jest przykrywką dla działań operacyjnych Wojskowych Służb Informacyjnych (...)" - pisze Leszek Szymowski w Polskim Radiu - online.

Rafineria za pieniądze... rafinerii
Szef "Chewry" próbował wmanewrować firmę Jana Załuski w kredyt w wysokości 100 milionów dolarów, zaciągnięty w amerykańskim domu maklerskim na zakup obligacji bankowych w USA. Zabezpieczeniem pożyczki miał być depozyt wysokości
10 milionów dolarów, który firma Daremiaka Sur5net przelała na konto firmy Załuskiego GlobalEco rzekomo "ze swoich" środków, później jednak prokuratura ustaliła, że pieniądze na depozyt pochodziły... z "Ciechu" i z Rafinerii Trzebinia. Porozumienie ze strony "Ciechu" podpisał związany z WSI Robert Bałabanow, a ze strony rafinerii - Kazimierz Trębacz i Kazimierz Wronkowski. "Porozumienie to oznaczało, że na zabezpieczenie kredytu dla Sur5net pieniądze wpłaciła państwowa spółka, które miała zostać kupiona i przejęta za pieniądze pochodzące z tego kredytu" - wyjaśnia Szymowski.

Już był w ogródku, już witał się z gąską...
Ostatecznie oszuści z WSI działający pod przykrywką domu maklerskiego dopięli swego - w wyniku m.in. najpierw sfałszowania pełnomocnictwa z firmy Załuski, sygnowanego jego sfałszowanym podpisem, a następnie uprowadzenia i przetrzymywania biznesmena przejęli depozyt i kredyt w wysokości 100 milionów dolarów. Transakcja zakupu większościowego pakietu udziałów w Rafinerii Trzebinia nie doszła do skutku prawdopodobnie jedynie w wyniku nagłośnienia afery Orlenu, powołania komisji śledczej do jej zbadania i zmiany ekipy rządzącej.
Co zdumiewające jednak, według Polskiego Radia - online, prokuratura nie reaguje na dowody przedstawiane przez Załuskę, że padł ofiarą ludzi WSI i nie prowadzi też śledztwa w sprawie wyłudzenia 100 milionów dolarów. Za próbą przejęcia Rafinerii Trzebinia stoi ktoś bardzo "wysoko postawiony"?
Ciekawie - być może nawet dla prokuratora - może wyglądać też wątek szerzej nieznanej żydowskiej fundacji "Chewra", z którą związany był Andrzej Gąsiorowski, obok Bogusława Bagsika "bohater" afery Art-B, która doprowadziła Załuskę wprost "w objęcia" WSI.

Capo di tutti capi
Nad operacją z przejęciem Rafinerii Trzebinia stoi "Prezio" albo ktoś podobnie "ważny". Śledztwo w sprawie mafii paliwowej można prowadzić jeszcze w nieskończoność i trzeba, no ale baronowie paliwowi nie wyskoczyli z kapelusza, nad nimi były rafinerie, a nad rafineriami byli...? W każdej matrioszce, nawet największej, jest zawsze i ta największa "ruska baba".
Dajmy na to centrala "Ciech" sama nie wyeliminowała się z rynku paliwowego ani nawet nie wyeliminowała "Ciechu" cypryjska spółka J&S, która od grudnia 1996 r. zmonopolizowała dostawy rosyjskiej ropy do polskich rafinerii, tylko ktoś się na to zgodził, a ta decyzja zapoczątkowała aferę Orlenu i umożliwiła powstanie mafii paliwowej. Z jednej strony bowiem wyeliminowanie "Ciechu" dało wolną rękę firmie J&S, a z drugiej - w rezultacie właśnie wyeliminowania "Ciechu" powstała na rynku luka, którą "zagospodarowały" mafijne spółki paliwowe. Ostateczną decyzję o wyeliminowaniu "Ciechu" podjął już rząd Cimoszewicza, który dokonał zmian w proporcjach udziału poszczególnych przedsiębiorstw w Nafcie Polskiej. Tak przynajmniej zeznał przed komisją Józef Oleksy. Gabinet Oleksego zresztą, w którym Cimoszewicz był ministrem sprawiedliwości, też już miał rozpatrywać sprawę "Ciechu" w 1995 r. i przychylać się do decyzji o jego wyeliminowaniu.

Na mafijnej ropie
Ponieważ były prezes PKN Orlen Andrzej Modrzejewski realizował plany związania Orlenu z austriackim koncernem państwowym OMV, posiadającym niezależne od Rosji źródła dostaw ropy naftowej, to tylko przeszkadzał w tym wszystkim i jako prezes Orlenu, od którego zatrzymania "wszystko się zaczęło", szybko się doigrał. "Andrzej Modrzejewski został zatrzymany na skutek przestępczego porozumienia, w którym brali udział premier Leszek Miller, minister Zbigniew Siemiątkowski oraz minister Barbara Piwnik, a także wysocy funkcjonariusze UOP oraz prokuratury. Celem tego układu było wymuszenie na Radzie Nadzorczej PKN Orlen odwołania prezesa Modrzejewskiego i przejęcie kierownictwa tej spółki przez ludzi związanych z układem towarzysko-politycznym i finansowym wokół prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Po usunięciu Modrzejewskiego realizacji tego celu służyły tajne spotkania: A. Kwaśniewskiego i L. Millera z J. Kulczykiem oraz ministra Kaczmarka z mecenasem Kratiukiem, podczas którego ustalano skład władz PKN Orlen. (...) U źródeł tej patologicznej sytuacji stała mafia paliwowa łącząca ludzi byłych służb specjalnych (zwłaszcza wojskowych), pośredników sprowadzających do Polski ropę naftową z Rosji oraz elity polityczne wywodzące się z PZPR" - ustaliła sejmowa komisja śledcza ds. PKN Orlen.

Baranina w cenie
Z dokumentów, które posiada zeznający przed komisją orlenowską prokurator Andrzej Czyżewski, wynika, że struktury mafii paliwowej organizowali byli oficerowie SB i Wojskowych Służb Informacyjnych, którzy przed 1989 r. nadzorowali sektor paliwowy. Na szczycie piramidy stał - zdaniem Czyżewskiego - biznesmen i dawny oficer WSI Wiesław S., a jednym z członków mafii był człowiek o nazwisku Kazimierczak, również były funkcjonariusz WSI. Według Czyżewskiego, dla WSI pracował także prezes BGM Arkadiusz Grochulski, uważany przez prokuraturę za mózg tego szemranego biznesu. Cała struktura miała być z kolei podporządkowana Jeremiaszowi Barańskiemu ps. "Baranina", do którego również prowadzą tropy zabójstwa Marka Papały. Czyżewski powiedział, że wiedeńska policja w domu Jeremiasza Barańskiego "Baraniny" znalazła schemat struktury mafii.
- Paliwowi baronowie jeździli z ochroną ubraną w paramilitarne stroje, stały przed nimi otworem nie tylko gabinety posłów i ministrów. Swoich ludzi mieli i mają wszędzie: w policji, prokuraturach i sądach. Niewygodnych likwidowano, a politycy otrzymywali stałe łapówki za ochronę interesu - mówił Czyżewski posłom z komisji śledczej.
Upublicznienie raportu z likwidacji WSI może oznaczać już tylko trzęsienie ziemi.
Julia M. Jaskólska

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Przypadek Kluski niczego nie nauczył prokuratorów

poniedziałek, 23 czerwca 2008 22:43

Areszt, bo chodzi o miliony

Polska prokuratura posiada nikłą wiedzę na tematy gospodarcze. Nie ma pojęcia, jak funkcjonuje przedsiębiorstwo, na czym polega ryzyko w biznesie. Opiera się na ekspertyzach biegłych, których poziom merytoryczny pozostawia wiele do życzenia.

W sprawach gospodarczych nadal błądzą po omacku i uderzają na oślep - na kogo padnie, na tego bęc
I nic w tej materii się nie zmienia. Przypadek Kluski nie wywołał u prokuratorów żadnej refleksji, co gorsza, nie wywołał też refleksji u niektórych sędziów - nadal bez ograniczeń stosuje się areszt i brutalne metody zatrzymywania porównywalne z tymi, które stosowane są wobec gangsterów recydywistów.

Przykładem jest przypadek Grzegorza Ślaka, byłego prezesa Rafinerii Trzebinia, i jego współpracowników, których prokurator oskarżył o niezapłacenie podatku akcyzowego w związku z produkcją określonego typu oleju. Ślak przesiedział w areszcie ponad miesiąc, mimo że żaden urząd skarbowy nie orzekł, iż rzeczywiście Trzebinia powinna zapłacić ów podatek. Spór bowiem dotyczy ściśle specjalistycznych kwestii dotyczących składu produktu rafineryjnego.

- Ostatnio fiskus orzekł, że w 2002 r., a zarzuty dotyczącą między innymi tego okresu, Rafineria rozliczyła się z podatków prawidłowo - twierdzi Ślak.

Prowadzący sprawę prokurator Łukasz Gramza z krakowskiej prokuratury apelacyjnej przyznaje, że Urząd Kontroli Skarbowej wciąż nie zakończył wszystkich postępowań w sprawie Trzebini i nie zażądał zapłacenia akcyzy. I dlatego wciąż nie ma aktu oskarżenia.

Czy rzeczywiście w przypadku Ślaka potrzebny był areszt? - Sąd zdecydował o aresztowaniu, bo w grę wchodziły setki milionów złotych. Zarzuty postawiono kilku osobom i istniała obawa matactwa. A ponadto przestępstwo jest zagrożone wysoką karą - wyjaśnił nam Gramza.

Jak to możliwe, że skarbówka wciąż nie znalazła przestępstwa, lecz mimo to sąd zamyka dziesięć osób w areszcie? W postanowieniu prokuratora czytamy, że Ślak odniósł osobiste korzyści. Zapytaliśmy o nie prokuratora.

- Jego pensja była uzależniona od wyników finansowych spółki, której kondycja się poprawiła w związku z niezapłaceniem akcyzy. Ponadto umocniłby swoją pozycję na rynku pracy jako menedżer, który uratowałby Rafinerię od bankructwa - powiedział prokurator Gramza.

Nie chodzi więc o łapówkę, o wyprowadzanie pieniędzy z firmy, ale wzmocnienie pozycji menedżera. I dlatego Ślaka aresztowano. Dopiero sąd wyższej instancji uznał, że może on wyjść na wolność za kaucją.

Żeby było śmieszniej, Rafineria Trzebinia jest własnością PKN Orlen (77 proc. akcji) i skarbu państwa (9 proc. akcji). W PKN Orlen skarb państwa kontroluje bezpośrednio i pośrednio ok. 33 proc. akcji, co przy rozdrobnionym akcjonariacie oznacza znaczącą przewagę nad pozostałymi udziałowcami. Biorąc pod uwagę, jak wielu przedsiębiorstwom z udziałem skarbu państwa umarzano najróżniejsze długi, sprawa przybiera wymiar kuriozalny.

Prokurator Gramza nie jest zresztą pewny, czy akt oskarżenia powstanie, bo może Urząd Kontroli Skarbowej nie dopatrzy się uchybień.

Dominika Wielowieyska
2007-12-19,
Link http://wyborcza.pl/1,82247,4779071.html

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Prokurator od mafii paliwowej skreślony z raportu o WSI

wtorek, 17 czerwca 2008 22:48

Prokurator od mafii paliwowej skreślony z raportu o WSI

Newsweek | dodane 2007-11-13 (20:46)

Prokurator Marek Wełna, zwalczający mafię paliwową został wykreślony z pierwszego raportu o działaniach WSI. Jego nazwisko pojawia się dopiero w najnowszej wersji raportu. W tej sprawie zeznawać będzie w prokuraturze Zbigniew Wassermann - donosi "Newsweek" na swojej stronie internetowej.

Ustępujący minister koordynator służb specjalnych ma się zjawić 26 listopada w Prokuraturze Okręgowej na warszawskiej Pradze. Tamtejsi oskarżyciele prowadzą śledztwo w sprawie pomówienia krakowskiego prokuratora Marka Wełny o przyjęcie łapówek od jednego z paliwowych mafiosów, którego oskarżał. Jeden z wątków tego śledztwa zakłada, że to byłe Wojskowe Służby Informacyjne celowo chciały skompromitować Wełnę szkoląc świadków do składania fałszywych zeznań przeciwko niemu. Wełna i inni prokuratorzy z jego specjalnego zespołu krakowskich śledczych zwalczających mafię paliwową odkryli bowiem, że za większością spółek paliwowych stoją byli lub czynni oficerowie WSI. Dlatego wojskowym służbom zależało na skompromitowaniu Wełny, by wstrzymać pracę zespołu prokuratorów.
Informacje o działaniach WSI przeciwko prokuratorowi zdobył m.in. Zbigniew Wassermann, koordynator służb specjalnych. Prokuratorzy wyjaśniający czy istniał spisek przeciwko Wełnie chcą go zapytać o dokumenty z likwidacji WSI, które Wassermann przekazał na początku tego roku do Prokuratury Krajowej w Ministerstwie Sprawiedliwości. Te materiały powinny bowiem trafić właśnie do śledczych z prokuratury na warszawskiej Pradze. Ale nigdy nie dotarły. Prokuratorzy chcą się dowiedzieć co się z nimi stało. Nie możemy publicznie rozmawiać o wątkach w tej sprawie, które wciąż sprawdzamy - powiedziała "Newsweekowi" prokurator Renata Mazur, rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga.

"Newsweek" chciał porozmawiać z ministrem koordynatorem. Minister ma dzisiaj bardzo napięty plan zajęć, nie wiem czy uda się z nim skontaktować - oznajmił Krzysztof Łapiński, asystent Wassermanna. Minister nie odbierał telefonu od dziennikarza "Newsweeka".

Ale to nie wszystkie zagadki związane z działaniami byłych wojskowych służb przeciwko Markowi Wełnie. Jak ustalił "Newsweek" prowokacja przeciwko niemu była już opisana w pierwszym raporcie o WSI przygotowanym przez Antoniego Macierewicza. Ale nie znalazła się w wersji opublikowanej. Dlaczego tak się stało? Tego nie udało się dowiedzieć "Newsweekowi". Jednak jego nazwisko pojawia się w aneksie do raportu z weryfikacji WSI, który na początku listopada trafił do kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Maciej Duda


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Baron paliwowy walczy w Strasburgu

wtorek, 17 czerwca 2008 22:26
Baron paliwowy walczy w Strasburgu
Marcin Pietraszewski
2007-10-24, ostatnia aktualizacja 2007-10-25 06:55

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu w trybie przyspieszonym zajmie się sprawą Henryka M., śląskiego barona paliwowego. Powód? Mężczyzna od ponad czterech lat przebywa w areszcie, mimo że ujawnił nielegalny majątek i wsypał wspólników.

Według prokuratury Henryk M., właściciel siemianowickiej firmy EM-Trans oraz najnowocześniejszego w Polsce studia nagrań, na nielegalnej produkcji paliwa zarobił blisko pół miliarda złotych. Podczas śledztwa poszedł jednak na współpracę z ABW i wskazał rachunki bankowe, na których ukryto kilka milionów dolarów oraz kilkanaście milionów złotych. Zgodził się też na zajęcie przez Skarb Państwa studia nagrań oraz kilkudziesięciu samochodów marki BMW. M. wyjawił też, że korumpował urzędników skarbowych, a łapówki dla nich miał przekazywać szwagier ówczesnego wojewody śląskiego. Dzięki tym zeznaniom zostali oni zatrzymani.

Baron paliwowy nie miał też żadnych skrupułów i przyznał, że mecenas Andrzej D., doradca Andrzeja Leppera, szefa Samoobrony, prał dla mafii brudne pieniądze. Wskazał mechanizm przestępstwa i ujawnił faktury. Ukoronowaniem współpracy M. z ABW było zatrzymanie detektywa Krzysztofa Rutkowskiego.

Według niepisanej umowy Henryk M. w nagrodę za współpracę miał wyjść na wolność. Od ponad czterech lat siedzi jednak za kratkami. Przeciwna jego zwolnieniu jest katowicka prokuratura. Baron paliwowy czuje się oszukany i złożył skargę w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. Skarży się w niej na przedłużający się areszt oraz brak terminu rozpoczęcia procesu. Od kilku miesięcy katowickie sądy kłócą się bowiem o to, który z nich ma zająć się sprawą śląskiej mafii paliwowej.

- Trybunał w Strasburgu potraktował naszą sprawę priorytetowo i rozpatrzy ją jak najszybciej - przyznaje mecenas Janusz Zalewski, obrońca Henryka M.

Co prawda wczoraj Sąd Apelacyjny w Katowicach zgodził się na uwolnienie Henryka M. Postawił jednak warunek: baron paliwowy ma miesiąc na wpłacenie 2,5 mln zł. To w historii śląskiego wymiaru sprawiedliwości rekordowa kaucja. - Kwota jest absurdalna, nie ma szans, że ją zapłacimy - mówi mecenas Zalewski i przypomina, że już w kwietniu sąd wyznaczył M. pół miliona złotych kaucji, która ostatecznie nie została zapłacona. - Złożymy zażalenie na decyzję sądu - zapowiada adwokat.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Sprzedawcy oleju opałowego są karani za cudze oszustwa

wtorek, 17 czerwca 2008 22:13
POLSKA Dziennik Łódzki
Sprzedawcy oleju opałowego są karani za cudze oszustwa
09.06.2008
Mirosław Skorupa z Aleksandrowa Łódzkiego ma zapłacić fiskusowi 4 miliony złotych kary

Mirosław Skorupa z Aleksandrowa Łódzkiego jest załamany. Od 18 lat jest właścicielem firmy, handlującej olejem opałowym. Właśnie dowiedział się, że ma zapłacić 4 miliony zł kary. Za co? Za nieuczciwość tych, którym sprzedaje olej. W podobnej sytuacji jest wielu innych polskich przedsiębiorców.

Inspektorzy z urzędu kontroli skarbowej skontrolowali firmę pana Mirosława. Zakwestionowali prawdziwość oświadczeń o przeznaczeniu oleju do celów grzewczych, które sprzedający musi pobierać od klientów. Dokumenty zawierają m.in. dane osobowe klienta, m.in. NIP, PESEL, a także informacje o urządzeniach grzewczych, powierzchni do ogrzania. Oświadczenia trafiają następnie do izby celnej, która je kontroluje. Takie uprawnienia ma też urząd kontroli skarbowej.

Wszystko przez to, że przy sprzedaży oleju opałowego na cele grzewcze obowiązuje obniżona stawka akcyzy. Jeśli olej jest wykorzystywany do innych celów, m.in. jako paliwo do samochodów, akcyza powinna być wyższa. W przypadku metra sześciennego oleju opałowego akcyza wynosi 233 zł, tej samej ilości napędowego - ponad 1.100 zł. Dlatego litr oleju opałowego kosztuje w granicach 3,4 - 3,5 zł, a napędowy jest średnio o złotówkę droższy.

Tymczasem odpowiedzialność za to, czy oświadczenie zawiera prawdziwe dane, ponosi przedsiębiorca, sprzedający paliwo. Jednak prawo nie pozwala mu żądać od klienta okazania żadnych dokumentów, np. dowodu osobistego, by potwierdzić przekazane informacje. - Mamy do czynienia z chorą sytuacją - tłumaczy Mirosław Skorupa, właściciel przedsiębiorstwa MKA Skorupa z Aleksandrowa Łódzkiego. - Odpowiadamy za treść dokumentów, ale czy są tam prawdziwe dane okazuje się dopiero podczas kontroli, a to my jesteśmy karani. Nie wiem skąd wziąć ponad 4 mln zł na zapłatę kary. Złożyłem odwołanie, ale jedyną receptą jest zmiana prawa.

Jeszcze większe kłopoty ma Grzegorz Mikołajski, właściciel firmy Konpal z miejscowości Konopki w pow. mławskim. Urząd kontroli skarbowej nałożył na niego karę w wysokości ponad 5 mln zł. - Urzędnicy radzą, by sprawdzać wiarygodność kontrahentów, zwłaszcza z grona przedsiębiorstw - informuje Mikołajski. - Tymczasem prawo nie daje nam żadnych narzędzi. Jeżeli kara nie zostanie uchylona, będę zmuszony zwolnić 120 osób i zwinąć interes, który prowadzę od 1991 roku.

Wizja wysokich kar dręczy także Grzegorza Kwiatkowskiego, przedsiębiorcę z podłódzkiego Ozorkowa: - Mamy do czynienia z bublem prawnym, który nijak nie przystaje do rzeczywistości. Sprzedający olej opałowy postanowili walczyć z krzywdzącym, ich zdaniem, prawem. Przedsiębiorców wspiera Polska Izba Paliw Płynnych, która prowadzi rozmowy z Ministerstwem Finansów. Sprawa została także zgłoszona do komisji "Przyjazne państwo", która ma rozprawić się z bublami prawnymi. - Receptą jest rezygnacja z oświadczeń i wzmożenie kontroli na każdym etapie sprzedaży surowca, poczynając na rafinerii, kończąc na odbiorcy - podpowiada rozwiązanie Halina Pupacz, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych. - Odpowiedzialność nie może spoczywać na pośredniku, czyli sprzedawcy.

Nowelizację ustawy o podatku akcyzowym zapowiada Witold Lisicki z Ministerstwa Finansów. - Znajdzie się w niej zapis, który pozwoli sprzedawcy oleju na kontrolowanie prawdziwości danych w oświadczeniach - informuje Lisicki. - Nie jest jeszcze przesądzona sprawa rezygnacji z oświadczeń.

Anna Ludkowska, rzecznik Izby Celnej w Łodzi, podpowiada przedsiębiorcom, by dochowali należytej staranności m.in. w ocenie wiarygodności kontrahentów. - Pobierając oświadczenie, można poprosić o okazanie dokumentów, żeby przynajmniej potwierdzić dane osobowe kupującego - sugeruje rzecznik. - Odmowa okazania dokumentu powinna wzbudzić w przedsiębiorcy wątpliwości.

Artur Dratwicki, rzecznik Urzędu Kontroli Skarbowej w Łodzi, przypomina, że wysokość kary zależy m.in. od rodzaju przewinienia i sytuacji materialnej przedsiębiorcy.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Komu zależy, by nie powstał film o aferze paliwowej - Węgry Budapeszt

czwartek, 05 czerwca 2008 9:03
Komu zależy, by nie powstał film o aferze paliwowej


Brutalna napaść na dziennikarkę śledczą, która ujawniła, że węgierskie elity polityczne są zamieszane w gigantyczne przekręty, wywołała prawdziwą burzę
40-letnia Iren Karman, matka trojga dzieci, robi reportaże o tematyce społecznej dla telewizji publicznej, pisuje do dziennika "Nepszabadsag", kręci filmy dokumentalne. Przede wszystkim jednak zajmuje się związkami polityków z mafią. I właśnie za to jest ostro atakowana. Również fizycznie.

- Bili mnie w brzuch i głowę. Kilka razy traciłam przytomność. Nie chcieli mnie zabić, tylko zastraszyć -mówiła w budapeszteńskim szpitalu św. Jana. - Grozili, że zrobią krzywdę moim dzieciom. Podejrzewam, kto za tym stoi, ale nie mogę nikogo oskarżyć.

Wszystko z powodu książki "Oko w oko z mafią" z 2002 r., w której ujawniła, że węgierskie elity naraziły Skarb Państwa na miliardowe straty, współuczestnicząc w oszustwach podatkowych związanychze sprzedażą paliw. Do napadu doszło teraz, bo Iren Karman przymierza się do realizacji opartego na niej filmu dokumentalnego.

Brutalna napaść na dziennikarkę wywołała prawdziwą burzę. Prawicowa opozycja oskarża o udział w opisanej przez Karman aferze paliwowej nawet premiera Ferenca Gyurcsanya. Erwin Demeter z prawicowego Fideszu, członek Parlamentarnej Komisji ds. Bezpieczeństwa, wystąpił o odtajnienie akt śledztwa i powołanie niezależnej komisji śledczej. Gyurcsany w latach 1995 - 1997 był członkiem rady nadzorczej i współwłaścicielem podejrzanej spółki Fortus Rt. Importowała ona olej opałowy ze Słowacji.

- Opozycja kłamie. Ferenca Gyurcsanya przesłuchiwano w sprawie afery paliwowej w roku 2003. Okazało się, że jest czysty - twierdzi rzeczniczka rządu Bernadett Budai.


Zeznania członka mafii

Śledztwo w sprawie mafii paliwowej, uznanej za największą aferę gospodarczą postkomunistycznych Węgier, trwało od początku lat 90. Przesłuchano kilkaset osób. Kilkapłotek skazano na symboliczne kary pozbawienia wolności. Rewelacyjne okazały się dopiero zeznania przedsiębiorcy Zsolta Nogradiego, który przyznał, że był członkiem mafii, i oskarżył wielu polityków o współpracę.

Szefem mafii miał być przedsiębiorca Ferenc Flaisz, który sprytnie wykorzystywał luki prawne. Sprowadzany olej opałowy zgłaszał do oclenia jako paliwo do silników Diesla. Mafia przywiozła na Węgry ponad 100 mln litrów takiego oleju. Po uszczelnieniu przepisów celnych w 1993 r., gdy proceder przestał być opłacalny, mafia zaczęła "uszlachetniać" olej, korzystając z urządzeń upadających spółdzielni rolniczych. Olej sprowadzano przez podstawione firmy ze Słowacji i Rumunii. Do 1994 r. przez nieszczelne granice wpłynęło na Węgry 600 mln litrów paliwa.

-Kupował je nawet Shell. Sprzedawaliśmy je Węgierskim Kolejom Państwowym, Węgierskiej Komunikacji Autobusowej, nawet jednostkom ONZ stacjonującym w Jugosławii -opowiadał Nogradi.

Politycy spotykali się z członkami mafii w miasteczkach na południu Węgier.

Komisja utajnia akta

Śledztwo toczyło się ospale. Jeśli policjanci zaczynali wykazywać nadgorliwość, byli odwoływani. Kiedy afery nie dało się już zatuszować, powołano do jej zbadania parlamentarną komisję śledczą pod kierunkiem Laszlo Pallaga z Węgierskiej Partii Drobnych Rolników. Komisja pracowała przez osiem miesięcy, ale jej akta nigdy nie ujrzały światła dziennego.

- Nasze prawo umożliwia utajnienie na 85 lat informacji, które mogą spowodować zagrożenie bezpieczeństwa państwa - wyjaśnia politolog Zsoltan Lakner. A szefMSW Sandor Pinter twierdzi, że "mafia chce skompromitować elity polityczne kraju".
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Afera paliwowa z korupcją w ministerstwie? EKOENERGIA Poznań

środa, 21 maja 2008 8:52

Afera paliwowa z korupcją w ministerstwie?

Na skutek działalności paliwowej szajki Skarb Państwa został uszczuplony o około 90 milionów złotych. Przestępcy sprowadzali z zagranicy olej opałowy i zużyty olej lotniczy, a następnie rozprowadzali go w Polsce jako pełnowartościowe paliwo. Zakładali fikcyjne firmy na całym świecie i poprzez nie dokonywali przelewów na prywatne konta. Sprawa ta jest bardzo skomplikowana i czasochłonna, a dodatkowe utrudnienia w śledztwie powoduje fakt, że olej był kupowany poza granicami Polski. W sprawie tej pojawiają się wciąż nowe wątki. Jeden z nich dotyczy korupcji związanej z akcyzą w Ministerstwie Finansów. Na razie jednak żadnemu z pracowników ministerstwa nie postawiono zarzutów. W toku śledztwa zastosowano natomiast duże zabezpieczenia majątkowe, którymi objęto spore sumy pieniędzy oraz jacht i wart 30 milionów złotych prywatny samolot należący do jednego z podejrzanych. Proceder nielegalnego handlu paliwami odbywał się pod szyldem spółki Ekoenergia. Prokuratorzy muszą szczegółowo rozwikłać bardzo skomplikowane powiązania między firmami należącymi do podejrzanych. Bywało bowiem, że towar pochodzący z Litwy sprzedawany był w Polsce przez podmiot mający siedzibę na Florydzie. Mózgami całego gangu byli dwaj poznańscy biznesmeni - 53-letni Jerzy D. i 39-letni Piotr W. Obaj na początku śledztwa zostali zatrzymani przez Centralne Biuro Śledcze, później jednak zwolniono ich z aresztu. Postawiono im zarzuty nielegalnego sprowadzania paliwa, prania brudnych pieniędzy oraz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Rejestracja firm w wielu krajach miała uwiarygodnić ich działalność. Docelowo pieniądze trafiały na prywatne konta w tzw. rajach podatkowych, takich jak Wyspy Owcze czy Szwajcaria. Dla zatarcia śladów dokumenty i towar wędrowały przez różne kraje. Jedna z baz, przez które przepływało trefne paliwo znajdowała się właśnie w Ostrowie Wlkp. Do rozpracowania sprawy po raz pierwszy w dziejach polskiej policji została powołana specjalna grupa złożona z funkcjonariuszy CBŚ i pracowników wywiadu skarbowego Ministerstwa Finansów.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Członkowie mafii paliwowej w rękach policji

niedziela, 27 kwietnia 2008 7:55
 

Komenda Wojewódzka Policji w Poznaniu


              Policjanci Wydziału Ekonomicznego poznańskiego Zarządu Centralnego Biura Śledczego rozbili grupę przestępczą, zajmującą się sprowadzaniem z Niemiec i dystrybuowaniem w Polsce paliw płynnych, bez uiszczania należnych podatków oraz cła. Według wstępnych ustaleń w latach 2004-2005 grupa sprowadziła ok. 50 milionów litrów pełnowartościowego oleju napędowego i benzyny bezołowiowej. Straty Skarbu Państwa w wyniku przestępczej działalności oszacowano wstępnie na co najmniej 50 milionów złotych. Grupa  wykorzystywała zmianę przepisów celnych po wejściu Polski do Unii Europejskiej.
Wczoraj  zatrzymano 31-letniego Grzegorza B – mieszkańca Warszawy oraz 57-letniego Jerzego Ł. z Opola. Przedstawiono im zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, popełnienie oszustwa i „prania brudnych pieniędzy”. Dzisiaj zostaną doprowadzeni do sądu z wnioskiem o areszt.  Mechanizm przestępstwa polegał na wykorzystaniu przepisów unijnych mówiących o tzw. „procedurze zawieszonego poboru akcyzy”. Na specjalnie założone firmy sprawcy kupowali od legalnych producentów paliwa, za cenę pomniejszoną o należne podatki. Te bowiem należy uiścić w kraju kontrahenta (w tym przypadku w Polsce). Przestępcy żadnych podatków w kraju nie płacili, a zagranicznym służbom celnym przedkładali sfałszowaną dokumentację. Odzyskiwali w ten sposób wcześniej wpłacone zaliczki i mogli zawierać kolejne transakcje.Sprowadzone do Polski paliwo było dystrybuowane na stacjach benzynowych. Przestępcy na litrze paliwa zarabiali około złotówki, natomiast kupowali je za cenę 1,70 – 1,80 zł za litr. Wcześniej w tej sprawie przedstawiono zarzuty 25 osobom. Zabezpieczono także około pół miliona litrów nielegalnie sprowadzonego paliwa wart.1mln 200 tys.zł. Łączna wartość zabezpieczonego mienia wynosi ok. 10 mln zł.( nieruchomości, luksusowe samochody, konta bankowe, złote monety, biżuteria, udziały w firmach ).Jak ustalili prowadzący sprawę policjanci, przestępcy poznali mechanizm oszustwa jeszcze przed wejściem Polski do Unii Europejskiej. Rozpoczęli swoją działalność właściwie nazajutrz po przystąpieniu Polski do tychże struktur.Śledztwo prowadzone jest pod nadzorem Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu. Funkcjonariusze z CBŚ współpracują w tej sprawie z policją niemiecką. Zatrzymanym osobom grozi kara pozbawienia wolności do 10 lat.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Przesadzili z paliwem

niedziela, 27 kwietnia 2008 7:50

Właściciele stacji paliw „Duet” w Iławie oraz brat jednego z nich – aresztowani! Mężczyźni staną przed sądem za handel lewym paliwem, pranie brudnych pieniędzy i inne oszustwa. Policjanci bydgoskiego i toruńskiego Centralnego Biura Śledczego (CBŚ), 24 listopada 2006 zatrzymali wielu podejrzanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej.


CBŚ zadziałało z zaskoczenia. Punktualnie o 6:05 do domów Krzysztofa F., Mirosława A. (właścicieli stacji „Duet”) i Andrzeja F. (brata Krzysztofa), a także do ich firm zapukali uzbrojeni policjanci.

Po aresztowaniu zabrali ich do Torunia, gdzie tamtejsza prokuratura zadecydowała o osadzeniu na 2 miesiące w areszcie. Współwłaściciele „Duetu” podejrzani są udział w zorganizowanej grupie przestępczej.


ODBARWIALI OPAŁÓWKĘ

– Głównym celem działalności tej grupy przestępczej był obrót lewym paliwem – mówi nadkom. Jacek Krawczyk, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. – Kupowano za grosze olej opałowy, odbarwiano go, a następnie sprzedawano jako paliwo do pojazdów. Przy tej okazji prano brudne pieniądze, dokonywano oszustw i fałszowano dokumenty.

Jak wykazało śledztwo, przestępcy w ten sposób uszczuplili skarb państwa o co najmniej ponad 10 mln złotych, nie mówiąc już o oszukiwaniu klientów.

Grupa przestępcza której częścią byli mieszkańcy i biznesmeni regionu iławskiego, działała na terenie województwa kujawsko-pomorskiego, a także w części województwa warmińsko-mazurskiego.


TRAFIĄ PRZED SĄD

Krzysztof F., jego brat i Mirosław A. otrzymali zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustw, fałszowania dokumentów oraz prania brudnych pieniędzy. Najbliższe święta spędzą w areszcie. Grozi im do 8 lat więzienia.

Policjanci na poczet przyszłych kar zabezpieczyli mienie wszystkich podejrzanych w wysokości 850 tys. złotych.

Jak twierdzi Krawczyk, niewykluczone są kolejne zatrzymania. Wkrótce akt oskarżania trafi do sądu, gdzie rozpocznie się proces przestępczej grupy.

MONIKA SMOLIŃSKA





Właściciele „Duetu” byli członkami grupy przestępczej.
Do ich domów wkroczyli uzbrojeni policjanci CBŚ.
Iławskich biznesmenów czeka areszt i sąd.





Za kupowanie opałówki
zapłacą rolnicy


Niechlubnym echem odbija się również sprawa zamkniętej przez celników i policję małej stacji paliw w Falknowie przy trasie Iława-Susz. Rolnicy, którzy tankowali tam olej opałowy (w skali powiatu jest och ponad tysiąc!), zostali uznani za przestępców skarbowych i teraz za kupiony olej muszą opłacić akcyzę wraz z odsetkami.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dusiciele z UKS

niedziela, 06 kwietnia 2008 22:38

Dusiciele

Urząd kontroli skarbowej dolicza się 110 mln akcyzy niezapłaconej przez Best Oil. Przejmuje majątek firmy. Do sprawy włącza się prokuratura. Sąd zamyka w areszcie ciężko chorego biznesmena, a kilkaset osób traci pracę. ABW z Olsztyna za wszelką cenę szuka na gościa haka. „Rzepa” pisze o aferze paliwowej. Tymczasem NSA uchyla decyzję urzędu skarbowego, która to wszystko spowodowała.

Wszystkim tym, którzy chcą za namową polityków tworzyć miejsca pracy, radzimy, żeby walnęli się dwa razy kantem dłoni w baniak. Ledwo skończyła się afera Optimusa i Romana Kluski, a wszystko wskazuje na to, że będziemy mieli kolejną. Tym razem w branży paliwowej. Straty budżetu państwa mogą być niewyobrażalne. Obrazek, który prezentujemy, jest tylko czubkiem góry lodowej.

 

Jerzy Niewiadomski tyrał ponad siły w Niemczech i Holandii. Zbierał pieniądze. W 1998 r. otworzył firmę Best Oil, która była hurtownikiem w handlu paliwami. Odbiorcami było kilkadziesiąt firm. Biznes hulał. W Oświęcimiu Niewiadomski stawiał rafinerię. Inwestycja warta ok. 50 mln zł nie doczekała się uruchomienia.

Rok od otwarcia Best Oil, gdy kasa zaczęła płynąć, zaczęły się nadzwyczaj częste kontrole. Tylko w 1999 r. było ich z 10. Jedyne, co kontrolerzy znaleźli, to 60 tys. zł z tytułu niedopłaconego podatku dochodowego. Niewiadomski twierdzi, że mógł się od tego odwołać. Doradzano mu, żeby tego nie robił.

W 2000 r. do Best Oil przyszedł na kontrolę Remigiusz Ugodziński z Urzędu Kontroli Skarbowej w Ciechanowie. Doszukał się braków z tytuły niezapłaconej akcyzy. Dodał do tego VAT i wyszło mu, że zobowiązania firmy za 1999 r. sięgają z odsetkami ponad 110 mln zł. Chcieliśmy dowiedzieć się, jakliczył, ale spuścił nas, zasłaniając się tym, że nie jest upoważniony do rozmowy z prasą.

Tymczasem według prawa pośrednik nie płaci akcyzy za paliwo! Płaci ją importer lub producent. Mając to na uwadze, władze Best Oil odwołały się do Izby Skarbowej w Warszawie, jako organu nadrzędnego. Ponieważ Izba Skarbowa podtrzymała decyzję UKS z Ciechanowa, sprawa trafiła do NSA. W międzyczasie urzędnicy UKS w Ciechanowie łyknęli premie za dobrze wykonane zadanie. Do stycznia tego roku było tak, że za wykrycie afery gospodarczej dostawali dudki – bywało w wysokości kilku tysięcy złotych. Wiele z tych sukcesów kwestionował potem NSA. Urzędnicy premii jednak nie oddawali.

 

Gdy Niewiadomski czekał na rozstrzygnięcie NSA, sprawą zajęła się też Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce. 11 października 2002 r. prokurator Andrzej Luchciński skutecznie wystąpił do sądu o aresztowanie Niewiadomskiego i jego dwóch wspólników. Przesiedzieli ponad 7 miesięcy. Zarzut: przewalenie budżetu państwa na ogromną kasę i udział w przestępczej
grupie zorganizowanej.

Jerzy Niewiadomski 3 miesiące przed aresztowaniem przydzwonił swym pojazdem w inny. Z kolizji ledwo uszedł z życiem. Miał połamany kręgosłup tak, że tylko powłóczył nogami. Przez to, że siedział w pierdlu bez należytej opieki lekarskiej przez 7 miesięcy, został do końca życia kaleką.

ABW z Olsztyna, która na wniosek prokuratury badała sprawę, wykazała niesamowitą nadgorliwość. Agenci jeździli do ludzi, którzy kupili od Best Oil biurka, meble i komputery sprawdzając, czy nie sprzedano ich za tanio lub za drogo. Dosłownie! Wiemy też, że za wszelką cenę próbowali nakłonić właścicieli kilku firm do zeznań obciążających Niewiadomskiego.

W tym czasie UKS ściągnął kasę z kont Best Oil. Majątek firmowy Best Oil i prywatny Niewiadomskiego przepadł.

 

W lipcu 2003 r. NSA wydał 5 wyroków. Uchylił wszystkie decyzje Izby Skarbowej w Warszawie. W jednym z uzasadnień czytamy: decyzje organów obu instancji (Izby Skarbowej w Warszawie i UKS w Ciechanowie – przyp. M.P.) zapadły z naruszeniem zasad (...) Ordynacji podatkowej.

Czyli NSA potwierdził tylko to, co cały czas dowodził Niewiadomski. Best Oil wyliczył poniesione przez siebie straty na około 100 dużych baniek. Plus utrata zdrowia Niewiadomskiego.

Jak na wyrok NSA zareagowała prokuratura? Mimo wyroku NSA prokurator nie był łaskaw nawet uchylić Niewiadomskiemu zakazu wyjazdu za granicę i dozoru policyjnego! Ma zabrany paszport i co tydzień musi się meldować w komisariacie. Miał firmę, kasę, zatrudniał ludzi. Nie ma nic. Wszystko wskazuje, że kiedyś odzyska swój majątek. Musi tylko poczekać, aż skończą się sprawy w sądzie. A to może potrwać wiele lat.

 

W numerze 50/2003 opisywaliśmy podobną historię Tadeusza Bednarczyka. Też siedział w pierdlu i też NSA orzekł jednoznacznie o błędzie kontrolerów. Mimo to urzędnicy obrócili jego firmę w perzynę. Prokuratura i w tym wypadku z uporem utrzymuje środki zapobiegawcze w postaci dozoru policyjnego i zakazu opuszczania kraju. Bednarczyk też będzie ubiegał się o odszkodowanie, gdy jego koszmar się skończy. Będzie tego kilka ładnych baniek. W międzyczasie założył Stowarzyszenie na rzecz Dialogu Społecznego, które ma pomagać takim jak on. Bezprawnie pokrzywdzonym przez państwowych urzędników. Bednarczyk wyszedł bowiem z założenia, że dość już bezradności ofiar.

* * *

Znamienne jest, że sprawą Niewiadomskiego i Bednarczyka zajmował się ten sam Urząd Kontroli Skarbowej w Ciechanowie i w podobny sposób naliczał kary. Ta sama izba skarbowa negatywnie rozpatrywała odwołania. Ten sam prokurator prowadził dochodzenie. I wreszcie ta sama Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zamykała Bednarczyka i nękała Niewiadomskiego. W obu przypadkach działania tych władz okazały się bezpodstawne. Jak widać, jeżeli chce się upierdolić człowieka czy firmę, to zawsze jakiś sposób się znajdzie.

Z biznesmenów próbowano zrobić grupę przestępczą. Również za pomocą prasy. Na temat obu dżentelmenów rozpisywała się „Rzepa” ręką Anny Marszałek przypisując ich do mafii paliwowej. Jeżeli znamy życie, to ani prokurator, ani urzędnik za swoje decyzje nie bekną. Beknie skarb państwa, czyli ja, ty i każda inna osoba, która płaci w Pomrocznej podatki. Jeżeli śladem Bednarczyka i Niewiadomskiego pójdą inni pokrzywdzeni w tzw. aferze paliwowej, straty budżetu będą niewyobrażalnie wysokie.


Autor : Michał Płowecki
Data wydania : 15/2004
Nr kolumny : 6
www.nie.com.pl

Podziel się
oceń
0
2

komentarze (0) | dodaj komentarz

NSA za zwrócony podatek najpierw posiedzieli wspólnicy

czwartek, 20 marca 2008 18:01


Spółka Best Oil może odzyskać zapłacony podatek
Data: 07-01-2003 o godz. 11:00:00
Temat: Gospodarka


Naczelny Sąd Administracyjny korzystnie wypowiedział się w sprawie podatku akcyzowego, jaki musiała zapłacić spółka Best Oil z Ciechanowa. Dzięki temu firma może odzyskać 1 mln zł podatku plus odsetki.

Sprawę nagłośnily „Rzeczpospolita” i inne ogólnopolskie media, które zrelacjonowały przebieg rozprawy przed Naczelnym Sądem Administracyjnym. Spółką od wielu miesięcy interesowała się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Olsztynie, która przed kilkoma miesiącami zatrzymała jej przedstawiciela - Jerzego N. Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce posądziła go o oszustwa paliwowe, polegające na wyłudzeniu podatku akcyzowego. Miejscowy sąd podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu podejrzanego. Zarzuca mu się nielegalny handel pełnowartościowym olejem napędowym, który klasyfikowano jako towar drugiej kategorii.

Wszystkich zatrzymanych, wśród których jest także Jerzy N. z Ciechanowa, posądza się o uchylanie się od obowiązku podatkowego oraz poświadczenie nieprawdy i prowadzenie nierzetelnej dokumentacji w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Jak twierdzi ABW w Olsztynie, wynikiem tej działalności są straty Skarbu Państwa szacowane na ok. 46 mln zł. Grudniowa decyzja NSA w nieco innym świetle stawia działalność prowadzoną przez spółkę Best Oil. Jak twierdzą jej pełnomocnicy, kluczowe znaczenie dla wszystkich spraw będzie miała klasyfikacja jej obowiązków w podatku akcyzowym.

Po kontroli dokonanej przez organa podatkowe stwierdzono, że na 31 grudnia 1999 roku w magazynach spółki znajdowało się przeszło 709 tys. ton oleju napędowego, zwolnionego z podatku akcyzowego. Ponieważ w styczniu i lutym 2000 roku sprzedano paliwo, nie wykazując go w deklaracji podatkowej, wymierzono firmie łącznie z odsetkami przeszło milion złotych podatku.

Pełnomocnicy Best Oil argumentowali, że paliwo sprzedane w ciągu tych 2 miesięcy nie powinno być objęte akcyzą, ponieważ było z niej zwolnione. NSA uznał skargę za uzasadnioną.

Jeszcze nie wiemy, jak decyzja NSA wpłynie na postępowanie prokuratury i sądu w Ostrołęce.

RN



NSA przyznał rację firmie paliwowej z Ciechanowa
Data: 30-07-2003 o godz. 09:00:00
Temat: Gospodarka


Piątkowa “Rzeczpospolita” donosi o tym, że ciechanowska spółka paliwowa Best Oil zaskarżyła wszystkie decyzje, wydane przez Izbę Skarbową, które nakładały na nią 68 mln zł podatku. Naczelny Sąd Administracyjny nie dość, że je uchylił, to jeszcze na aparat skarbowy nałożył obowiązek pokrycia 95 tys. kosztów sądowych.

Wyrok jest konsekwencją uznania przez Trybunał Konstytucyjny jednego z przepisów rozporządzenia ministra finansów za niekostytucyjny. Stworzył on nową kategorię podatników. Do producentów i importerów paliw dodał te podmioty, które zajmują się ich mieszaniem. Okazało się jednak, że taki zapis jest sprzeczny z konstytucją, bo rozporządzeniem nie można ustanawiać nowej kategorii podatników.

Best Oil zajmowała się właśnie mieszaniem paliw i ich hurtową sprzedażą innym firmom. Handlowała m.in. zwolnionym wówczas z podatku akcyzowego olejem napędowym II, do silników statków czy lokomotyw. Izba Skarbowa uznała, że spółka paliwowa jest producentem oleju napędowego i powinna płacić akcyzę. Jej decyzją nałożono na Best Oil, za lata 1999-2000, podatek w olbrzymiej wysokości 68 mln zł. Zarzuty postawione przez prokuraturę w dużej mierze opierały się właśnie na tych ustaleniach. Doszło nawet do tego, że biznesmenów aresztowano (w tym znanego ciechanowianina), a spółka upadła.

Podobnych śledztw prowadzono w kraju ponad sto. Teraz okazuje się, że wiele firm było niesłusznie podejrzewanych przez prokuraturę o narażenie skarbu państwa na duże straty. Nakładane przez organy skarbowe decyzje podatkowe nie miały bowiem podstawy prawnej.

rom


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Bednarczyk przeciwko Polsce

czwartek, 20 marca 2008 9:09


Bednarczyk przeciwko Polsce
Data: 07-02-2006 o godz. 08:00:00
Temat: Informacja społeczna


Tadeusz Bednarczyk, biznesmen z Pułtuska, czuje się skrzywdzony przez organa podatkowe i prokuraturę, które to instytucje - jak twierdzi – doprowadziły do upadku jego dobrze prosperującą firmę. Z tego między innymi powodu złożył on skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Tadeusz Bednarczyk uważa, że prowadząca w jego sprawie dochodzenie Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce działała zgodnie z zasadą: „Dajcie człowieka, a paragraf się znajdzie”. Na początku października 2002 r. na jej polecenie pracownicy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego dokonali „napadu” na dom jego siostry Krystyny, zamieszkałej w Gródku Nowym. Chwilę później agenci ABW wtargnęli do domu Tadeusza Bednarczyka (mieszka w sąsiedztwie), obezwładnili jego żonę i dzieci, ale biznesmena nie znaleźli, bo przebywał w tym czasie w biurze firmy, o czym sam poinformował ich w późniejszej rozmowie telefonicznej.

Wersja biznesmena
- Major Tadeusz S. dotarł tu wkrótce ze swoimi uzbrojonymi ludźmi, żeby mnie aresztować. Wyjaśniłem mu, co potem powtórzyłem w ostrołęckiej prokuraturze, że czekam na rozstrzygnięcie Naczelnego Sądu Administracyjnego, które na pewno będzie dla mnie korzystne i rozwieje wszelkie wątpliwości związane z tą sprawą, ale nie chciano mnie słuchać. Postawiono mi zarzuty oparte o decyzje Urzędu Kontroli Skarbowej i Izby Skarbowej w Ciechanowie. Trafiłem do aresztu, gdzie spędziłem 3 miesiące – wspomina T. Bednarczyk.
Biznesmen w latach 1999-2001 był udziałowcem w pułtuskiej spółce „Telkaz” oraz akcjonariuszem w powiązanej z nią spółce „Tamaz”. W tej pierwszej na jedną czwartą etatu pracował na stanowisku prokurenta, a w tej drugiej na pół etatu był prezesem zarządu. „Telkaz” zajmował się handlem paliwami, a Tamaz – usługami budowlanymi.
W 2001 r. Bednarczyk kandydował do Senatu z listy SLD-UP, zyskując ponad 69 tys. głosów, ale się do niego nie dostał.
- W swojej kampanii wyborczej zwracałem uwagę m.in. na to, że nasze państwo, zamiast wspierać rodzimą gospodarkę, ograniczało się do szukania sposobów załatania dziury w budżecie, co często sprowadzało się do nękania małych i średnich firm przez organy kontroli podatkowej – wspomina. Jak twierdzi, częste kontrole w firmie zajmującej się obrotem paliwami rozpoczęły się już w 2000 r. i nasiliły się w roku wyborczym.
- Najczarniejszym dniem dla spółki „Telkaz” był 22 sierpnia 2001 r., kiedy to inspektor Urzędu Kontroli Skarbowej w Ciechanowie orzekła, że nasza firma ma zapłacić ponad 14 mln zł podatku akcyzowego! Było to o tyle dziwne, że zarząd spółki w 1999 r. otrzymał wyjaśnienie z Ministerstwa Finansów, jak również z Izby Skarbowej i Urzędu Skarbowego o tym, że zgodnie z ustawą o podatku akcyzowym z 1993 r. obowiązek płacenia tego podatku ciąży jedynie na producentach i importerach. Do żadnej z tych grup się nie zaliczaliśmy – opowiada prezes, który od początku działania organów podatkowych uznawał za bezprawne.
Na potwierdzenie tego T. Bednarczyk musiał czekać jednak aż do 14 lutego 2003 r. Wtedy to, rozpatrując skargę jego spółki, Naczelny Sąd Administracyjny uchylił decyzję Izby Skarbowej w Warszawie (ośrodek zamiejscowy w Ciechanowie) i zasądził na rzecz skarżącego kwotę 16 tys. zł tytułem zwrotu kosztów postępowania sądowego. NSA uznał, że rozporządzenie Ministra Finansów, rozszerzające krąg podatników podatku akcyzowego, na które powoływali się urzędnicy aparatu skarbowego było sprzeczne z konstytucją. Taka interpretacja pojawiła się już wcześnie w orzecznictwie NSA i Trybunału Konstutucyjnego, co zdaniem skarżącego wynikało wprost z ordynacji podatkowej.
Biznesmen uskarża się, że decyzja urzędników podatkowych miała dla jego firmy i dla niego samego przykre konsekwencje. Liczne kontrole utrudniały pracę. Potem zaś, gdy zapadły już konkretne decyzje, wobec przedsiębiorstwa zastosowano czynności egzekucyjne, mające na celu odzyskanie rzekomo należnego podatku w wysokości 14 mln zł. Zajęto rachunek bankowy firmy, samochody ciężarowe i osobowe, wyposażenie biura, różne urządzenia. W efekcie firma przestała funkcjonować. Tym bardziej, że szybko rozeszła się wieść o tymczasowym aresztowaniu prezesa, co przyczyniło się do utraty wiarygodności spółki w oczach kontrahentów. I choć w marcu 2003 r. Urząd Skarbowy w Pułtusku umorzył postępowanie egzekucyjne, wobec spółki „Telkaz”. T. Bednarczyk już swej firmy nie odzyskał, bo jak twierdzi, nie miał do czego wracać. Przedsiębiorstwo pozbawione majątku zajętego przez komornika, po prostu przestało istnieć.

UKS nie czuje się winny
Z Radosławem Jagielskim, rzecznikiem prasowy Urzędu Kontroli Skarbowej w Warszawie rozmawialiśmy przed kilkoma tygodniami, gdy jeszcze pełnił tę funkcję (teraz już na tym stanowisku pracuje ktoś inny). Stwierdził on, że inspektor kontroli skarbowej przeprowadził postępowanie kontrolne i wydał rozstrzygnięcie w tej sprawie zgodnie z obowiązującymi przepisami. Potwierdzeniem było utrzymanie w mocy zaskarżonej decyzji przez organ odwoławczy (Izbę Skarbową).
- W momencie wydawania decyzji takie obowiązywały przepisy, a inspektor wydał decyzję przed wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł o niezgodności przepisu rozporządzenia z Konstytucją – tłumaczy R. Jagielski. Dodaje, że gdyby ciechanowscy urzędnicy skarbowi popełnili jakiś błąd, to ich decyzja zostałaby zakwestionowana przez Izbę Skarbową.
Pracownikom UKS, którzy rozstrzygali w tej sprawie, zakwestionowanej później przez NSA, wypłacono premie. Jak wyjaśnia rzecznik pieniądze na ten cel pochodziły z tzw. środków specjalnych, zlikwidowane z końcem 2004 roku. Stanowiły one część wynagrodzenia zarówno pracowników jak i inspektorów kontroli skarbowej, a wielkość premii określał regulamin.
Pytaliśmy R. Jagielskiego o wysokość premii przyznanych ciechanowskim inspektorom, pytalismyi czy musieli oni je zwrócić po tym, jak Naczelny Sąd Administracyjny uchylił rozstrzygnięcie ciechanowskiego UKS.
Rzecznik wyjaśnił, że premie mogły stanowić maksymalnie 150 % miesięcznego wynagrodzenia pracownika. Urzędnicy, pomimo niekorzystnego rozstrzygnięcia NSA, premii nie musieli zwracać, bo stanowiły one składnik wynagrodzenia.

Prokuratura: postępowanie prowadziliśmy rzetelnie Tomasz Mierzejewski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce wyjaśnia, że „w sprawie Tadeusza B. Prokuratura Rejonowa w Pułtusku w marcu 2001 r. wszczęła dochodzenie w kierunku przestępstwa oszustwa i prowadzenia nierzetelnej dokumentacji, dotyczącej działalności gospodarczej oraz narażenia Skarbu Państwa na uszczuplenie należności podatkowych”.
- Doszło do sytuacji, że indywidualni klienci nabywali niepełnowartościowy olej II gatunku (nie będący towarem akcyzowym), płacąc jak za olej napędowy pierwszej jakości. Z uwagi na zawiłość sprawy postępowanie zostało przejęte do dalszego prowadzenia przez Prokuraturę Okręgową, która wszczęła śledztwo w lipcu 2001 r. – wyjaśnia rzecznik. Z pisma, jakie od niego otrzymaliśmy wynika, że sprawę firmy Tadeusza B. w lutym 2002 r. przekazano do Urzędu Ochrony Państwa. Kierowano się przy tym zasadą ekonomiki procesowej. Ujawnione bowiem w tamtym czasie okoliczności sprawy wskazywały na to, że czynności śledcze trzeba będzie wykonywać na terenie znacznie wykraczającym poza województwo mazowieckie. Ponadto sprawy o podobnych wątkach prowadzone były w tym samym czasie m.in. w Warszawie, Poznaniu, Olsztynie, Krakowie i innych miejscowościach. Toteż podjęto decyzję, żeby ich prowadzenie przejął UOP.
- Tadeusz B. był pouczony o prawie do złożenia zażalenia na postanowienie o przymusowym zatrzymaniu go i doprowadzeniu do Prokuratury Okręgowej, ale zażalenia nie złożył. Zażądał jedynie kontaktu z prawnikiem, co prokurator mu umożliwił – zapewnia rzecznik. Dodaje, że w protokole sądu w Ostrołęce nie ma wzmianki o tym, jakoby Tadeusz B. kwestionował legalność jego zatrzymania.
Jeśli chodzi o tymczasowe aresztowanie, prokurator kierując taki wniosek do sądu zdaniem rzecznika uzasadnił to potrzebą prawidłowego zabezpieczenia toku postępowania. Argumentował, że podejrzany i inne osoby zamieszane w tę sprawę, zwłaszcza pełniące funkcje kierownicze, miały realną możliwość ukrywania dowodów przestępstwa i nakłaniania pracowników świadków, w tym pracowników spółki, do składania fałszywych zeznań. Sąd podzielił te argumenty.
Tomasz Mierzejewski wyjaśnia, że po wydaniu przez NSA orzeczenia prokuratura, w sierpniu 2003 r., częściowo umorzyła śledztwo przeciwko Tadeuszowi B.
Dodaje, że przyczyną uchylenia zaskarżonych decyzji organów skarbowych była niezgodność rozporządzenia Ministra Finansów w sprawie podatku akcyzowego z art. 217 Konstytucji RP. Mówiąc w wielkim skrócie, minister w niewłaściwy sposób rozszerzył krąg podmiotów zobowiązanych do zapłacenia tego podatku.
- Mimo uchylenia decyzji NSA wyraził pogląd, że decyzje organów skarbowych nie zapadły z naruszeniem ordynacji podatkowej, zaś olej napędowy, będący przedmiotem obrotu, nie był zwolniony z podatku akcyzowego – zapewnia rzecznik. Dodaje, że śledztwo, obejmujące m.in. wątki oszustw i fałszowania dokumentów, ostatecznie zakończyło się skierowaniem dwóch aktów oskarżenia przeciwko Tadeuszowi B. Jeden z nich trafił do Sądu Rejonowego w Pułtusku, a drugi – do Sądu Rejonowego w Olsztynie. Obie sprawy są w toku.

Biznesmen liczy na kolejne umorzenia
W swojej sprawie pułtuski biznesmen pisał m.in. do Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego (w grudniu 2004 r) i do Rzecznika Praw Obywatelskich Andrzeja Zolla (w maju 2005 r.), bo jak twierdzi – „nadal nękają go ostrołęcka prokuratura i ABW”. Wreszcie wniósł skargę do Trybunału Praw Człowiek w Strassburgu. Została ona przyjęta i czeka na rozpatrzenie.
- Istnieje opinia biegłego rewidenta, z której jednoznacznie wynika, że do złamania przepisów nie doszło. Już raz zostałem uznany za osobę poszkodowaną. Jestem przekonany, że sprawy sądowe tym razem również zakończą się umorzeniem. Biznesmena Romana Kluskę też przez wiele lat oskarżano, a potem okazało się, że niesłusznie. Wierzę, że w moim przypadku będzie tak samo. Toteż ze spokojem czekam na decyzję sądów. Smutne jest to, że nie jestem jedyna osobą na naszym terenie, które tak zostały potraktowane przez prokuraturę i organy podatkowe – uskarża się biznesmen spod Pułtuska.
ROMAN NADAJ
fot. R. Nadaj



Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Historia rolnika okrzykniętego szejkiem naftowym - wersja pesymistyczna

niedziela, 20 stycznia 2008 13:43
 Jan I. rolnik na 190 ha koło stolicy Dolnego Śląska prowadził spokojna działalność rolniczą lecz postanowił wybudować stację paliw dla okolicznych rolników , później dobudował mały dom gościnny z parkingiem dla TIR-ów.

W czasach afer paliwowych czujność władz skarbowych celnych przekraczała  wszelkie normy prawne postępowań i była nacechowana za rządów Millera [SLD] szczególnym upolitycznieniem.

Ustalono ,iż rolnik kupując legalnie  produkty naftowe i je dalej odsprzedający  jest obciążony  decyzjami Izby Celnej na 14 milionów złotych. Odwołał się do  sądu administracyjnego WSA lecz wszczęto proces karny ( wg. opinii bez dowodu winy w akcie oskarżenia). Działanie urzędnika kontroli skarbowej UKS pod tzw. „zamówienie"

Wstrzymano i zablokowano działalność firmy  metodami poza prawnymi (sekowanie) , przedsiębiorca utracił płynność finansową i popadł w tarapaty.

Sprawy nie są osadzone ani zakończone prawomocnym wyrokiem. klauzula domniemania niewinności istnieje w "teorii prawa"

 

Wtedy przystąpił od działania tzw. „układ lokalny"

- prewencyjnie zablokowano wszystkie konta bankowe

- zajęto hipoteki gruntów rolnych i nieruchomości  

- wszczęto egzekucje komornicze (zasadne)

- sekowanie przez Urząd Skarbowy

 

Po czterech latach przedsiębiorca Jan I. staje się kolejnym obiektem finałowego ataku

- wyceny sporządzone przez biegłych sądowych zaniżone o 100% bieły nie zauważył i nie ujął w opisie 40ha sadu owocowego ( nie ustalono że biegła z „lokalnego układu ma wadę wzroku")

- tuż po aresztowaniu tymczasowym w marcu 2007r wobec podejrzenia wobec Jana I.  zagrożonego karą grzywny zastosowano cztero miesięczny areszt „wydobywczy", gdzie do dzisiaj brak aktu oskarżenia .

- podczas aresztowania komornik nie wyznaczył tzw. „dozorcy komorniczego" lecz powierzył  zbiór rzepaku osobie trzeciej a odrzucił wniosek brata przedsiębiorcy ( rozliczenie jest  zagadką - zmowa milczenia)

- komornik sądowy sprzedał na licytacji pierwsza część gruntów rolnych po rewelacyjnej cenie

- Jan I. nie jest już właścicielem stacji paliw

- kuriozalnie został oskarżony nawet o uporczywe nie płacenie podatków  przy zajętych dochodach i blokadzie kont bankowych sprawa karno - skarbowa  z inicjatywy lokalnego Urzędu Skarbowego

Skargi wnoszone do Prezesa Sądu Rejonowego , Sędziego Wizytatora Sadu Okręgowego bez skutku , skargi na wyceny sfałszowane bez skutki  , zakazano nawet zbiórki drewna na opał.

 

CYTATY

 

Prof. M.Fijor

Rządy „Solidarności" nie tylko trendu tego nie zahamowały, a wręcz przeciwnie - w celu pozyskiwanie sobie sympatii spauperyzowanego, postkomunistycznego społeczeństwa - proces ten jeszcze wzmocniły.
Wraz z powrotem tych ludzi, wrócił wątek pseudo-afer gospodarczych, tworzonych wg klasycznego wzoru: ogromna presja na media i wzmożony atak ze strony polityków - w początkowej fazie - co daje wrażenie sensacji i uwiarygodnia polityków i organy ścigania, a zaraz potem cisza. W ten sposób aparat represji dostarcza wyimaginowanych sensacji, uwiarygodniając jednocześnie swoje istnienie. Krótkie istnienie pseudo-afer wynika stąd, że kwalifikacje inspektorów skarbowych, policjantów zajmujących się sprawami gospodarczymi czy nawet prokuratorów są wręcz niewiarygodnie niskie, a ich wyobrażenia o działalności gospodarczej czy biznesowej całkowicie chore.

Pamiętajmy jednak, że o ile ratowanie majątku firmy czy osobistego może być nawet w obecnych warunkach skuteczne - pod warunkiem przestrzegania elementarnych i legalnych zasad ostrożności, o których piszemy dalej - to uniknięcie posądzenia czy nawet oskarżeń o przestępstwa karne, skarbowe czy wręcz gospodarcze jest nadal trudne. W Polsce obowiązuje bowiem zasada, że „w biznesie niewinnych nie ma", i o tym trzeba zawsze pamiętać.

(fragment książki)www.fijor.com

 

Bo towarzysze nie mogli zarobić...

 

Nieścisłości w prawie i postępowanie lokalnych prokuratorów pozwala na niszczenie polskich przedsiębiorców zagrażających interesom starej nomenklatury Polskich przedsiębiorców i inwestorów zamyka się jak bandytów, zaś bandytów wypuszcza na wolność - to smutna konkluzja, jaka płynie z analizy działań pracujących w terenie prokuratorów, zajmujących się tzw. sprawami gospodarczymi. Pozwala im na to nieścisłe prawo. Nierzadko jednak w grę wchodzi po prostu celowe zabezpieczenie interesów osób wywodzących się ze starej nomenklatury komunistycznej, którym zagraża pojawienie się na rynku polskiej firmy prowadzonej przez dynamicznych, świetnie przygotowanych młodych ludzi "spoza układu". Sytuację mogłoby naprawić jedynie działanie Ministerstwa Sprawiedliwości, wprowadzające stosowne zmiany w prawne.

 

Równość wobec prawa? Czy też może raczej wykorzystywanie wymiaru sprawiedliwości do niszczenia polskich przedsiębiorców i zagarniania ich mienia przez tzw. Układ lokalny?

 

KONKLUZJA

 

Podczas dokumentacji do reportażu samochód osobowy gdzie byłem pasażerem został zwieziony na parking depozytowy , był zaparkowany przed lokalna komendą policji , młody policjant wielokrotnie wchodził do budynku po instrukcje.

Biuro Prasowe Policji Dolnośląskiej nie udzieliło do dzisiaj informacji na żądany temat dot. przedmiotowej KMP.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Życzenia Noworoczne A.D. 2008 - futurystyczne

poniedziałek, 31 grudnia 2007 22:43

Aby nasi przywódcy Premier Donad Tusk i Minister Przemysłu Waldemar Pawlak podjęli;
mądre i przemyślane decyzję i obrali właściwe strategię w sektorze paliw

- ustalili poziom dywersyfikacji
- ustalili priorytety dostaw surowców energetycznych
- uporali się ze strategia monolopolistyczną Orlenu
- zrobili porządek z PERN
- uwolnili biopaliwa
- zawarli roztropną umowę gazową z Rosją lub Gazpromem
- nadzorowali via SP PGNiG , PERN , Orlen , Lotos i rozpędzili nadzorczą Naftę Polską
- określili sie co do rurociągu Odessa Brody
- Prezydentowi RP nowych inicjatyw i szczytów enegetycznych

A żeby Minister Sprawiedliwości Ćwiąkalski dokonał reformy prawa cywilnego i karnego.

Czego życzę nafciarzom , blogerom , oraz tymaczasowo aresztowanym paliwowcom w aresztach wydobywczych oraz sobie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Oskarżeni o korupcję policjanci - niewinni

sobota, 22 grudnia 2007 7:04

Dwóch policjantów, oskarżonych o przyjęcie 200 tysięcy złotych łapówki za pomoc przestępcy z mafii paliwowej, uniewinnił sąd w Lesznie. Uznał, że materiał dowodowy jest niewiarygodny.

- Zebrany przez prokuraturę materiał dowodowy nie pozwolił na wydanie innego wyroku.

 

Na podstawie takiego materiału można by oskarżyć każdego obywatela w Polsce - powiedział uzasadniając wyrok sędzia Tomasz Momot z Sądu Rejonowego w Lesznie.

Według sądu akt oskarżenia oparto na niewiarygodnych zeznaniach jednej z osób zamieszanej w działania mafii paliwowej. Akt oskarżenia przygotowała Prokuratura Okręgowa w Katowicach. Według niego dwaj policjanci, byli szefowie policji gospodarczej z komend: miejskiej z Leszna - Marek M. i wojewódzkiej w Poznaniu - Maciej K. mieli w 2005 roku wziąć 200 tys. zł łapówki w zamian za "krycie" osoby współdziałającej z mafią paliwową na Śląsku.

Uniewinnieni spędzili w areszcie sześć miesięcy. Po uprawomocnieniu się wyroku zapowiedzieli złożenie wniosków o wypłatę odszkodowania za bezpodstawne zatrzymanie.
 

http://wiadomosci.onet.pl/1662833,11,oskarzeni_o_korupcje_policjanci_niewinni,item.html


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Sukces prokuratury Okregowej w Szczecinie w niszczeniu konkurencji w sektorze paliwowym

środa, 15 sierpnia 2007 21:55

(Nie)wolna konkurencja

 

Adam Zadworny Gazeta Wyborcza 2001-11-13, ostatnia aktualizacja 2001-11-13 19:15

 

Czy Centralne Biuro Śledcze dało się uwikłać w wojnę dwóch firm paliwowych?

Olga i Marlena powiedziały dzieciom, że tatusiowie są teraz w domu Wielkiego Brata. Zaprowadzili ich tam wujkowie.

- Zrozumiały tyle, że tatuś szybko nie wróci, a do takiego domu nie wolno dzwonić - opowiada Olga.

Domem Wielkiego Brata jest areszt przy ul. Kaszubskiej w Szczecinie. Wujkowie pracują w Centralnym Biurze Śledczym. Co do tego, kto jest w tej historii Wielkim Bratem, zdania są podzielone.

Komu zaszkodzi fuzja z Orlenem?

Ship Service to największa polska firma zaopatrująca w paliwo statki, kutry rybackie i barki. Większość udziałów należy do Jerzego Krzystyniaka, 47. na liście 100 najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost".
Jej największa konkurencja - Porta Baltic Service - jest w rękach Stoczni Szczecińskiej Porta Holding S.A., do niedawna państwowego molocha, którego gospodarczy skok był wizytówką polskich przemian.
Ship Service istnieje od 10 lat i kontroluje 60 proc. rynku.
Porta Baltic Service sprzedaje paliwo od dwóch lat i ma 30 proc. udziału w rynku.
Ship Service chce wejść w fuzję z paliwowym gigantem PKN Orlen. Takie małżeństwo mogłoby być gwoździem do trumny dla Porta Baltic Service.

Najlepszy fachowiec prowadzi radiowęzeł

Konstanty C. dziesięć lat temu był wyróżniającym się studentem ekonomii Uniwersytetu Szczecińskiego, którego zauważył i zatrudnił szczeciński biznesmen Jerzy Krzystyniak. - Teraz C. to najlepszy w Polsce fachowiec w branży bunkrowej (paliwa dla statków) - ocenia profesor Dariusz Zarzecki z Wydziału Ekonomii Uniwersytetu Szczecińskiego.
Jednak zamiast robić wielomilionowe interesy jako wiceprezes Ship Service, Konstanty C. prowadzi radiowęzeł w Areszcie Śledczym w Szczecinie.
W kajdanki zakuli go 20 czerwca b.r. funkcjonariusze CBŚ, których kilkunastu pojawiło się tego dnia w szczecińskiej siedzibie spółki Ship Service. Oprócz niego wyprowadzili wicedyrektora pionu bunkrowania Przemysława B.
Prokurator Zbigniew Kałużny z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie zarzucił zatrzymanym biznesmenom, że działali na szkodę swojej spółki, wyprowadzając z niej za granicę 918 tys. zł. Na taką sumę złożyło się 21 rachunków wystawionych przez dwie spółki - Provident Investments Ltd. z siedzibą na należązych do Wlk. Brytanii Wyspach Normandzkich (jeden z tzw. rajów podatków) oraz Virginia Euroventures L.L.C. z USA. Według CBŚ i prokuratury te rachunki to fikcja, bo zagraniczne firmy nie wykonały żadnych usług na rzecz szczecińskiej spółki.
Konstantego C. tymczasowo aresztowano, wicedyrektor Przemysław B., na którym ciąży tylko część zarzutów, wyszedł na wolność za kaucją w wysokości 10 tys. zł. Nieco później aresztowano jego bezpośredniego szefa - dyrektora pionu bunkrowania Jarosława D., który w czasie akcji CBŚ był na wczasach w Chorwacji. W branży morskiej zawrzało. Po wsadzeniu za kraty dwóch głównych menedżerów działalność firmy została de facto sparaliżowana.
Ważny szczegół - trzej świadkowie CBŚ składający zeznania obciążające ludzi z Ship Service to ich konkurenci z Porta Baltic Service.

Właściciel: nie było szkody

Sęk w tym, że firma Ship Service, na której szkodę mieli zdaniem prokuratora działać jej menedżerowie, nie czuje się wcale przez nich poszkodowana.
- Bo nie było żadnego działania na szkodę spółki ani wyprowadzenia pieniędzy - mówi Jerzy Krzystyniak. - Providentowi zapłaciliśmy za pośrednictwo, a Virginia zajmowała się dla nas białym wywiadem - chodzi o poufne informacje na temat naszych ewentualnych kontrahentów. Prokuratura prowadzi więc śledztwo w sprawie przestępstwa, którego nie było.
- Sprawa jest dęta - komentuje reprezentujący aresztowanych biznesmenów mecenas Marek Mikołajczyk, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Szczecinie. - Przecież nie ma żadnych dowodów na to, że te 918 tys. zł wróciło do moich klientów. Wręcz przeciwnie - w Virginii i Providencie są rachunki, potwierdzenia przelewu itd. Wszystko jest czyste.
Jerzy Krzystyniak podsumowuje: - W więzieniu siedzą dwaj niewinni ludzie. Prawdziwym działaniem na szkodę naszej spółki było ich aresztowanie i rozgłos wokół tej sprawy.

CBŚ połknął haczyk?

Jerzy Krzystyniak jest przekonany, że policjanci z CBŚ połknęli haczyk zarzucony przez jego konkurencję.
Głównym świadkiem prokuratury jest bowiem Helena Martuś, niegdyś główna księgowa i dyrektor Ship Service (nadal ma udziały w tej firmie), w 1998 r. odwołana ze stanowiska po konflikcie z radą nadzorczą spółki. Obecnie Martuś jest współwłaścicielką Porta Baltic Service. Dwaj kolejni świadkowie obciążający aresztowanych biznesmenów to także byli pracownicy Krzystyniaka wyprowadzeni z Ship Service do Porta Baltic Service przez Helenę Martuś.
- Pani Martuś już jako nasza konkurencja wytoczyła nam kilkanaście procesów cywilnych - mówi Krzystyniak. - Napisała też niezliczone ilości donosów przeciwko nam, m.in. do prokuratury i "skarbówki". Tylko w tym roku mieliśmy kilkanaście kontroli skarbowych.

Virginia: były usługi

Od początku śledztwa w sprawie Ship Service prokuratura wprowadziła na tę sprawę blokadę informacyjną.
- Bo nie ma się czym chwalić, materiał dowodowy przypomina teraz przekłuty balon - mówi jeden z adwokatów broniących ludzi ze spółki Krzystyniaka.
Dla losów śledztwa kluczowe miały być zeznania Tadeusza M., właściciela spółki Virginia Euroventures L.L.C. zarejestrowanej w USA, a mającej swoje agendy w Kłajpedzie i Hamburgu. To ona miała się zajmować białym wywiadem na rzecz Ship Service, wywiadem, którego istnienie podważa prokurator.
Tadeusz M., polski kapitan żeglugi wielkiej, mieszka na Litwie i jest tam postacią ustosunkowaną, reprezentuje go tam najbardziej znany litewski Polak Czesław Okińczyc. Kapitan ma kontakty w branży bunkrowej na całym świecie.
Kilka tygodni temu przyjechał do Szczecina i był przesłuchiwany przez 11 godzin przez funkcjonariusza CBŚ. Co powiedział? Świadczył usługi białego wywiadu czy nie? Tego osoby zaangażowane w śledztwo nie chcą ujawnić.
Oto wyjaśnienie, które dostaliśmy na piśmie od tadeusza M.: "Firma Virginia w ramach współpracy z Ship Service świadczyła na rzecz tej spółki usługi w zakresie tzw. białego wywiadu. Polegały one na tym, że Virginia wskazywała statki będące zmuszone do zakupu paliwa. Wynagrodzenia uzyskiwane przez Virginię zawsze uzależnione było od zbycia paliwa na rzecz wskazanego statku. Zdarzały się przypadki, że wskazanie dokonane przez Virginię nie było skuteczne - tzn. nie udało się zbyć paliwa. W takiej sytuacji wynagrodzenie nie przysługiwało".
Jak nas poinformował Ryszard Kuciński, niegdyś rzecznik warszawskiej prokuratury, obecnie radca prawny reprezentujący Virginię, CBŚ dostał z Litwy komplet dokumentów dotyczących współpracy z Ship Service.
Wcześniej także przedstawiciel firmy Provident przedstawił dokumenty podważające zarzuty o fikcyjnych usługach.

Prokurator: niech dalej siedzą
Mimo takiego obrotu sprawy Konstanty C. i Jarosław D. wciąż siedzą w areszcie.
Prokurator uznał bowiem, że mogą mataczyć (czyli nakłaniać inne osoby do składania fałszywych zeznań). Sąd podzielił racje prokuratora i przedłużył areszt do 20 grudnia. Uzasadniając tę decyzję, sędzia napisał: "Koniecznym jest, aby prokurator przeprowadził szereg czynności, takich jak zabezpieczenie kolejnych dokumentów w siedzibie firmy oraz przesłuchanie pracowników firmy". Decyzja o przedłużeniu aresztu została podtrzymana przez sąd wyższej instancji.
Sąd przedłuża areszt, aby prokuratura miała czas przeprowadzić niezbędne czynności śledcze, tymczasem koperty z dokumentami zabranymi z siedziby Ship Service otworzono dopiero po dwóch miesiącach.

CBŚ: Śledztwo profesjonalne

Centralne Biuro Śledcze wciąż uważa sprawę Ship Service za celny strzał. - Znam wersję o uwikłaniu się moich podwładnych w wojnę paliwowej konkurencji - mówi naczelnik szczecińskiego CBŚ. - Jest fałszywa. Policjanci wykonali tylko to, co do nich należy. Wcześniej wnikliwie analizowali tę sprawę.
Dodaje jednak: - To nie my jesteśmy od oceny materiału dowodowego. Takiej oceny dokonał prokurator, a także sądy, które podejrzanym w tej sprawie dwukrotnie przedłużyły areszty. To o czymś świadczy.
Pytam, czy zeznania kapitana M. nie zachwiały jego wiary w sens śledztwa.
- W takich sprawach pracuje się na dokumentach, poddaje się je analizie, to najważniejsze dowody - mówi naczelnik. - Poza tym są też inne zeznania.
Mecenas Mikołajczyk: - Ludzie z CBŚ mówią: "Dajcie nam umowy na biały wywiad". Ale jaki szpieg podpisze umowę ze szczegółowym wyliczeniem swoich usług? Dlatego takiej umowy nie ma, choć są na wszystko rachunki.
Pracownik wywiadowni gospodarczej ze Szczecina: - Nie ma reguły. Ja, wystawiając rachunek, opisuję swoje usługi, ale inni tego nie robią.
Prokurator Zbigniew Kałużny nie chce rozmawiać na temat swojego śledztwa.
Prokurator Anna Gawłowska-Rynkiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Szczecinie: - Oceną naszej pracy zajmuje się prokuratura apelacyjna w Poznaniu. Akta były tam dwukrotnie i wróciły bez żadnych uwag. Według prokuratury apelacyjnej postępowanie prowadzone jest prawidłowo, a nawet profesjonalnie.
- Nie doszukaliśmy się żadnych uchybień w tym postępowaniu - potwierdza prokurator Włodzimierz Świtoński, zastępca szefa Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu i jednocześnie jej rzecznik prasowy. - Co nie przesądza tego, w jaki sposób się ono zakończy.

Głowny świadek: zostałam zwolniona

Helena Martuś, główny świadek prokuratury w sprawie przeciwko swojej konkurencji, odrzuca zarzuty ludzi z Ship Service, choć przyznaje, że "sytuacja jest chora".
- Osoby związane ze spółką Ship Service twierdzą, że policja uwikłała się w wojnę konkurencyjną - zaczynam.
- Fakt, że wśród wielu świadków są też aktualni pracownicy Porty Baltic Service - mówi Helena Martuś. - Ale nie wynika to z ich zatrudnienia w PBS, tylko z tego, że byli w przeszłości pracownikami Ship Service. Śledztwo prowadzą odpowiednie organy, więc wedle mojej oceny osoby tymczasowo aresztowane znajdują się tam z powodu działań naruszających prawo, a nie działalności konkurencyjnej.
- Jednak niektórzy twierdzą, że pani rola w śledztwie to element zemsty na Jerzym Krzystyniaku.
- Nie wiem, o jaką zemstę chodzi. Zostałam zwolniona z tej spółki za "wrogi stosunek do przewodniczącego rady nadzorczej", jak to ładnie ujął pan Krzystyniak w piśmie do mnie. Uzyskałam satysfakcję i wysokie odszkodowanie w sądzie pracy, więc ten etap jest zakończony. Ale zostałam drugim po Krzystyniaku i jego rodzinie akcjonariuszem Ship Service, więc nie jestem zainteresowana tym, aby niszczyć tę firmę.
- Przecież już w przeszłości składała pani doniesienia o popełnieniu przestępstwa.
- Tak. I zakończyło się to aktem oskarżenia przeciwko Krzystyniakowi o działanie na skodę spółki [J.K. był wspólnikiem Solo sp. z o.o., która swoje należności wobec Ship Service regulowała z opóźnieniem - red.]. Czekamy na satysfakcję finansową.
- Przedstawiciel spółki Virginia zeznał, że - wbrew zarzutom CBŚ i zeznaniom ludzi z Porta Baltic - usługi tzw. białego wywiadu były świadczone.
- Ocena wersji nie należy do mnie. Od początku budowy rynku usług bunkrowych w Polsce, tj. od 1995 r., nie występowały żadne usługi białego wywiadu przy sprzedaży paliw na statki, bo nie było i nie ma takiej potrzeby. Wszystkie informacje osoba sprzedająca paliwo uzyskuje od armatora lub agenta statkowego.

Inny dyrektor, ten sam prokurator

Dyrektorem spółki Porta Baltic Service jest Janusz L., niegdyś dyrektor Polskiej Żeglugi Morskiej.
Na półce w szczecińskim sądzie od dwóch lat leży akt oskarżenia przeciwko niemu. Według prokuratury Janusz L., "działając przestępstwem ciągłym jako dyrektor PŻM, doprowadził do powstania nieuzasadnionej szkody majątkowej w kwocie 714,7 tys. USD".
O co chodzi? Dyrektor Janusz L. zaakceptował cztery rachunki wystawione przez firmę Compar Consulting and Marine Participations Limited zarejestrowaną na Wyspach Dziewiczych. Zdaniem prokuratury owa firma "nie wykonała żadnych usług na kwoty wynikające z tych rachunków".
Przedmiotem umów podpisanych przez Janusza L. z firmą z Wysp Dziewiczych miało być szeroko rozumiane pośrednictwo. Prokuratura: "Brak jest jakichkolwiek informacji lub dokumentów, które wyjaśniałyby, w jakich umowach firma Compar brała udział jako pośrednik. Na podstawie jakich faktur i w jaki sposób wyliczono prowizje za pośrednictwo. Nadto rachunki nie zawierają podpisu osoby je wystawiającej".
Wyjątkowo interesujące są zeznania, jakie składał w tej sprawie w prokuraturze Edward W., który pracował w kontrolowanej przez PŻM spółce w Genui. Dotarliśmy do nich - Edward W. zeznał, że za wyprowadzonymi z PŻM pieniędzmi krył się "fundusz specjalny" przeznaczony na łapówki!

- Fundusz ten przeznaczony był na gratyfikacje dla przedstawicieli władz fiskalnych, policyjnych, portowych - mówił w prokuraturze Edward W. - Jednak po rozpoczęciu akcji "Czystych rąk" partner włoski poczuł się zagrożony i zażądał przekazywania pieniędzy - właśnie za pośrednictwem Comparu - na wskazane przez siebie konto bankowe.
Dyrektor Janusz L. nie przyznał się do zarzucanych mu przestępstw.
I znowu istotny szczegół - dyrektor Janusz L. nie był w czasie śledztwa aresztowany, sprawa przez dwa lata nie trafiła na wokandę. A śledztwo przeciwko niemu prowadził prokurator Zbigniew Kałużny, ten sam, który zażądał aresztowania ludzi z Ship Service.
Prokurator Kałużny tego nie komentuje. A ludzie z Ship Service mówią: - Bo za Portą stoi stoczniowy holding. Czyli największy i najbardziej wpływowy ekomicznie, społecznie i politycznie podmiot gospodarczy na Pomorzu. Ze stocznią tak jak w PRL liczą się wszyscy.
Na potwierdzenie tej tezy nie ma jednak żadnych dowodów.

Upolować biały kołnierzyk

Sprawą zainteresował się rzecznik praw obywatelskich, a skargi dotyczące sposobu prowadzenia śledztwa dotarły m.in. do ministra sprawiedliwości Barbary Piwnik. Żony aresztowanych myślą o powiadomieniu Komitetu Helsińskiego.
- Chyba już tylko to nam pozostało - mówi żona Jarosława D.
- Naszym mężom złamano życie - mówi żona Konstantego C. - Dlaczego?
Siedem osób, m.in. biznesmeni, bankowcy i naukowcy, zdecydowało się złożyć poręczenie osobiste za aresztowanych szefów Ship Service.
- Konstantego C. znam od dawna - mówi prof. Dariusz Zarzecki z Wydziału Ekonomii Uniwersytetu Szczecińskiego. - Wybitny fachowiec, solidny, rzetelny. Nie wahałem się za niego ręczyć.
Profesor Zarzecki jest jedną z wielu osób określających tę sprawę jako "dziwną". Pewien szczeciński biznesmen działający od lat w branży morskiej ma swoje zdanie na ten temat: - Jest w organach ścigania coś takiego jak chęć upolowania "białego kołnierzyka". A kołnierzyki ułatwiają to zadanie, prowadząc ze sobą wojnę na donosy. Niech pan sprawdzi, kto na kogo donosi.
Istotnie - w kręgu osób, których dotyczy ta historia aż roi się od zawiadomień o przestępstwach. Pisała je Helena Martuś (pierwszym efektem były wszczynane i umarzane sprawy przeciwko Jerzemu Krzystyniakowi, ostatnim akt oskarżenia przeciwko niemu). Przedstawiciele Ship Service nie pozostali dłużni i zawiadamiali o przestępstwach Heleny Martuś. Obie firmy pisały też na siebie donosy do "skarbówki".

Wielki Brat czy Wielka Siostra?

Kto jest w tej sprawie Wielkim Bratem, który zza sceny wpływa na bieg wydarzeń?
Zdaniem Jerzego Krzystyniaka jest nim stoczniowe lobby mające swoje przełożenie na działalność organów państwa. Helena Martuś uważa, że Wielki Brat to Jerzy Krzystyniak, a menedżerowie Ship Service siedzą w więzieniu za jego grzechy. Jeden z adwokatów twierdzi, że Wielkim Bratem jest przełożony prokuratora Kałużnego, "bo Kałużny jest tylko wykonawcą poleceń". Nie ma poważnych dowodów na poparcie którejkolwiek z wersji.
O to, kim jest Wielki Brat, chciałem zapytać aresztowanych menedżerów.
Prokurator Kałużny nie zgodził się na moje widzenie z aresztowanymi menadżerami. Ich rodziny przekazały jednak moje pytania.
Obaj aresztowani uważają, że Wielkim Bratem jest Helena Martuś.
- To ona - twierdzą aresztowani - mówiła już dawno, że na polskim rynku nie ma miejsca dla dwóch operatorów bunkrowych i jeden musi paść. - Dalsze działania traktujemy jako kontynuację tego oświadczenia. Pierwszym elementem walki było stosowanie dumpingu cenowego przez Porta Baltic Service. Nasza konkurencja sprzedawała paliwa na rynku śródlądowym, nie odprowadzając akcyzy [kontrola "skarbówki" potwierdziła to, uszczuplenia podatkowe oszacowano na 7-8 mln zł - przyp. red.]. Drugi etapem walki z nami było nasłanie przeszło 20 kontroli z różnych instytucji. Niczego nie znaleziono. Wobec tego wymyślono wątek karny.

Policjant: cienka sprawa

Policjanci z CBŚ mówią o Jerzym Krzystyniaku "Tenisista". Może dlatego, że jest graczem, a jego firma sponsorowała kiedyś największy turniej tenisa w Polsce. Jednak fachowcy wiedzą, że takie pseudonimy nadaje się osobom będącym w "operacyjnym rozpracowaniu".
- O "Tenisiście" różnie się mówiło - opowiada oficer policji, który chce pozostać anonimowy. - Gość z pierwszej setki. Gdyby znaleźć coś na niego... Być może niektórzy liczyli, że jego ludzie, chcąc ratować własną skórę, coś powiedzą. Jeśli tak, to się przeliczyli. Ta sprawa jest cienka dla wszystkich i wszyscy chcieliby wyjść z niej z twarzą.

Co oznacza "wyjść z twarzą" wytłumaczył nam szczeciński prawnik: - Jak ktoś siedzi powyżej trzech miesięcy, to raczej na umorzenie nie ma co liczyć. Tak już jest. Jakiś akt oskarżenia musi do sądu trafić. Choćby miał zakończyć się golem.
"Gol" w żargonie prokuratorów oznacza uniewinnienie.
 

PS. z portalu ABW

Kim jest Jerzy K.

Jerzy K., założyciel i prezes Ship-Service (przed trzema laty sprzedał pakiet większościowy spółki Orlenowi), na początku lat 90. założył firmę Solo, która błyskawicznie stała się największym prywatnym importerem paliw. Koncesję nr 1 na ten handel dostał w 1992 r. od Michała Frąckowiaka, wiceministra współpracy gospodarczej z zagranicą. Później Frąckowiak został prezesem Solo.

Na koszt Solo do Kuwejtu latał m.in. obecny minister gospodarki Jacek Piechota (SLD). W połowie lat 90. Jerzy K. sprzedał Solo dwóm ukraińskim muzykom, którzy dziś są właścicielami firmy J&S (kluczowy dostawca rosyjskiej ropy do Polski).

Jerzy K. ma opinię człowieka ustosunkowanego. Zastępcą Jerzego K. w zarządzie spółki jest b. eseldowski prezydent Szczecina Edmund Runowicz. W radzie nadzorczej Ship-Service był do niedawna człowiek SLD od służb specjalnych Andrzej Anklewicz (niegdyś wysoki oficer SB, w nowych czasach wiceminister spraw wewnętrznych i szef straży granicznej).


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Nieprawidłowości działania funkcjonariuszy organów dochodzenia w sprawach paliwowych

niedziela, 24 czerwca 2007 20:41

Nieprawidłowości działania funkcjonariuszy organów dochodzenia w sprawach paliwowych 

 

 Edwarda C. Wrocław   był porządnym policjantem  w Wydziale Dochodzeniowym wrocławskiej Komendy Wojewódzkiej. W lutym 2001 r. pan Edek zdradził. "W celu osiągnięcia korzyści majątkowych" - czytamy w prokuratorskich dokumentach - przekazał Tomaszowi K. dwa tajne policyjne pisma. Pochodziły z wrocławskiego wydziału Centralnego Biura Śledczego. Te dokumenty znaleziono później na przeszukaniu w szczecińskiej firmie BGM - centrali mafii paliwowej.W latach 80. Edward C. pracował w wydziale Służb Bezpieczeństwa zajmującym się wydawaniem paszportów. Kiedy rozwiązano SB, przeszedł do Komendy Rejonowej Policji Wrocław Krzyki.  Karierę zakończył na początku 2002 roku, gdy dyscyplinarnie wyleciał z pracy. Wyszło na jaw, że pomagał oszustom podającym się za oficerów UOP-u. W tym czasie prokuratorzy wykryli też, że zamieszany jest w aferę paliwową. Został aresztowany i oskarżonych m.in. pod zarzutem prania brudnych pieniędzy i oszustwa, na którym skarb państwa miał stracić 277 milionów złotych.  

 

Wojciech G.  Śląsk jest byłym oficerem Urzędu Ochrony Państwa (ABW). Jego siostra Halina przez wiele lat pracowała w departamencie kontroli skarbowej Ministerstwa Finansów. Rodzeństwu G. przedstawiono zarzuty płatnej protekcji i nakłaniania świadka do składania fałszywych zeznań. Gliwiccy śledczy badają teraz, czy mogło dojść do korupcji w katowickiej prokuraturze, która prowadzi śledztwo przeciwko Henrykowi M. Nie wiadomo bowiem, czy G. chcieli tylko wyłudzić od niego pieniądze, czy też rzeczywiście załatwiali mu wyjście na wolność. - Na pewno jednak mieli z nim stały kontakt i przekazywali mu do aresztu pewne materiały. Rodzeństwo G. w EM-Transie zajmowało się ochroną transportów z paliwem oraz pilnowało spraw podatkowych. Służby specjalne ustaliły jednak, że dbało o interesy Henryka M. nawet po jego aresztowaniu. 

 

Gen. Mieczysław Kluk, Sląsk  były szef śląskiej policji  oskarżony przez Prokuratora Marcina Kowalskiego ze specjalnej krakowsko-szczecińskiej grupy śledczych ścigających mafię paliwową odczytuje 14 zarzutów, a wśród nich: - Mieczysław Kluk przyjął 200 tys. zł, w dwóch ratach po 100 tys. zł w zamian za odstąpienie od kontroli operacyjnej transportów paliwa z rafinerii w Trzebini do firm Artura K.  Znaczna część zarzutów dotyczy "wycieku szczecińskiego", w wyniku którego tajne dokumenty policji dotyczące mafii paliwowej trafiły w marcu 2001 r. do aktówki szczecińskiego biznesmena Jana B. z firmy BGM. Chodziło m.in. o analizę dotyczącą działania mafii paliwowej, poufną decyzję powołującą do życia grupę zadaniową, która miała ścigać gangsterów oraz materiały operacyjne katowickiej i wrocławskiej policji. Według prokuratury część tych dokumentów przekazał aferzystom gen. Kluk. Miał to być tylko fragment jego współpracy z mafią, na której zarobił ponad milion złotych. 

 

Gen. Józef Semik Warszawa  szef utworzonego przez Krzysztofa Janika Międzyresortowego Centrum ds. Przestępczości Zorganizowanej i Międzynarodowego Terroryzmu. W sprawie wycieku z tej instytucji tajnych materiałów, prokuratura wszczęła przed kilkoma dniami śledztwo. Według podejrzeń, nieznany sprawca skopiował dane zawierające opisy postępowań w sprawie tzw. Mafii Paliwowej i węglowej, szczegóły śledztwa w sprawie zabójstwa b. szefa policji Marka Papały, a także nazwiska funkcjonariuszy i policyjnych agentów. Wcześniej gen. Semik zasłynął nieuprawnionym zainteresowaniem postępowaniami prowadzonymi przeciwko Mafii Paliwowej. 

 

Wojciech M  Komendant Policji  w Sztumie i były już Piotr M. - emerytowany dyrektor Biura Strategii Komendy Głównej według informacji RMF przez kilka lat współpracowali z paliwowym baronem na Pomorzu Piotrem Komorowskim . zwanym "królem Sztumu" PS. KOMOR . Od niego za ochronę brali łapówki. Mówi się o dziesiątkach tysięcy złotych. W zamian za korzyści majątkowe policjanci ci ujawniali sprawcom przestępstw tajemnice służbowe dotyczące działań policji związanych z ujawnianiem nielegalnej produkcji produktów ropopochodnych, a także umożliwiali im uniknięcie odpowiedzialności karnej za popełnione przestępstwa  Postępowaniem objęto również podwładnych komendantów Piotra M. i Sławomira T., między innymi byłego specjalistę Zespołu Interwencyjnego (antyterrorystycznego) KPP w Malborku, technika kryminalistycznego i dwóch funkcjonariuszy drogówki z tej jednostki. Podejrzanym jest też były komendant powiatowy Policji w Sztumie Wojciech M., który również otrzymywał od „barona paliwowego” stałe wynagrodzenie w wysokości około 5 tysięcy złotych (łącznie co najmniej 100 tys. złotych), a także inni funkcjonariusze z różnych jednostek Policji województwa pomorskiego. 

 

 

Wojciechowi K Młodszemu inspektorowi. z wrocławskiego CBŚ. Przedstawiciele krakowskiej Prokuratury Apelacyjnej (tam prowadzone jest największe w Polsce śledztwo przeciwko mafii paliwowej) potwierdzili nam zatrzymanie policjanta. naszych informacji wynika, że Wojciech K. już na początku śledztwa był na celowniku policjantów, jednak wówczas nie zdołali zebrać wystarczających dowodów jego winy. Przełomem było zatrzymanie w sierpniu bieżącego roku trzech osób, które pomagały baronom paliwowym w zatarciu śladów słynnego przecieku. Według prokuratury owi mężczyźni - dwóch byłych oficerów SB i były szef kadr wrocławskiej delegatury UOP - przyjęli od właścicieli BGM 2,4 mln zł.  

 

B. funkcjonariusz SB Jerzy B.; b. funkcjonariusz SB ze Szczecina Zbigniew Ś. Z zarzutów postawionych Jerzemu B. wynika, że mafia paliwowa złożyła się na kwotę 2 mln 400 tys. zł przeznaczoną dla policjantów w zamian za zamianę tajnych dokumentów pochodzących z policji. Zamiana dokumentów miała na celu uniemożliwienia ustalenia osób, które te dokumenty przekazały podejrzanym, naruszając tajemnicę i zagrażając bezpieczeństwu innych funkcjonariuszy. Pieniądze te miał przekazać policjantom właśnie Jerzy B.  W tej samej sprawie dotyczącej tzw. "afery paliwowej" w dniu 10 sierpnia 2005 roku skierowany zostanie do Sądu Rejonowego dla Krakowa - Śródmieścia wniosek o tymczasowe aresztowanie na okres 3 miesięcy Jerzego B., podejrzanego o udział w przestępstwie korupcyjnym kwalifikowanym z art. 230 § 1 kk, 239 § 1 kk i 229 § 3 kk, polegającym na przekazaniu kwoty 2 mln 400 tys. zł. zebranej wśród członków grupy przestępczej na rzecz funkcjonariuszy Policji w zamian za zamianę dokumentów stanowiących dowody rzeczowe w prowadzonym postępowaniu karnym, w celu uniemożliwienia ustalenia osób, które dokumenty tajne i niejawne dotyczące działalności grup przestępczych, działających w obrocie paliwami przekazały podejrzanym, naruszając w ten sposób prawo i zagrażając bezpieczeństwu innych funkcjonariuszy.

 

Stanisław R., z Włocławka wysoki funkcjonariusz VI wydziału CBŚ z Warszawy, został aresztowany i – co dziwne – bardzo szybko wypuszczony. Prokuratura zarzuca mu, że 20 lipca 2002 r. w Gdańsku zażądał od Marii K. (żony Komora Piotra Komorowskiego ze Sztumu firma DIGGER ) 2 mln zł w zamian za usunięcie zgromadzonych przez CBŚ dowodów, zaprzestanie inwigilacji, uchylenie aresztu, czyli za uniknięcie przez K. odpowiedzialności karnej. Stanisław R. 31 sierpnia w Düsseldorfie przyjął jakoby 250 tys. euro, a 10 października w Warszawie miał zażądać reszty. Pokazał jej legitymację policyjną, a także "dokumenty wewnętrzne" CBŚ, które miały go uwiarygodnić. Powołując się na kontakty w krakowskiej prokuraturze obiecywał załatwienie uchylenia aresztu. Kobieta zapłaciła pierwszą ratę. Według prokuratury, o drugą ratę, już po wyjściu Piotra K. z aresztu, upomniał się jego były wspólnik - Robert W. Łódzka prokuratura postawiła mu zarzut płatnej protekcji, a sąd go aresztował. Podejrzani powoływali się na układ z prokuratorem Markiem Wełną z Krakowa. Prokuratura Apelacyjna w Łodzi w sobie tylko wiadomy sposób wykluczyła jakąkolwiek winę krakowskiego prokuratora. Stanisław R. ma 53 lata. Przepracował w policji 27 lat, najpierw we Włocławku, a od 1999 r. w CBŚ w Warszawie w pionie ds. przestępczości ekonomicznej.

 

  Sławomir D., funkcjonariusz gdańskiego CBŚ, oskarżony o przyjmowanie od ps. Komor - Piotra Komorowskiego  firma DIGGER łapówek w zamian za przekazywane informacje. 

 

Zastępca szefa Wojciech Walendziak i Zdzisław Ratowski, naczelnik wydziału ochrony świadka. , którym byli objęci wysocy rangą oficerowie CBŚ Biuro ds. Informacji Niejawnych i Inspekcji Komendy Głównej Policji prowadziło postępowanie dyscyplinarne. W Biurze miały się rozpłynąć ogromne pieniądze przeznaczone na program ochrony świadka koronnego w tym paliwowych. Oficerowie mieli ponoć zdefraudować nawet do czterech milionów złotych z tajnych środków operacyjnych przeznaczonych na ten program. 

 

24-letni Piotr N. i 32-letni Jacek W.  Oddziału Celnego w Terespolu (Lubelskie) zostali zatrzymani w czwartek. ABW przeszukała pomieszczenia, w których pracowali. W piątek przesłuchał ich prokurator. "Jacek W. obiecał korzyść majątkową Piotrowi N. w zamian za nierzetelną kontrolę pojazdu, którym wwożono paliwo.

 

 Andrzej Gadomski, (ze Szczecina), jeden z najlepszych w Polsce oficerów dochodzeniowych CBŚ zanim zginął od postrzału podczas czyszczenia broni (30 września 2003), skarżył się, że nie może wytrzymać nieustannych pijatyk przełożonych, odwoływania zaplanowanych akcji, bo pijany do nieprzytomności oficer nadzorujący zapomniał zamówić wsparcie. Opowiadał o sprzedawaniu za grosze najtajniejszych informacji operacyjnych. Żeby je zdobyć, jego koledzy ryzykowali życie W szczecińskim oddziale CBŚ dotyczy to już co dziesiątego funkcjonariusza. W krótkim czasie od strzału z broni służbowej zginęło tam dwóch policjantów: samobójstwo popełnił Maciej Bonarski pracujący w ramach programu świadków koronnych, a Andrzej Gadomski z pionu dochodzeniowego postrzelił się śmiertelnie w nie wyjaśnionych okolicznościach. 

 

Podinspektor Zenon Parchimowicz CBŚ Warszawa, który był przedstawicielem komendanta głównego w prestiżowym Międzyresortowym Zespole ds. Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej. Na początku września 2003 odszedł z policji i podjął pracę w największym polskim koncernie paliwowym PKN Orlen jako specjalista ds. bezpieczeństwa.  Zarabia 20 tys. zł, pięć razy więcej niż w policji.  Podinspektor Parchimowicz, Warszawa  który po 20 latach służby miał już prawo do emerytury, był oficerem operacyjnym nadzorującym wszystkie sprawy związane z aferami paliwowymi. Jedną z ostatnich akcji Parchimowicza w policji była nieudana próba ściągnięcia do Polski ukrywającego się za granicą barona paliwowego i współwłaściciela spółki BGM Arkadiusza G.  Ten oficer miał dostęp do najtajniejszych materiałów śledztw. Był jednym z kluczowych funkcjonariuszy zorientowanym we wszystkim, łącznie z planami zatrzymań, siecią informatorów, dokumentacją finansową - powiedział "Gazecie" Wojciech Miłoszewski z krakowskiej prokuratury okręgowej, która prowadzi najważniejsze sprawy paliwowe. Proszony o skomentowanie przejścia Parchimowicza do pracy w Orlenie, która to spółka bardzo często przewija się w śledztwach, Miłoszewski mówi tylko: - To wysoce niepokojące. Nieoficjalnie w prokuraturze policjant określany jest jako przechrzta lub zdrajca.
Do Orlenu Parchimowicza wciągnął pracujący już w tej spółce jako szef pionu bezpieczeństwa gen. Andrzej Anklewicz, w czasach PRL oficer SB, na początku lat 90. szef gabinetu ministra spraw wewnętrznych, potem dowódca straży granicznej. Anklewicz z Parchimowiczem znają się jeszcze z pracy w Służbie Bezpieczeństwa.
Zeznania przed Sejmowa Komisją Śledcza Zenona Parchimowicza były niespójne. 

 

Pięciu urzędników Izby Celnej w Poznaniu zatrzymali w 2006 r. funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego we współpracy z urzędnikami kontroli resortowej Ministerstwa Finansów. Celnicy, w zamian za łapówki, fałszowali dokumenty jednej z gnieźnieńskich firm handlujących m.in. gazem, zmieniając przeznaczenie magazynowanego w składach podatkowych gazu z napędowego na opałowy. 

 

W całej Polsce oficerowie policyjnego Biura Spraw Wewnętrznych zatrzymali i postawili zarzuty kilkudziesięciu funkcjonariuszom - dowiedział się radio RMF FM.Akcja wymierzona jest w proceder bezprawnego wykorzystywania paliwa z samochodów służbowych do celów prywatnych. Oficerowie Biura Spraw Wewnętrznych skontrolowali kilkanaście komend w całym kraju. Praktycznie w każdej stwierdzili nadużycia. Zatrzymania w związku z używaniem służbowego paliwa, które miały miejsce w 2007 r. dotyczyły pojedynczych jednostek policji w 4 województwach: mazowieckim, łódzkim, zachodniopomorskim i warmińsko-mazurskim - podała rzecznik komendanta głównego. Na podstawie zebranego materiału dowodowego przedstawiono zarzuty siedmiu policjantom, w jednym przypadku prokuratura umorzyła postępowanie ze względu na brak cech przestępstwa - tłumaczy biuro prasowe KGP.

 

 

Emerytowanego poznański policjant  Przemysław A. zaczyna bywać w firmach paliwowych, wokół których węszy CBŚ. Za pieniądze oferuje informacje ze śledztwa. Zapewnia, że ma świetne kontakty w CBŚ i policji, że załatwi nawet umorzenie. Jednemu z paliwowych bossów na początek donosi, że czeka go rewizja. Rzeczywiście - kilka tygodni później policjanci wchodzą do firmy. W billingach telefonicznych Przemysława A. znaleziono numery telefonów kilku policjantów z wielkopolskiej wierchuszki, także nadzorujących paliwowe śledztwa. Zeznali, że znają Przemysława A., pijali z nim kawę, ale tylko wspominali stare czasy. Od kolejnego biznesmena żąda informacji o innych firmach paliwowych. Biznesmen robi zdjęcia z ukrycia swoim kontrahentom, zapisuje numery rejestracyjne cystern, nagrywa rozmowy. Mało tego, zakłada kontrahentom teczki, które trafiają do Przemysława A. Dzięki temu były policjant mógł żądać pieniędzy od następnych firm fałszujących paliwo.  Prokuratura ustaliła, że w latach 2001-03 wyłudził blisko pół miliona złotych od co najmniej pięciu handlarzy paliwem. Zatrzymano go w kwietniu 2004 r. Chciał 200 tys. zł od biznesmena, który jednak nie uległ. Poszedł na policję. 

 

Podinspektor Wiesław G. to jeden z najlepszych oficerów w historii śląskiego Centralnego Biura Śledczego. (...) G. miał współpracować z mafią w latach 2002-2005. Zdaniem śledczych przekazywał gangsterom informacje o podejmowanych przez policję, prokuraturę i urzędy skarbowe działaniach wymierzonych w firmy paliwowe. Miał także ostrzegać o planowanych kontrolach wyjeżdżających z Rafinerii Trzebinia cystern z komponentami niezbędnymi do nielegalnej produkcji paliwa. Za każdą informację miał dostawać 10 tys. zł.Okazało się jednak, że gdy córka G. przejęła część udziałów podejrzanej spółki, umorzono śledztwo prowadzone w jej sprawie przez katowickich policjantów.
    Chodziło o katowicką spółkę, która zdaniem policji została powołana tylko po to, by przepuszczać przez nią fałszywe faktury za paliwo. Jej właścicielką była Henryka P. Została aresztowana. Postawiono jej zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i poświadczenia nieprawdy w dokumentach. Jej bliską znajomą była Agnieszka G., córka oficera CBŚ, która pracowała wraz z Henryką P. Także została aresztowana i także postawiono jej zarzuty udziału w mafii paliwowej. Jak wiadomo nieoficjalnie wszystko to działo się pod koniec czerwca 2005 roku.

 

 

 

Proces policjantów na ławie oskarżonych zasiądzie były naczelnik sekcji kryminalnej częstochowskiej policji Sławomir J. Prokuratura Apelacyjna w Katowicach skierowała do sądu okręgowego w Częstochowie akt oskarżenia, w którym zarzuca Sławomirowi J. przekroczenie uprawnień i ujawnienie tajemnicy państwowej - oskarżony utrudniał śledztwo funkcjonariuszom z Poznania i Katowic, chroniąc poszukiwanego listem gończym szwagra Arkadiusza S., zamieszanego w oszustwa paliwowe. Obok Sławomira J. sądzeni będą dwaj jego podwładni - Adrian W. i Dariusz K. 

 

Przewodniczący Antoni  Maciarewicz uznał, że osobami w wątku paliwowo-energetycznym, których nazwiska należy ujawnić w związku z nielegalnymi działaniami WSI, lub działaniami WSI wykraczającymi poza sprawy obronności państwa i bezpieczeństwa sił zbrojnych: są gen. bryg. Marek Dukaczewski, płk Waldemar Żak, płk Roman Karaś, płk Krzysztof Łada, płk Krzysztof Surdyk, płk Marek Szlenk, płk Krzysztof Kłosiński, ppłk Tomasz Korpak, mjr Krzysztof Rengel, mjr Grzegorz Sobecki. W ocenie Macierewicza działania agentów  b. wiceprezesa PKN Orlen Andrzeja Macenowicza, który był współpracownikiem WSI o pseudonimie "Parys", członka zarządu PKN Krzysztofa Kluzka.

   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Jak wykiwać nafciarza z CPN i JEDLICZ szwindel prywatyzacyjno - inkorporacyjny

poniedziałek, 18 czerwca 2007 18:17

Szkoda pracowników w prywatyzacji sektora paliw na przykładzie CPN w inkorporacji i Rafinerii Jedlicze w prywatyzacji.

 

 

 Zaniedbania w prywatyzacji i nadzorze Nafty Polskiej jako organu Skarbu Państwa czy jak wykiwać nafciarza z CPN i JEDLICZ

 

Z ogólnego obowiązku pracodawcy CPN i RN Jedlicze  dbania o dobro pracownika i szczegółowej powinności dostarczania pracownikowi informacji i dokumentów - można wyprowadzić wnioski co do tego, czy na pozwanym byłym pracodawcy powoda ciążył obowiązek powiadomienia go o uprawnieniach do nieodpłatnego nabycia akcji PKN ORLEN. Chociaż przepisy Kodeksu pracy dotyczą bezpośrednio obowiązków pracodawcy informowania pracownika (w znaczeniu: osoby aktualnie pozostającej w stosunku pracy), to nie ma powodów, aby obowiązek ten nie mógł być w pewnych szczególnych sytuacjach odniesiony także do byłych pracowników, jeżeli dotyczy uprawnień, które swoje źródło mają w istniejącym kiedyś stosunku pracy. Ten obowiązek jest inaczej realizowany w stosunku do byłego pracownika (obecnie emeryta lub rencisty) - według innych reguł, ale nie oznacza to, że realizowany być nie może. Konstrukcja ta - dotycząca rozkładu ciężaru dowodu - wynika z art. 183b § 1 k.p., z mocą obowiązującą od 1 stycznia 2002 r. Przed wprowadzeniem tego przepisu do Kodeksu pracy o rozkładzie ciężaru dowodu - korzystnym dla pracownika - stanowiły dyrektywy dotyczące równego traktowania w zatrudnieniu, powołane wcześniej (75/117/EWG z 10 lutego 1975 r., 2000/43/WE z 29 czerwca 2000 r., 2000/78/WE z 27 listopada 2000 r., 76/207/EWG z 9 lutego 1976 r. znowelizowana przez 2002/73/WE z 23 września 2002 r.). Dyrektywy dotyczące równego traktowania w zatrudnieniu przewidują przerzucenie ciężaru wykazania, że nierówne traktowanie nie było podyktowane względami dyskryminującymi, na pozwanego pracodawcę. To pracodawca ma obowiązek wykazać, że ewentualne nierówne traktowanie było obiektywnie usprawiedliwione.  

 

 

Skarb Państwa i Przedsiębiorstwo Państwowe CPN oraz  Rafineria Nafty Jedlicze miały obowiązek informowania pracowników, a także byłych pracowników, o przysługujących im uprawnieniach związanych z prywatyzacją przedsiębiorstwa państwowego, wynika z ogólnego obowiązku pracodawcy dbałości o dobro pracownika.

 

 

 Podstawa w precedensowym orzeczeniu  :     Wyrok        SN z dnia 2004.02.17         sygn.akt. I PK 386/03 publ. OSNP 2005/1/6   

 

Chcemy sprzedać nasze akcje JEDLICZE

Pracownicy i emeryci rafinerii czekają na ofertę Orlenu

 

Zapomniano o załodze
- Szkoda, że wówczas nie sporządzono zapisu, który zagwarantowałby możliwość szybkiego zbycia akcji tym, którzy by tego chcieli - mówi Stanisław Chochołek, związkowiec i pracownik z ponad 30-letnim stażem pracy. - Skarb Państwa, oddając koncernowi kontrolę nad rafinerią, nie zabezpieczył interesu ludzi. Załoga z Płocka mogła swoje akcje sprzedać na giełdzie. My nie dostaliśmy takiej możliwości. Orlen też nie chciał do tej pory odkupić udziałów.


Po ile akcje
- PKN Orlen ma pakiet strategiczny i nie potrzebuje go powiększać - przyznaje Krzysztof Janas, prezes rafinerii. - Mimo to zdecydował, że odkupi pakiet pracowniczy, to element realizacji projektu "Południe”. Już została zlecona wycena firmy, będzie podstawą do określenia wartości akcji.

Jaką cenę zaproponuje PKN Orlen? Nie wiadomo, i tym właśnie martwią się pracownicy. W 1998 roku nominalna cena akcji wynosiła 10 zł.

- Jeśli doliczyć do tego inflację, wyjdzie 15 zł - mówi Jerzy Jaskółka, szef rafineryjnej Solidarności. - Taką cenę uważamy za uczciwą, choć liczymy na więcej. Ludzie na pewno nie zgodzą się sprzedać udziałów poniżej ceny nominalnej.

Jaskółka pracuje w rafinerii 31 lat. Ma 889 akcji. - Przecież rafineria w ciągu tych ośmiu lat nie stała się gorszą firmą niż była - podkreśla.

 


Większość chce sprzedać
Akcje dostało 1742 osoby. Dziś spora część to emeryci, którzy mają ich po kilkaset i właśnie im najbardziej zależy na tym, by "papier” zamienić na gotówkę. Ponad 100 osób nie doczekało takiej możliwości. Teraz ich rodziny najpierw będą musiały załatwić formalności spadkowe. Ponad 1600 osób zadeklarowało na piśmie, że chce sprzedać akcje. Deklarowało też cenę. Najczęściej - 15 zł, ale pojawiały się także kwoty sięgające 50 zł. - Negocjacje są możliwe, ale decydujący głos będzie miał nabywca - nie ukrywa prezes Janas z Jedlicz.


 

Szwindel prywatyzacyjno inkorporacyjny

 Inkorporacja do Orlenu  firm CPN ze stacjami i  Rafineria Glimar  była pomysłem rządu Jerzego Buzka co potwierdził przed Sejmową Komisja Śledczą jako korzystną strukturę pionową. Kiedy w 1998 roku Nafta Polska sprzedała 75 procent udziałów Rafinerii Nafty Jedlicze płockiej Petrochemii (dziś PKN Orlen) nie pomyślano o szeregowych pracownikach – i tak w CPN –ajenci stacji zostali zupełnie pozbawieni akcji a w przypadku Rafinerii Jedlicze tzw. konsolidacja południowa obniżyła wartość akcji pracowniczych . Andrzej Macenowicz przed  sejmową komisja śledczą  wyjaśnił w tym przypadku Rafinerii Jedlicze upolityczniona decyzją wpływa na losy firmy zarówno w sferze inwestycji i podatków.

Stan przekształceń 1998-1999 powstawał w atmosferze politycznych sporów nie tyle co do sensu łączenia, ale co do form łączenia majątku i załóg dwóch wielkich firm w tym o akcje dla pracowników Jedlicz lub CPN. Ta atmosfera dała się we znaki już przy ubiegłorocznej emisji akcji. Pozostała po niej długa lista nie uzgodnionych problemów Pakiet Gwarancji Pracowniczych. zawierał szeroki katalog osłon socjalnych, m.in. pracownicy, przejmowani w trybie art. 231 ustawy z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks Pracy przez tworzone w procesie restrukturyzacji spółki, zachowywali w okresie ochronnym dotychczasowe warunki pracy i płacy byłych prawa wynikające byłych przekazanego majątku CPN i objętego majątku Jedlicz , oraz jako wierzytelności konwertowane  byłych rozumieniu art.23ust.2 pkt.1 ze stosunku pracy byłych CPN i Rafinerii Jedlicze  Dz.U. nr.118 poz.561 z 1996r. ustawa o komercjalizacji i prywatyzacji .

 

 

  Pracownicy CPN byli podstępnie usuwani  liczba  6.968 osób. 1997 r. do 5.464 osób na koniec 1999 r. a podstawowa kadra ajenci – sprzedawcy zostali po prostu oszukani , co kwalifikuje się na zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, za szczególny brak nadzoru ze strony Ministerstwa Skarbu Państwa i nadzorowanej przez nią nomeklaturowo – upolitycznioną Naftę Polską  . W Jedliczach było zgoła podobnie jeszcze kilka lat temu w całej rafinerii pracowało 1300 osób, dzisiaj tylko ok. 800.  

 

Art. 231 Kodeks Pracy  przez tworzone w procesie restrukturyzacji spółki, zachowywali w okresie ochronnym dotychczasowe warunki pracy i płacy byłych prawa wynikające byłych przekazanego majątku CPN i  majątku Rafinerii Jedlicze , oraz jako wierzytelności konwertowane  byłych rozumieniu art.23ust.2 pkt.1 ze stosunku pracy byłych CPN i Jedlicze  Dz.U. nr.118 poz.561 z 1996r. ustawa o komercjalizacji i prywatyzacjiOceniając zaś sytuację prawną pracownika z tego punktu widzenia, należy przyjąć, że prawo do zakupu akcji na zasadach preferencyjnych, przewidziane w art. 24 ust. 1 ustawy z dnia 13 lipca 1990 r. o prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych, które pracownik mógł zrealizować dopiero z nadejściem określonego w tej ustawie terminu, było w istocie rzeczy ekspektatywą.

 

  Sprawa została nagłośniona w programie Elżbiety Jaworowicz „Sprawa dla Reportera” w TVP1  w której brałem udział. 

 

Wojciech Stefan Jaroń


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zbyt duża rozbieżność zdań Ministerstwa Finansów w systemach nadzoru akcyzowego w interpelacji poselskiej

niedziela, 17 czerwca 2007 17:23

 

Warszawa, dnia 16 marca 2007 r.   

O d p o w i e d ź    udzielona w SEJMIE

 

przez podsekretarza stanu w Ministerstwie Finansów  - z upoważnienia ministra - na interpelację posła Ryszarda Kaczyńskiego w sprawie możliwości wprowadzenia informatycznego systemu monitorowania obrotu towarowego produktów węglowodorowych o zróżnicowanych stawkach podatku akcyzowego, proponowanego przez Polską Izbę Paliw Płynnych oraz Związek Pracodawców Branży Paliw Płynnych i Energetycznych (6762) 

Szanowny Panie Marszałku!  

 

W nawiązaniu do pisma Pana Marszałka z dnia 23 lutego 2007 r. znak:SPS-023-6762/07, przy którym nadesłano interpelację pana posła Ryszarda Kaczyńskiego w sprawie możliwości wprowadzenia informatycznego systemu monitorowania obrotu towarowego produktów węglowodorowych o zróżnicowanych stawkach podatku akcyzowego, proponowanego przez Polską Izbę Paliw Płynnych oraz Związek Pracodawców Branży Paliw Płynnych i Energetycznych, po zasięgnięciu opinii ministra gospodarki, uprzejmie wyjaśniam,co następuje. Jednym z priorytetów rządu jest upraszczanie wszelkich regulacji prawnych mających wpływ naprowadzenie działalności gospodarczej. Zaproponowany przez Polską Izbę Paliw Płynnych system jest zaprzeczeniem tej idei, ponieważ wprowadza dodatkowe obciążenia administracyjne zarówno dla podmiotów prowadzących działalność gospodarczą, jak i dla końcowych odbiorców tych produktów. Dodatkowo w założeniach system nakłada obowiązki na prezesa Urzędu Regulacji Energetyki oraz na naczelników urzędów celnych, bez wskazania podstawy prawnej oraz źródeł finansowania obsługi tego systemu. Po przeanalizowaniu założeń systemu należy zaznaczyć,że ustalenie limitu nabywanych produktów sugeruje usiłowanie wprowadzenia reglamentacji zakupu towarów, co jest nie do zaakceptowania zarówno z punktu widzenia ustroju gospodarczego państwa, jak i swobody przepływu towarów w odniesieniudo obrotu wewnątrzwspólnotowego. Rozwiązanie takie jest niezgodne z Traktatem ustanawiającymWspólnotę Europejską. Natomiast wprowadzenie konieczności rejestracji, uzyskania numeru oraz limitu na wyroby akcyzowe będzie skutkować tym, że między innymi gospodarstwa domowe, niejednokrotnie znajdujące się w znacznym oddaleniu od urzędów celnych, zużywającewyroby akcyzowe na własne potrzeby, będą zmuszone do rejestracji, przy czym należy przyjąć, ze podobna operacja będzie wiązała się z poważnym niezadowoleniem i oporem ludzi przymuszonych do zarejestrowania się w projektowanej bazie danych.Stworzenie tejże bazy wymusi wdrożenie procedur kontrolnych skierowanych do osób fizycznych zużywających niewielkie ilości wyrobów akcyzowych, co wydaje się bardzo pracochłonne i mało efektywne. System taki poprzez swoją niską skuteczność będzie powodował wzrost patologii.Polska Izba Paliw Płynnych oszacowała koszt opracowania programu na ok. 200 tys. zł. Do tej kwoty należy doliczyć koszt zakupu sprzętu komputerowego oraz przeszkolenie pracowników. Wskazując powyższe koszty, Polska Izba Paliw Płynnych nie przedstawiła sposobu kalkulacji, który jest podstawą oszacowania kosztów wdrożenia systemu. Nie podano również źródeł szacowania zysków dla Skarbu Państwa. Szczegółowe założenia systemu opisane w przywołanym przez pana posła piśmie Polskiej Izby Paliw Płynnych, adresowanym do Ministerstwa Finansów,budzą również wiele wątpliwości.

W punkcie 1 założeń systemu zakres wyrobów akcyzowych podlegających systemowi nie zostałokreślony kodami CN, przez co nie jest sprecyzowana skala stosowania rejestru, co uniemożliwia ocenę jego przydatności oraz kosztów funkcjonowania. Ponadto przy ogólnym sformułowaniu, zgodnie z którym rejestr obejmował będzie wszystkie wyroby akcyzowe, dla których stosuje się różne stawki podatku akcyzowego ze względu na przeznaczenie, mogą pojawić się wątpliwości, czy systemem tym nie zostaną objęte również wyroby akcyzowe z zapłaconą pełną kwotą podatku. Należałoby również rozstrzygnąć, czy system miałby dotyczyć również nabyć wewnątrzwspólnotowych, których obrót podlega monitorowaniu poprzezzastosowanie dokumentów ADT oraz UDT.

W punkcie 2 założeń systemu dotyczącym gromadzenia danych należy zauważyć, że dane dotyczące przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą w zakresie obrotu produktami naftowymi, z uwagi na konieczność posiadania przez nich koncesji, są stosunkowo łatwe do zebrania. Wątpliwości budzi natomiast zebranie danych dotyczących odbiorców końcowych, gdyż zgodnie z art. 3 pkt 13a ustawy z dnia 10 kwietnia 1997 r. Prawo energetyczne odbiorcą końcowym jest odbiorca dokonujący zakupu na własny użytek np. właściciel domu ogrzewanego olejem lub gazem. W tym przypadku istotnym problemem przy tworzeniu systemu są przepisy o ochronie danych osobowych.

W punkcie 3 założeń systemu dotyczącym obowiązkowego wystawiania faktur należy zauważyć,że nie można nałożyć obowiązku dokonywania sprzedaży za potwierdzeniem fakturą VAT ze względu na brak, w obecnym stanie prawnym, przepisów nakładających taki obowiązek.

W punkcie 4,5,6 i 8 założeń systemu nie określono kosztów związanych z prowadzeniem rejestru podmiotów dokonujących obrotu wyrobami akcyzowymi oraz kosztów związanych z obsługą tego systemu.Podkreślić należy, że prezes URE udziela koncesji podmiotom dokonującym obrotu paliwami, wiec dysponuje ich rejestrem. Analogiczna sytuacja ma miejsce w przypadku rejestracji podmiotów w urzędach celnych. Nałożenie na naczelników urzędów celnych obowiązku prowadzenia rejestru podmiotów zużywających wyroby akcyzowe budzi wątpliwości szczególnie w odniesieniu do możliwości weryfikacji danych zawartych we wnioskach o przydzielenie limitu.

Zawarta w punkcie 7 założeń systemu propozycja jawności danych zawartych w rejestrze narusza przepisy ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, jak również w odniesieniu do osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej stanowiłaby naruszenie art. 51 ust. 1Konstytucji Rzeczypospolitej. Natomiast propozycja jawności rejestru prowadzonego przez organ celny jest naruszeniem art. 6k ustawy z dnia 24 lipca 1999 r. o Służbie Celnej.Biorąc pod uwagę powyższe, należy podkreślić, iż zaproponowany przez Polską Izbę Paliw Płynnych system budzi poważne wątpliwości co do celowości i możliwości jego wprowadzenia, ponieważ brak jest jakichkolwiek podstaw merytorycznych do podjęcia próby wprowadzenia tego rozwiązania. Z poważaniem, Podsekretarz stanuJacek Dominik Warszawa, dnia 19 marca 2007 r. 

STAN FAKTYCZNY W LEGISLACJI EUROPEJSKIEJ I SYTUACJA W POLSCE

 

  

 

 I.                     Każdy z krajów Unii Europejskiej ma obowiązek wprowadzić system SEED  ( System of Exchange of Excise Data) – system wymiany informacji dot. podatku akcyzowego  zgodnie z asrt.15a Dyrektywy UE 92/12/EWG  z 25 lutego 1992 oraz po dniu 01 lipca 2005r. podstawę prawną do tworzenia elektronicznej  bazy danych zawierającej dane handlowców i nie zarejestrowanych handlowców oraz składów podatkowych z zawieszona akcyzą  stanowi rozporządzenie zgodne z art. 22 Rady Europy (WE) 2073/2004 z dnia 16 listopada 2004r. Ustawodawstwo krajowe wymaga aby Minister Finansów  obowiązek prowadzenia bazy wynika z ustawy o podatku akcyzowym art. 35 ust.5

 

Bazą danych w systemie SEED administruje Biuro Łącznikowe do Spraw Akcyzy - ELO (Excise Liaison Office) w strukturze Izby Celnej w Warszawie, będące jednocześnie głównym punktem kontaktowym dla wymiany wymaganych prawem wspólnotowym informacji dotyczących akcyzy pomiędzy państwami Unii Europejskiej. Do zadań Biura ELO w zakresie administrowania bazą SEED należy: 1.       comiesięczne przekazywanie do krajów UE pakietu danych dotyczących zarejestrowanych podmiotów oraz odbieranie takiej informacji z pozostałych krajów, 2.       utrzymywanie centralnej bazy danych SEED (zapewnienie integralności, spójności i poufności danych), 3.       weryfikację wpisywanych rekordów, 4.       wysyłanie kwartalnych raportów do Komisji Europejskiej.  Do bazy SEED zostały również wprowadzone dane o uprawnionych podmiotach do otrzymywania wyrobów akcyzowych zharmonizowanych z innych państw członkowskich w procedurze zawieszenia poboru akcyzy. Powyższe oznacza, iż istnieje możliwość sprawdzenia występowania takiego podmiotu w bazie SEED.  W przypadku wystąpienia przez podmiot prowadzący skład podatkowy do właściwego naczelnika urzędu celnego z zapytaniem czy podmiot w innym państwie członkowskim, do którego zamierza wysłać wyroby akcyzowe zharmonizowane w procedurze zawieszenia poboru akcyzy, jest uprawnionym podmiotem, właściwy naczelnik urzędu celnego potwierdza lub nie potwierdza ujęcie w bazie SEED określonego podmiotu.

Dwa dodatkowe, elektroniczne systemy wymiany informacji dla akcyzy, funkcjonujące niezależnie od bazy SEED, to: System Weryfikacji Przemieszczania (MVS) i System Wczesnego Ostrzegania (EWSE). Systemami tymi - podobnie jak systemem SEED - administruje Biuro Łącznikowe do Spraw Akcyzy (ELO) w Izbie Celnej w Warszawie. Współpraca w ramach Systemu Weryfikacji Przemieszczania (MVS) pomiędzy państwami członkowskimi polega na: 1.       odbieraniu informacji z jednostek terenowych na temat przesyłek, które należy zweryfikować, 2.       sporządzaniu komunikatów w odpowiedniej formie, 3.       wysyłaniu komunikatu do biur ELO zlokalizowanych w innych krajach, 4.       odbieraniu komunikatów MVS z biur ELO innych krajów i 5.       kierowaniu spraw do realizacji w jednostkach terenowych administracji celnej.  

Natomiast współpraca w ramach akcyzowego Systemu Wczesnego Ostrzegania (EWSE) obejmuje m.in.: 1.       odbieranie z jednostek terenowych informacji na temat przesyłek zwiększonego ryzyka, 2.       dokonywanie ich weryfikacji, 3.       formułowanie komunikatu i przesyłanie go do biura ELO państwa miejsca przeznaczenia tej przesyłki, 4.       odbieranie komunikatów wczesnego ostrzegania na temat przesyłek wysokiego ryzyka kierowanych do Polski z biur ELO innych krajów UE, 5.       wstępną weryfikację i ocenę takich komunikatów, 6.       przekazywanie dyspozycji do jednostek terenowych z wnioskiem o przeprowadzenie sprawdzenia lub dokonanie innych czynności i 7.       ewentualną koordynację takich czynności. Wyszukiwarka dla polskich przedsiębiorców przez Internet

Link  ;   http://ec.europa.eu/taxation_customs/dds/pl/seedcau.htm

   

 

II.                   Wspólnotowy System Przemieszczania Wyrobów Akcyzowych  ( Excise Movement and Control System) EMCS.  Podstawa prawna dla rozwoju systemu UMCS stanowi Decyzja Parlamentu Europejskiego i Rady Europy z dnia 16 czerwca 2003r. nr.1152/2003/EC z terminem wdrożenia  1 lipca 2009r.

Link ;   http://www.mf.gov.pl/dokument.php?const=3&id=65130&dzial=333  

Informacja ogólna o Systemie Kontroli Przemieszczania Wyrobów Akcyzowych            „Bahus" - stanowiącym krajowy odpowiednik Systemu EMCS

Link;  http://www.mf.gov.pl/dokument.php?const=3&id=65073&dzial=333 

KONKLUZJA KOŃCOWA 

 

Albo w Sejmie na interpelacje poselska opowiada się bzdury urzędowe  albo system SEED i EMCS jest fikcją kreowana przez Ministerstwo Finansów za pieniadze unijne.

  
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

List żelazny - element procesowy i polityczny

niedziela, 17 czerwca 2007 8:51

List żelazny

 Trochę z historii Polski o listach żelaznych  

 

27 IV 1410, Kraków Władysław, król polski, daje Zygmuntowi Luksemburskiemu, królowi węgierskiemu, list żelazny na wolny przejazd przez Polskę do ziem zakonu krzyżackiego.    

Dokument Oryginał, jęz. łaciński, karta pergaminowa o wymiarach 440x256+65 mm; pieczęć majestatyczna króla Władysława Jagiełły, odcisk w wosku bezbarwnym zawieszony na pasku pergaminowym (średnica 122 mm).  

 

DEFINICJA 

 

List żelazny – gwarancja bezpieczeństwa, udzielana w średniowieczu, a także w czasach nowszych w odpowiedniej formie przez władzę państwową lub terytorialną osobom(nie przestępcom) udającym się do danego terytorium np. kupcom. Dziś list żelazny stanowi środek procedury o charakterze wyjątkowym, uwalniający pod pewnymi warunkami skazanego(na więzienie lub areszt śledczy) od prawomocności wyroku. W rozdziale 30, art. od 281 do 284 Kodeksu postępowania karnego (kpk) uregulowana jest instytucja listu żelaznego.Zgodnie z ta regulacją jeżeli oskarżony przebywający za granicą złoży oświadczenie, że stawi się do sądu lub do prokuratora w oznaczonym terminie pod warunkiem odpowiadania z wolnej stopy, właściwy miejscowo sąd okręgowy (sąd ten właściwy jest nawet jeśli właściwość rzeczowa w sprawie której list dotyczy należy do innego sądu) może wydać oskarżonemu list żelazny.Odpowiadanie z wolnej stopy zapewnia oskarżonemu pozostawanie na wolności aż do prawomocnego ukończenia postępowania. Inaczej mówiąc niemożliwe jest zastosowanie wobec niego tymczasowego aresztowania. Jeżeli jednak oskarżony:

  • nie będzie się stawiał w oznaczonym terminie na wezwanie sądu, a w postępowaniu przygotowawczym – także na wezwanie prokuratora,
  • będzie się wydalał bez pozwolenia sądu z obranego miejsca pobytu w kraju,
  • będzie nakłaniał do fałszywych zeznań lub wyjaśnień albo w inny bezprawny sposób starał się utrudniać postępowanie karne

właściwy miejscowo sąd okręgowy orzeka o odwołaniu listu żelaznego.Wydanie listu żelaznego można uzależnić od złożenia poręczenia majątkowego. W razie odwołania listu żelaznego z powodu naruszenia warunków określonych powyżej wartości majątkowe udzielone z tytułu poręczenia ulegają przepadkowi lub ściągnięciu.Postanowienia w sprawie listu żelaznego właściwy sąd wydaje jednoosobowo.  

 

List żelazny w sprawach paliwowych  

O biskupieckiej Evicie zajmującej się woda gazowaną i paliwami było głośno od czasu nagonki od 2000r. Prezes Andrzej D. kilka miesięcy ukrywał się w Hiszpanii. Wrócił, kiedy olsztyński sąd wystawił list żelazny, gwarantujący mu wolność do czasu zakończenia sprawy prawomocnym wyrokiem.- Uniewinniony.   

 

Arkadiusz G. z szczecińskiego BGM chciał  złożyć zeznania w prokuraturze, ale pod warunkiem, że otrzyma pozwalający mu uniknąć aresztowania list żelazny. Sąd dotychczas dwukrotnie odmówił wydania takiego listu. Po przyjeździe do kraju zgłosił się sam do prokuratury, później został aresztowany – proces trwa. 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Posiedzisz... to powiesz !!! – areszt wydobywczy w sprawach paliwowych

czwartek, 14 czerwca 2007 6:35

Posiedzisz... to powiesz !!! – areszt wydobywczy w sprawach paliwowych 

 

Areszt tymczasowy to wynalazek IV RP, który sprzyja zamykaniu ludzi bez wyraźnych dowodów winy. 

 

Spędziłam w areszcie rok i trzy miesiące, nie byłam przesłuchiwana. Prokurator spytał tylko, czy syn jest oficerem ABW. Rozumiałam, że przyczyną aresztowania jest próba wymuszenia określonego zachowania na moim synu".  Syn, oficer zajmujący się zwalczaniem przestępczości gospodarczej, został zatrzymany nieco wcześniej, matka uważa, że padł ofiarą rozgrywek między politykami a służbami specjalnymi. Podobno usłyszał: "Podpisuje pan to, co chcemy, i wychodzicie razem z mamusią albo posiedzicie oboje".

"Byłem nakłaniany do złożenia zeznań obciążających Artura Balazsa w zamian za zmianę środka zapobiegawczego. Nazwisko Jacka Piechoty też padało", oświadczył Jerzy Krzystyniak, bogaty biznesmen z branży paliwowej, który niemal rok siedział w areszcie.
 

- W IV RP wynaleziono tzw. areszt wydobywczy. Otóż tak długo trzyma się kogoś w areszcie, dopóki nie wydobędzie się z niego pożądanych informacji - oświadczył pos. Michał Tober (SLD), dodając, iż usłyszał przypadkowo to określenie od jednego z prokuratorów.

- Nie wiem nic o ewentualnej powszechności takich form wymuszania zeznań. Nawet jednak i pracownicy służby więziennej mogą się zżymać, że okres tymczasowego aresztu bywa tak długi, a aresztowany nic nie wie o tym, co się dzieje z jego sprawą, czeka na przesłuchanie, na to żeby coś się wyjaśniło - mówi mjr Luiza Sałapa, rzecznik Centralnego Zarządu Służby Więziennej.

 

Termin "areszt wydobywczy" robi więc dziś furorę, bo nasza rzeczywistość mu sprzyja. W Polsce siedzi się w areszcie coraz dłużej. Na dzień 30 czerwca 2006 r. 1003 osoby spędziły w areszcie tymczasowym ponad dwa lata, podczas gdy na koniec 2006 r. było ich 1054. Dwa lata temu tylko ok. 800 aresztantów siedziało w celi ponad dwa lata.
Porażająco wręcz dla Polski wyglądają zestawienia skarg do Trybunału w Strasburgu na nadmiernie długi areszt tymczasowy. Od maja 2000 r. do 23 marca 2007 r. trybunał rozpatrzył 90 skarg obywateli z Polski i 71 uznał za słuszne. W tym samym czasie skarg z Niemiec było tylko cztery (trzy uwzględnione), z Włoch też cztery (dwie uwzględnione), z Czech trzy (wszystkie uznano za słuszne), a z Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy Austrii żadnej! Dobrze to pokazuje poziom przestrzegania praworządności przez władzę. A liczba spraw przegranych przez Polskę rośnie: w 2005 r. było ich dziewięć, w 2006 - 15. "Istnieje wysoka liczba osób, wobec których tymczasowe aresztowanie stosowane jest przez ponad 24 miesiące. Liczba ta wzrosła w drugim półroczu 2006 r., podobnie jak liczba aresztów trwających od 12 do 24 miesięcy. Te dane nie rokują poprawy sytuacji w najbliższym czasie", twierdzi w swym raporcie rzecznik praw obywatelskich.  

 

Miało być inaczej



W czerwcu 2006 r. w sprawie rzekomych macek mitycznej "mafii paliwowej" w Ostrołęce aresztowano brata i siostrę, właścicieli firmy handlującej benzyną. Trudno było znaleźć na nich haki, więc prokuratura zarzuciła im, że naruszono plombę na drzwiach w pokoju siedziby firmy, gdzie wcześniej funkcjonariusze złożyli całą zabezpieczoną dokumentację (nie wiedzieć czemu, nie zabrali jej z firmy). A skoro ktoś miał dobierać się do plomby, to znaczy, że właściciele chcą mataczyć - więc zostali aresztowani. Na wszelki wypadek zamknięto także ich małżonków, jak siedzi mąż i żona, to zawsze łatwiej coś wyciągnąć, bo śpieszą się do dzieci. Obrońcom przez pierwsze miesiące aresztu nie pozwolono na kontakty z podejrzanymi, nie mieli dostępu do akt. Ponieważ dowody były jednak mizerne, sąd, przedłużając areszt, podkreślił, że chce w ten sposób ułatwić prokuraturze ich znalezienie. 

Inny nie mniej wstrząsający przykład, który nie znalazł się jednak w raporcie rzecznika Praw Obywatelskich:

  Śląski adwokat Andrzej Dolniak gnije w areszcie tymczasowym już 2 lata. Dolniak był głównym doradcą prawnym Samoobrony, reprezentował niektórych jej posłów przed sądem, występował jako przedstawiciel Samoobrony w debatach telewizyjnych. Został oskarżony o przestępstwo gospodarcze w związku ze śledztwem przeciwko Henrykowi M. – baronowi paliwowemu. Wspólnik Dolniaka adwokat Z. od dawna przebywa na wolności, choć ciążą na nim takie same zarzuty jak na Dolniaku. Z informacji, które do nas docierają, wynika, że tak uporczywe przetrzymywanie Andrzeja Dolniaka w pudle ma związek z ponawianymi co jakiś czas żądaniami, by aresztant zaczął wreszcie sypać polityków. Dolniak nie chce sypać albo nic do powiedzenia nie ma, więc siedzi. Ostatnio sąd zaproponował w miejsce aresztu poręczenie majątkowe, nawiasem mówiąc nadzwyczaj wysokie. Prokuratura od tej decyzji sądu się odwołała. Dolniak siedzi nadal.

Autor; Andrzej Rozenek Tygodnik NIE

  

 

 Prof. Zbigniew Hołda   Helsińska Fundacja Praw Człowieka

Chyba się nadużywa tego środka. Jeśli porównamy przepisy z praktyką, to w wielu przypadkach aresztuje się zbyt pochopnie, wbrew przepisom kpk. Aresztowanie tymczasowe to ostateczność, przepis mówi, by uzasadnić, dlaczego inne zabezpieczenia są niewystarczające. W praktyce nie ma takich uzasadnień. Zbyt pochopnie stosuje się też przedłużanie aresztu. Do świadomości sędziów powinno dotrzeć, że zmiana środka zapobiegawczego może osłabiać, a nie wzmacniać motywację do matactwa czy ucieczki. Dlatego poręcznie majątkowe, osobiste czy zakaz wyjazdu wcale nie zagrażają danej
sprawie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Lobby jawne i czytelne koncernów paliwowych a przepisy prawa

poniedziałek, 11 czerwca 2007 9:08

Lobby jawne i czytelne koncernów paliwowych a przepisy prawa

 

Polecam artykuł pt. Lobbing jawny i czytelny  Mieczysława Wodzickiego na wstępie ;

 Link http://www.kpp.org.pl/img_upload/files/marzec2006.pdf

 

 Ile kosztuje “kupienie”ustawy np. paliwowej w Sejmie ??!!  

 Sprawa nr. 1 

Dot. ustawy o organizacji rynku biopaliw ciekłych oraz biokomponentów do ich produkcji, uchwalonej przez Sejm w dniu 13 listopada 2002 r. i zawetowanej przez prezydenta . Pominięto zwolenników ustawy - społecznych i zawodowych organizacji rolniczych oraz producentów surowców do biopaliw (np. spirytusu), apelujących do Sejmu o odrzucenie prezydenckiego weta. Korespondenci wyrażali dezaprobatę dla decyzji Prezydenta RP, podjętej - ich zdaniem - pod wpływem paliwowego lobby. "Jednym podpisem Prezydent (...) udowodnił, że bliższe mu są interesy koncernów paliwowych, importerów ropy niż rozwój własnego kraju, a w szczególności wsi." - napisał przewodniczący Związku Zawodowego Rolników "Ojczyzna";Źródło komunikat Sejmu Nr 53 (534) IV kadencja   

 

Sprawa nr.2   

Przyjaciel i protegowany prezydenta Lecha Kaczyńskiego Piotr Kownacki dostał w zarządzanie jedną z największych polskich spółek – PKN Orlen. Nikt nie pyta, kto wysunął kandydaturę Kownackiego, jakie lobby stało za jego wyborem, czy ktoś naciskał na członków rady nadzorczej Orlenu. Przypomnijmy, że prezydent Aleksander Kwaśniewski niemal na każdym kroku musiał tłumaczyć się z tego, czy w jakikolwiek sposób sugerował byłemu ministrowi skarbu Wiesławowi Kaczmarkowi, kto powinien wejść do rady nadzorczej, która prezesem koncernu wybrała Zbigniewa Wróbla. Konstanty Miodowicz (PO) i Wassermann nieprzerwanie wałkowali sprawę składu rady nadzorczej Orlenu, pytali, czy b. szef Kancelarii Prezydenta Kwaśniewskiego Marek Ungier wręczył Kaczmarkowi listę kandydatów do RN. Poseł Platformy dociekał, czy w przygotowaniu listy brali udział premier Leszek Miller i biznesmen Jan Kulczyk, ilu swoich ludzi chcieli wprowadzić do koncernu b. minister spraw wewnętrznych i administracji Krzysztof Janik oraz b. marszałek Sejmu Józef Oleksy. Link http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2007011902  

 

Sprawa nr. 3   

 

 

Orlen spóźnił się z biopaliwowymi inwestycjami. Nie jest mu na rękę, by zarabiali na tym inni. Chce, by limit biokomponentów w paliwie był niższy (najwyżej 3 procent, na dolewanie takiej ilości pozwala koncernowi istniejąca już linia do produkcji eteru). Nieczysta walka toczyła się w Sejmie - prezes prywatnej spółki grał rolę przedstawiciela Kancelarii Prezydenta, reprezentanci innych firm na posiedzeniach komisji sejmowych zgłaszali własne poprawki.  W Sejmie przegrał Orlen. I wtedy postanowił zorganizować kampanię w mediach - tak by wpłynąć na senatorów, którzy mogą poprawiać ustawę. Przedstawiciele Orlenu, w tym wiceprezes koncernu Janusz Wiśniewski, w rozmowie z nami zaprzeczali, że współpracują w tej sprawie z lobbystami. Jednak prawda wygląda inaczej.
Medialna akcja Orlenu zaczęła się od analizy 25 listopada, zamieszczonej w jednym z największych dzienników w Polsce. Dziennik pisał m.in., że rewolucja (to znaczy wprowadzenie ustawy o biopaliwach - red.) zapowiada bardzo poważne problemy dla kierowców, a forsowane normy ilości biokomponentów mogą prowadzić do niszczenia silników i urządzeń do ogrzewania mieszkań. "Aby uniknąć odpowiedzialności za naprawy silników, sprzedawcy nowych aut mogą po prostu wyłączyć je z ochrony gwarancyjnej, uzasadniając to stosowaniem przez kierowców niewłaściwego paliwa". W tekście nie było argumentów drugiej strony.

Link http://grining.bblog.pl/wpis,8222;zezowate;szczescie8221;;biopaliw,4172.html  

 

Przykład historyczny wsparcia rządowego na lobby weglowe w paliwach.  

 

Początkowo motorem doświadczeń popieranych przez lobby węglowe była chęć zagospodarowania nadwyżek węgla kamiennego z Zagłębia Ruhry. Naukowcy nie mieli zamiaru tworzyć technologii umożliwiającej prowadzenie wojny mimo braku złóż ropy naftowej. Złowrogi sens badaniom nadał Albert Speer, który dostrzegł szansę i pomysł podsunął Hitlerowi. Przy hojnej dotacji Rzeszy do 1939 r. powstało 25 dużych wytwórni syntiny, nie licząc dziesiątków mniejszych, produkujących uzupełniające komponenty (fabryki działały również na dzisiejszym terytorium Polski: w Policach, Oświęcimiu, Blachowni, Kędzierzynie-Koźlu i wielu innych miejscach). Skala produkcji była zdumiewająca: w 1938 r. – 1,4 mln ton, co stanowiło 20 proc. ówczesnego zużycia, w 1943 r. już 5 mln ton – 56 proc. zużycia. Lotnictwo w 92 proc. polegało na syntinie, transport cywilny napędzano wyłącznie benzynowym ersatzem. W pierwszych miesiącach 1944 r. produkcja jeszcze wzrosła, ale później zaczęła spadać, bowiem alianci zaczęli bombardować fabryki syntiny, co radykalnie przyspieszyło koniec wojny. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

STANDARD OIL a powiązania z nazistowska III Rzeszą i finansowanie Hitlera i walka o nowy podział świata

niedziela, 10 czerwca 2007 13:14

STANDARD OIL a powiązania z nazistowska III Rzeszą i finansowanie Hitlera i walka o nowy podział świata 

 

     

 

Rola, kontrolowanej przez Rockefellerów, firmy "Standard Oil" w przygotowaniu hitlerowskich Niemiec do II wojny światowej była niezwykle istotna. Niemcy nie posiadały    wystarczających ilości ropy naftowej w celu wyprodukowania  paliwa do prowadzenia nowoczesnej, opartej o sprzęt zmotoryzowany, wojny. Przykładowo w 1934 roku aż 85% produktów końcowych przetwarzania ropy naftowej pochodziło z importu. Rozwiązaniem tego problemu było wytwarzanie benzyny syntetycznej w oparciu o własne, bogate złoża węgla. Jak się okazuje udoskonalenie  technologii umożliwiającej taką produkcję, w której wykorzystano  proces tzw. hydrogenizacji (uwodornianie węgla),  zostało sfinansowane i przeprowadzone w laboratoriach "Standard Oil" w USA we współpracy z "I.G. Farben"  . W wyniku umów zwartych w 1929 roku , odnowionych potem w 1937 roku "w Teksasie i New Jersey zostały zbudowane wspólne laboratoria . Jednym z produktów ich doświadczeń będzie sławny gaz Cyklon-B ." Jak podaje w swoim, raporcie z października 1936 roku ambasador amerykański w Berlinie, William Dodd  - "... tylko w bieżącej chwili ponad setka korporacji amerykańskich utrzymuje tutaj swoje filie i stosuje umowy o współpracy (...) "Du Pont" jest głównym partnerem "I.G. Farben" , "Standard Oil" , który kazał wpłacić tutaj w grudniu dwa miliony dolarów, podpisał kontrakt na 500 000 dolarów rocznie jako subwencje, aby pomóc w produkcji gazu syntetycznego na użytek wojskowy (...) "International Harvester" według świadectwa swego prezesa zwiększył  tutaj o 33% swoje roczne obroty (...) Nasze firmy lotnicze ("Bendix Aviation") zawarły porozumienie z Kruppem ... Tak samo "General Motors" i "Ford" (...) "Vacuum Oil" zainwestowała już sześć milionów marek ...  "

 

 

W Waszyngtonie raporty te zostały schowane do szuflady, podczas gdy prasa kontrolowana przez Franklina Delano Roosevelta i jego przyjaciół oburzała się "postępem faszyzmu w Europie". Zresztą ówczesny prezydent USA był świetnie zorientowany w całej sytuacji. Sam będąc benificjentem spekulacji dokonywanych na niemieckiej marce aż do 1924, miał również w swoim otoczeniu finansistów mocno zaangażowanych w rozwój gospodarczy hitlerowskich Niemiec. Innymi przykładem  udziału "Standard Oil" we wspomaganiu gospodarki III Rzeszy było dostarczenie technologii wytwarzania syntetycznego kauczuku oraz etylu, mającego duże znaczenie jako składnik paliwa używany do zwiększania wydajności i żywotności silników w lotnictwie i  pojazdach samochodowych. W 1924 roku założono w Nowym Jorku "Ethyl Gasoline Corporation" , która była własnością "Standard Oil Company of New Jersey" i "General Motors Corporation", w celu kontroli i wykorzystania amerykańskich patentów na wytwarzanie i dystrybucję czteroetylku ołowiu  i  etylu  i w USA i za granicą. Początkowo wytwarzanie tych produktów odbywało się jedynie w Stanach Zjednoczonych, jednak już w 1935 roku  firma "Ethyl Gasoline Corporation" przekazała tajemnicę ich produkcji hitlerowskim Niemcom. Z kolei , gdy w 1938 Luftwaffe pilnie potrzebowała 500 ton czteroetylku ołowiu , wówczas to firma "Ethyl Export Corporation" z Nowego Jorku  pożyczyła owe 500 ton przekazując je za pośrednictwem  "Ethyl G.m.b.H" w Niemczech . Podsumowując obecność "Standard Oil" w rozwoju gospodarki III Rzeszy, należy stwierdzić ,że nie ograniczała się ona tylko do  przekazywania patentów i ulepszania technologii produkcji syntetycznej benzyny czy też kauczuku , ale wiązała się także z projektowaniem i budową nowych fabryk produkcji paliw w Niemczech. Dokonano przy tym pewnego podziału rynku, bowiem "Standard Oil" zatrzymał dla siebie monopol w dziedzinie produktów naturalnych ropy naftowej i kauczuku, odstępując "I.G. Farben" i jej filiom monopol produktów syntetycznych. których wydajność została polepszona przez badania we wspólnych laboratoriach w USA. Przykładowo w 1934 roku Niemcy produkowały tylko 300 000 ton produktów opartych na ropie naftowej i mniej niż 300 000 ton syntetycznej benzyny. Zaś w 1944 roku,  po przekazaniu przez "Standard Oil of New Jersey" patentów i technologii  produkcji benzyny syntetycznej z węgla, w oparciu o proces tzw. hydrogenizacji (uwodornienie węgla) ,  ilość ta wzrosła do 6 500 000 ton  z czego aż  5 500 000 ton (85%)  stanowiły produkty syntetyczne .  Co ciekawe firma "Standard Oil" była reprezentowana poprzez  swoją niemiecką filię -"Deutsche -Amerikanische Petroleum A.G." (DAPAG)   także w tzw. "Kole Keplera". Koło to , powstałe z inicjatywy Wilhelma Kepplera, prezesa jednej z filii "I.G.Farben", było w istocie grupą przemysłowców zdecydowanych w 1931 roku na stałe kierowanie funduszy dla NSDAP . Jak się okazuje  "Standard Oil" posiadał 94% udziałów firmy "DAPAG" , której dwaj dyrektorzy : Karl Lindemann i Emil Helffrich byli członkami wspomnianego "Koła Kepplera"

 

    

 

Pouczający przykład próby takiego podziału na nowo, walki o podział na nowo daje przemysł naftowy.

 

«Naftowy rynek świata - pisał Jeidels w r. 1905 - i teraz jeszcze jest podzielony pomiędzy dwiema wielkimi grupami finansowymi: amerykańskim «Trustem Naftowym» («Standart Oil Co») Rockefellera i panami rosyjskiej nafty bakuńskiej, Rotszyldem i Noblem. Obie grupy są ściśle ze sobą związane, ale ich monopolistycznemu położeniu zagraża oto już od kilku lat pięciu wrogów»[80]: 1) wyczerpanie amerykańskich źródeł nafty; 2) konkurencyjna firma Mantaszewa w Baku; 3) źródła nafty w Austrii i 4) w Rumunii; 5) źródła nafty za oceanem, a zwłaszcza w koloniach holenderskich (niezmiernie bogate firmy Samuela i Shella, związane także z kapitałem angielskim). Trzy ostatnie grupy przedsiębiorstw związane są z wielkimi bankami niemieckimi, z największym «Bankiem Niemieckim» na czele. Banki te samodzielnie i planowo rozwijały przemysł naftowy, np. w Rumunii, ażeby mieć «swój» punkt oparcia. W rumuńskim przemyśle naftowym liczono w r. 1907 kapitałów zagranicznych 185 min- franków, w tym niemieckich - 74 miliony».

 

     Rozpoczęła się walka, którą w literaturze ekonomicznej nazywa się wprost walką o «podział świata». Z jednej strony, «Trust Naftowy» Rockefellera pragnąc zagarnąć wszystko założył «towarzystwo-córkę» w samej Holandii, skupując źródła naftowe w Indiach Holenderskich i usiłując w ten sposób zadać cios swemu głównemu wrogowi: holendersko-angielskiemu trustowi «Shella». 2 drugiej strony, «Bank Niemiecki» i inne banki berlińskie dążyły do «zachowania» dla «siebie» Rumunii i połączenia jej z Rosją przeciwko Rockefellerowi. Ten ostatni posiadał bez porównania większy kapitał i doskonale zorganizowany transport oraz dostawę nafty konsumentom. Walka musiała się skończyć i skończyła się w r. 1907 całkowitą porażką «Banku Niemieckiego», któremu pozostawało jedno z dwojga: albo zlikwidować z milionowymi stratami swoje «interesy naftowe», albo podporządkować się. Wybrano to ostatnie i zawarto bardzo niekorzystną dla «Banku Niemieckiego» umowę z »Trustem Naftowym». W myśl tej umowy «Bank Niemiecki» zobowiązywał się «nie przedsiębrać nic na niekorzyść interesów amerykańskich», przy czym jednakże było przewidziane, że umowa traci swą moc, jeżeli w Niemczech wprowadzona zostanie ustawa o państwowym monopolu naftowym.Wówczas rozpoczyna się, «komedia naftowa». Jeden z finansowych królów Niemiec, von Gwinner, dyrektor «Banku Niemieckiego», za pośrednictwem swego prywatnego sekretarza, Staussa, rozpoczyna agitację za monopolem naftowym. Puszcza się w ruch cały olbrzymi aparat największego banku berlińskiego, wszystkie rozległe «stosunki», prasa zachłystuje się od krzyku «patriotycznego» przeciw «jarzmu» trustu amerykańskiego i Reichstag prawie jednogłośnie uchwala 15 marca r. 1911 rezolucję wzywającą rząd do opracowania projektu monopolu naftowego. Rząd podchwycił tę «popularną» ideę i zdawało się, że gra «Banku Niemieckiego», który chciał nabrać swego amerykańskiego kontrahenta i poprawić swe interesy za pomocą monopolu państwowego, jest wygrana. Niemieccy królowie naftowi rozkoszowali się już przedsmakiem olbrzymich zysków, nie ustępujących zyskom cukrowników rosyjskich... Ale, po pierwsze, wielkie banki niemieckie pokłóciły się między sobą o podział łupu i «Towarzystwo Dyskontowe» zdemaskowało niebezinteresowność «Banku Niemieckiego»; po drugie, rząd uląkł się walki z Rockefellerem, ponieważ było rzeczą bardzo wątpliwą, czy Niemcy dostaną naftę bez niego (wydajność Rumunii jest niewielka); po trzecie, nadeszła miliardowa asygnacja r. 1913 na przygotowania wojenne Niemiec. Projekt monopolu został odłożony. Na razie «Trust Naftowy» Rockefellera wyszedł z walki zwycięsko. W swoim dziele wydanym w 1776 r. Adam Smith dowodził, że warunkiem bogacenia się narodów poprzez sprawiedliwe i optymalne wykorzystanie ich potencjałów gospodarczych i zasobów naturalnych jest wolna, nieskrępowana ograniczeniami państwowymi wymiana handlowa. Warunki tej wolności to: wolny przepływ towarów, wolny przepływ kapitału i wolny przepływ siły roboczej.Fortuny zgromadzone przez monopole tworzyły niewyobrażalne możliwości polityczne. Na dobre i na złe kontrolę nad państwem przejęły prywatne imperia finansowe. John D. Rockefeller i jego Standard Oil Company władał rynkiem energetycznym Ameryki (kontrolując 70% światowego rynku)Podobieństwa sprawy Microsoftu do Standard Oil Co. polegają na między innymi na tym, że obie firmy osiągnęły swą pozycję przez agresywne działania konkurencyjne, procesy innowacyjne, politykę cenową, stając się monopolistą na właściwym sobie rynku. Ale przede wszystkim przez fakt, iż jedno i drugie przedsiębiorstwo sprzedaje podstawowy produkt dla ówczesnej gospodarki.     John D. Rockefeller stawiając na „czarne złoto" w Pensylwanii  w 1859 r. otwiera szereg rafinerii ropy naftowej pod nazwą "Standard Oil". W momencie, kiedy staje się właścicielem rynku naftowego podnosi cenę baryłki nafty z 10 centów do 20 dolarów.największe przeboje regulacji"-- sprawa Standard Oil z 1906 roku- odkrywa te same schematy arbitralnych wyroków sądowych, brak poważania dla konsumentów i "powiązania" polityczne z administracją wymiaru sprawiedliwosci, które można było zaobserwować podczas sprawy Microsoftu w 1998 roku.

F.D.Roosevelt - jeden ze spekulantów marką

Pod tym względem socjaliści niemieccy byli absolutne zgodni z wysoką finansjerą, przemysłowcami, sztabem generalnym i nawet junkrami pruskimi. A wszyscy razem ze Sprzymierzonymi. Stąd carte blanche dana na utrzymanie 70 tysięcy żołnierzy, a następnie, w Traktacie Wersalskim, na Reichswehrę w sile 100 tysięcy ludzi, pozwalającą generałowi Gronerowi, a później Hansowi von Seeckt, na przywrócenie porządku. W tym czasie, to jest od 1920 do 1924, wytrawni spekulanci zaczęli pchać się do Niemiec, gdzie inflacja doszła do tego stopnia, że jakikolwiek drobny posiadacz silnych walut mógł zgromadzić fortunę. Na jedną markę w 1913 przypadało 15 marek w 1921, a następnie 45,7 marki w 1922. W styczniu 1923 będzie to 4279, w lipcu 84 150, a dwakroć tyle pod koniec roku. Stąd widok arcybogatych spekulantów dźwigających walizy banknotów, aby wykupić towary, na które przeciętny Niemiec nie mógł sobie pozwolić. Ze swą walutą cudzoziemcy inwestowali za niską cenę w przemysł i handel. „To wsparcie - zauważa para belgijskich historyków, J. i J.H.Pirenne - pozwoliło na natychmiastowe wyciągnięcie przemysłu niemieckiego z trudności finansowych. W ten sposób, w rok po zakończeniu wojny, konkurencja niemiecka pojawiła się znowu na rynkach zagranicznych." Jedną z osób, które odniosły największe korzyści z pierwszych spekulacji marką od 1921 do 1923, był Franklin Delano Roosevelt, co przypomniał w 1975 historyk A.Sutton w pracy poświęconej Wall Street. Otóż Roosevelt założył był w Kanadzie spółkę „United Europeen Investors" (UEI), wyspecjalizowaną w inwestycjach w Niemczech. Jeszcze raz biurowiec przy 120 Broadway w Nowym Jorku posłużył za podporę do tych operacji; tam właśnie Roosevelt usadowił swą własną fundację „Warn Spring Foundation" i tu mieli siedzibę jego wspólnicy z „UEI" (między innymi Max Warburg), od 1917 jednego ze źródeł finansujących rewolucję rosyjską. Wśród nich również Wilhelm Cuno, ówczesny prezes „Hamburg-America Line" (HAPAG). Otóż w 1921 Cuno został kanclerzem Weimaru...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Czy karać dwa razy za to samo niezgodnie z zasada prawną nem bis idem w zakresie jakości i monitoringu paliw na stacjach

niedziela, 10 czerwca 2007 8:41

Czy karać dwa razy za to samo  niezgodnie z zasada prawną nem bis idem w zakresie jakości i monitoringu paliw na stacjach

 

Podstawą jest kontrowersyjny artykuł opublikowany na stronie URE sygnowany przez pracownika URE!

 Link  http://ure.gov.pl/portal/pl/272/2346/  

 

TEZA URE

 Odpowiadając natomiast na pytania: dlaczego Prezes URE nie zaczeka na zakończenie śledztwa prokuratorskiego, zakończenie postępowania sądowego , można by się ograniczyć do stwierdzenia, że Prezes URE jako centralny organ administracji rządowej jest zobowiązany do postrzegania obowiązującego prawa i tak właśnie postępuje. Słuszność podejmowanych rozstrzygnięć administracyjnych została wielokrotnie potwierdzona przez Sąd Okręgowy − Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Warszawie (dalej SOKiK). 

 

 OCENA PRAWNA 

 

 Kara przewidziana w tym przepisie jest karą obligatoryjną. Wskazać należy, że przepisy art. 56 ust. 1 i 2 Prawa energetycznego są samodzielną podstawą do wymierzenia kary pieniężnej i żaden z powyższych nie przewiduje konieczności wykazania zawinionego działania przedsiębiorcy. Dokonanie przez przedsiębiorcę czynu określonego w art. 56 ust. 1 pkt 1-16 Prawa energetycznego jest więc wystarczającą przesłanką do zastosowania przepisów z art. 56 ust. 1 i 2 Prawa energetycznego i wymierzenia kary pieniężnej przez Prezesa URE. Jak wynika bowiem z przepisu art. 56 ust. 6 Prawa energetycznego stopień zawinienia sprawcy jest jedynie jednym z elementów, które Prezes uwzględnia przy ustalaniu wysokości kary pieniężnej.  

 

 ORZECZNICTWO W SPRAWACH JAKOŚCI PALIW 

Z kolei w wyroku z dnia 1 marca 2006 r. (sygn. akt XVII AmE 103/04) Sąd OKiK stwierdził, iż  nie podziela stanowiska powódki, że jej rola przy zakupie paliwa ograniczona jest do egzekwowania od dostawcy certyfikatu jakościowego. Należytą staranność powódki należy oceniać, zgodnie z art. 355 § 2 k.c., a więc uwzględniając zawodowy charakter prowadzonej przez nią działalności. Działalność ta ma charakter koncesjonowany, a koncesja nakładała na powódkę obowiązek sprzedaży paliw o jakości zgodnej z obowiązującymi przepisami (warunek koncesji) W ocenie Sądu, na powódce ciążył zatem obowiązek stworzenia takiej organizacji, aby wykluczyć możliwość wprowadzenia do sprzedaży paliwa o jakości nieodpowiadającej obowiązującym przepisom.

 

 

 

  Ukarani przez Prezesa URE przedsiębiorcy, odwołując się od decyzji o nałożeniu kary, niejednokrotnie przedstawiali argument, że posiadali przekazywane im przez pośredników certyfikaty jakości paliw, wystawiane m.in. przez producentów paliw (rafinerie), co miało upewniać ich w przekonaniu, że wprowadzają do obrotu paliwa o prawidłowej jakości. Sąd OKiK rozpatrując jedno z odwołań zawierających tego rodzaju argumenty, w wyroku z dnia 9 listopada 2005 r. (sygn. akt XVII Ame 67/04) wyraził pogląd, w myśl którego:

akceptując warunki koncesji, powód zobowiązał się do sprzedaży paliw, których parametry jakościowe są zgodne z parametrami wynikającymi z zawartych umów lub norm określonych obowiązującymi przepisami, co oznacza, że uznał, iż jest on w stanie z obowiązku tego się wywiązać. Należy przy tym zwrócić uwagę, że przedsiębiorca ma pełną swobodę wyboru działań, które podejmie w celu wywiązania się z obowiązków koncesyjnych. Kontrola poszczególnych partii paliwa jest tylko jednym z możliwych działań w tym zakresie i wcale nie koniecznym, jeśli przedsiębiorca będzie zaopatrywał się w paliwa od podmiotów do których ma zaufanie. Oparcie się wyłącznie na certyfikacie jakości producenta należy ocenić jako działanie niedostateczne. Certyfikat taki oznacza jedynie, że producent zapewnia o jakości paliwa w chwili zakupu od niego. Nie oznacza to jednak, że paliwo to posiada właściwą jakość w chwili sprzedaży na stacji paliw. W czasie pomiędzy sprzedaźą paliwa przez (...) producenta, a sprzedażą paliwa konsumentowi jest wiele możliwości zmiany składu paliwa zarówno na stacji benzynowej jak i u pośredników. Powód nie wykazał zaś, że podjął działania, które uniemożliwiałyby obniżenie jakości paliwa, lub czyniłyby to nieopłacalnym (np. poprzez zawarcie w umowach z pośrednikami kar umownych za dostarczenie paliwa o jakości nieodpowiadającej normom wynikającym z obowiązujących przepisów).

 

  Jeśli przedsiębiorca nie pobrał stosownych próbek paliwa do kontroli, to nie zrobił wszystkiego co było możliwe, aby nie wprowadzić do obrotu paliwa o jakości niezgodnej z obowiązującym prawem. Należy także podkreślić, że poleganie wyłącznie na zaufaniu do dostawców zapewniających o prawidłowej jakości dostarczanego paliwa jest, w ocenie sądu, działaniem niedostatecznym i nierozważnym. W sytuacji, gdy przy odbiorze paliwa powód nie zadbał o dochowanie aktów staranności obrazujących jakość odbieranego towaru to zatem na nim, w ocenie Sądu, ciąży odpowiedzialność za wprowadzenie do obrotu paliwa złej jakości. Powód nie udowodnił bowiem, jakiej jakości paliwo otrzymał od dostawców oraz, że nie było możliwości zmiany jakości paliwa w czasie, gdy znajdowało się w zbiornikach powoda. Zatem, powód na własne ryzyko dopuścił do jego sprzedaży przyjmując na podstawie dokumentu, że spełnia ono normy jakościowe określone w obowiązujących przepisach. Tym samym, w ocenie Sądu, powód przejął na siebie odpowiedzialność za jakość otrzymanego paliwa (zobacz wyrok z 26 lutego 2007 r., sygn. akt XVII AmE 138/06). 
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Odmowa wydania koncesji na obrót paliwami przez Prezesa URE

niedziela, 10 czerwca 2007 8:09

Sprawa odmowy wydania koncesji URE na paliwa w orzecznictwie sądu antymonopolowego Wyrok SOKiK, XVII Ame 34/05 

Jedna ze spółek z siedzibą w województwie świętokrzyskim ubiegała się w Urzędzie Regulacji Energetyki o koncesję na obrót paliwami ciekłymi. Przeszkodą w jej uzyskaniu okazał się fakt prawomocnego skazania w 2001 r. prezesa spółki za użycie podrobionej faktury VAT wystawionej za sprzedaż opału, co naraziło Skarb Państwa na utratę ok. 22 tysięcy zł.

 

Wobec powyższego Prezes URE odmówił wydania spółce koncesji, a SOKiK podtrzymał tę decyzję. Zgodnie z brzmieniem art. 33 ust. 3 ustawy - Prawo energetyczne, Prezes URE odmawia udzielenia koncesji wnioskodawcy, który znajduje się w postępowaniu upadłościowym lub likwidacji, został skazany prawomocnym wyrokiem sądu za przestępstwo mające związek z przedmiotem działalności gospodarczej określonej ustawą. 

 

Fakt skazania prawomocnym wyrokiem za przestępstwo mające związek z przedmiotem działalności gospodarczej określonej ustawą - Prawo energetyczne z pewnością przeczy także instytucji rękojmi prawidłowego wykonywania działalności koncesyjnej, jaką musi dawać ubiegający się o koncesję wnioskodawca. Przepisy ustawy z dnia 15 września 2000 r. - Kodeks spółek handlowych (Dz. U. z 2000 Nr 94, poz. 1037 ze zm.) wyraźnie wskazują okoliczności stanowiące przeszkodę w pełnieniu funkcji w organach spółki. Zgodnie z art. 18 KSH członkiem zarządu, rady nadzorczej, komisji rewizyjnej albo likwidatorem nie może być osoba, która została skazana prawomocnym wyrokiem za przestępstwa określone w przepisach rozdziałów XXXIII do XXXVII Kodeksu karnego oraz w art. 585, 587, 590 oraz 591 ustawy. Do powyższych przestępstw należą m.in. ujawnienie tajemnicy państwowej i służbowej, podrobienie lub przerobienie dokumentu, używanie cudzych dokumentów, kradzież, rozbój, paserstwo, a także przestępstwa przeciwko obrotowi gospodarczemu, pieniędzmi i papierami wartościowymi.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Proces antymonopolowy uprzywilejowania na polskim rynku paliw

sobota, 09 czerwca 2007 9:48

Sentencja wyroku Sądu Najwyższego I CKN 858/00 z dnia 2002.07.04 dot. zaniechanie stosowania praktyk monopolistycznych polegających na nadużywaniu pozycji dominujący na rynku dysrybucji paliw:  

- podział rynku według kryteriów podmiotowych w następstwie uprzywilejowanego traktowania w sprzedaży paliw podmiotów powiązanych z Petrochemią P. S.A.,- sprzedaż towarów w sposób powodujący uprzywilejowanie niektórych przedsiębiorców poprzez realizację ich zamówień w zakresie nieproporcjonalnie większym niż "drobnych odbiorców" i "maxi-hurtowników" w następstwie uprzywilejowanego traktowania konkurentów, tzw. "drobnych odbiorców" i "maxi-hurtowników".

 

   

Zróżnicowanie przedsiębiorców w zakresie realizowania składanych przez nich zamówień, jedynie w części uzasadnione przez wzgląd na funkcje publiczne określonych przedsiębiorców bądź zależności wynikające z powiązań kooperacyjnych, pozostają w sprzeczności z zasadą równoprawnego traktowania swych kontrahentów.

 

Dane statystyczne, prezentowane zarówno w uzasadnieniu stanowiska Prezesa Urzędu, jak i Sądu Antymonopolowego niepodważalnie dowodzą, iż Koncern wymienionych zakazów nie przestrzegał. Wykazane w wyniku postępowania dowodowego zróżnicowanie przedsiębiorców w zakresie realizowania składanych przez nich zamówień, jedynie w części uzasadnione przez wzgląd na funkcje publiczne określonych przedsiębiorców bądź zależności wynikające z powiązań kooperacyjnych, pozostają w sprzeczności z zasadą równoprawnego traktowania swych kontrahentów (por. wyrok SN z dnia 2 czerwca 1999 r., I CKN 43/98, OSNC 1999/12/216).

 

 

 

 Tymczasem powód z założenia stosował praktykę odmienną, dzieląc odbiorców paliw na kategorie bez równoczesnego posługiwania się kryteriami obiektywnymi. W gronie uprzywilejowanych znalazły się te silnie związane kapitałowo z Koncernem kosztem drobnych i słabych, dla których usytuowanie na rynku w poważnym stopniu zależy od pewności zaopatrzenia, zwłaszcza w sytuacji gdy nie mają dostępu do alternatywnego źródła zaopatrzenia.  
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pitawal patentowy o magnetyzerach do paliwa

sobota, 09 czerwca 2007 8:56

Magnetyzery do uzdatniania węglowodorów w procesie sądowym o prawa patentowe przed Sądem Okręgowym w Warszawie XVI Wydział Gospodarczy z dnia 18 lipca 2003 roku. Sygn.akt XVI GC 997/97 

 Amerykański patent firmy MGJ Magnetizer USA, reprezentowanej przez Stefana Zawistowskiego z firmy Mundimex z Nowego Jorku  nr 4.605.498 dotyczy (a właściwie dotyczył, gdyż jego ochrona wygasła) wyłącznie ochrony na terenie USA ( i tylko USA) urządzenia do magnetycznej obróbki płynów nadających się do picia, a nie metody i urządzeń do magnetycznego uzdatniania gazu, benzyny, oleju i innych paliw węglowodorowych.

 Polska metoda aktywacji paliw węglowodorowych, wody i cieczy, jak i rozwiązania techniczne obydwu magnetyzerów są zdecydowanie odmienne według  mgr inż. Krystian Witaszak, który jest współautorem wynalazku MULTIMAG Patenty : USA 6,143,045 , Europa 0964994, Polska 186233. 

 

Nawet adwokaci z pierwszych stron gazet, zaangażowani przez firmę Mundimex . zrezygnowali z prawa odwołania się od tego wyroku do instancji nadrzędnej, po przeczytaniu uzasadnienia wyroku, iż zdaniem Sądu, głównym i jedynym powodem wniesienia oskarżeń przez Powoda / Mundimex/, była chęć wyeliminowania z rynku aktywatorów MULTIMAG. Wniosek Sądu wynikał z licznych dowodów rzeczowych, które przedstawiliśmy. Jednoznaczne opinie wyrazili również biegli sądowi.  Najmniejszych wątpliwości nie miały także Urzędy Patentowe w USA, w Europie i w Polsce.

 

Mimo uzyskania z Mundimexu olbrzymiej ilości pism i uzasadnień, że MULTIMAG stanowi nielegalne odwzorowanie oryginalnego amerykańskiego wynalazku znanego w świecie od 1984 roku jako.Magnetizer.- specjaliści Urzędów Patentowych, rozpoznali z łatwością  

Link  http://www.multimag.pl/multi_oszczerstwo_mundimex.php 

Przed Sądem Okregowym w Poznaniu, toczy się aktualnie sprawa z powództwa AXEL SPRINGER POLSKA SP.Z O. O. przeciwko Krystian Witaszako ochronę dóbr osobistych dziennikarza tygodnika Auto Świat red. Macieja Brzezinskiego.AXEL SPRINGER domaga się natychmiastowego wycofania z mojej strony internetowej artykułów " Auto Świat kłamie oraz Auto Świat boi się prawdy i pisma niemieckie atakują Multimagi. "


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kto może być świadkiem w procesie paliwowym?

wtorek, 05 czerwca 2007 9:10

Kto zatem może być świadkiem?

W polskim systemie prawnym może nim być każda osoba bez względu na wiek, płeć, stan psychiczny lub fizyczny, pozycję społeczną, karalność. Przepisy obowiązujących procedur sądowych nie znają już ustawowych przyczyn dyskwalifikacji zeznań świadka. Zasada ta dotyczy zarówno sytuacji, w której wcześniej zakłada się niewiarygodność świadków faktycznych, jak i wykluczenia pewnych kategorii osób ze względu na ich właściwości psychofizyczne, uniemożliwiające im dokonywanie prawidłowych spostrzeżeń oraz przekazywanie ich sądowi.

 

  
Jedynym ograniczeniem w dopuszczalności przeprowadzenia dowodu z zeznań świadka w procesie karnym są następujące sytuacje przewidziane przepisami procedury karnej:

 

  • zeznania zostały złożone w warunkach wyłączających swobodę wypowiedzi (art. 171 § 1 k.p.k.);  np. wymuszanie zeznań bicie lub groźbą a nawet szantażem.
  • Ponadto świadkowi przysługuje prawo do odmowy udzielenia odpowiedzi na konkretne pytanie jeżeli zeznanie mogłoby narazić jego lub jego bliskich, wymienionych wyżej, na odpowiedzialność karną, hańbę lub dotkliwą i bezpośrednią szkodę majątkową albo jeżeli zeznanie miałoby być połączone z pogwałceniem istotnej tajemnicy zawodowej.

 

Kodeks karny chroniąc nietykalność i wolność świadka, a tym samym gwarantując prawidłowe i wolne od nacisków funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, penalizuje w art. 245 k.k. zachowania w postaci używania przemocy lub groźby bezprawnej w celu wywarcia wpływu na świadka lub w związku z tym naruszenia jego nietykalności cielesnej.

 

 Kodeks postępowania administracyjnego, jak i Ordynacja podatkowa, nie zna dowodu z pisemnych "oświadczeń kontrahentów". Dowodem natomiast w konkretnej sprawie mogą, być zeznania tych osób (kontrahentów) w charakterze świadków złożone przed organem podatkowym w określonym trybie i przy zachowaniu zasad ustalonych w kodeksie postępowania administracyjnego Ordynacji Podatkowej. Przesłuchanie świadków na okoliczność prowadzenia dokumentacji księgowej nie ma znaczenia dla oceny rzetelności księgi.. 

 

 Orlengate: Kluczowy świadek kłamał? 

Czy kluczowy świadek składający zeznania przed sejmową komisją do spraw PKN Orlen kłamał? Prokuratura podejrzewa, że b. prokurator Andrzej Czyżewski minął się z prawdą mówiąc, że nie brał udziału w podwyższaniu kapitału jednej ze spółek paliwowych Jeśli prokuratura potwierdzi tę informację, będzie mogła przedstawić mu zarzut składania fałszywych zeznań, za co grozi mu kara do 3 lat więzienia. Przede wszystkim jednak pod znakiem zapytania stanie wiarygodność innych zeznań składanych przez Czyżewskiego przed sejmową komisją do spraw Orlenu. 

Świadek ; Andrzej Czyżewski w piśmie do prokuratora generalnego RP Zbigniewa Ziobry (12 stycznia 2007 r.): Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i wniosek o wszczęcie ścigania karnego. Niniejszym zawiadamiam Prokuratora Generalnego RP o zaistnieniu uzasadnionego podejrzenia popełnienia w okresie czasu 2003–2007 przez M. Wełnę, prok. Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie szeregu czynów przestępczych określonych w Rozdziałach XXIX i XXX ustawy Kodeks Karny w interesie grupy przestępczej określanej terminem „mafia paliwowa” i osób zaliczanych do jej kierowniczych struktur, oraz b. funkcjonariuszy wojskowych służb specjalnych, przez co dopuścił się powstania po stronie Skarbu państwa wielomilionowych strat z tytułu zagarnięcia przez te osoby należności podatkowych w postaci podatku VAT, w toku prowadzonego przez niego, względnie pod jego nadzorem, w sposób stronniczy, śledztw przez Prokuraturę Apelacyjną w Krakowie. (...) Działając wspólnie i w porozumieniu z P. Komorowskim, M. Wełna ukrył, względnił.

„Gazeta Wyborcza”, „Kto znów dybie na Wassermanna”, autor: Adam Zadworny (12 lutego 2007 r.): Kim jest Andrzej Czyżewski, którego opowieści o powiązaniach polityków z mafią paliwową w połowie 2005 r. „poraziły” członków komisji śledczej ds. Orlenu? Niektórzy policjanci i prokuratorzy nieoficjalnie mówią, że to mitoman albo człowiek sterowany przez służby specjalne. Przedstawia się jako były prokurator, choć nim nigdy nie był. Na początku lat 80. wyjechał na Zachód. Wrócił w latach 90. jako współpracownik niemieckich firm paliwowych.

Orlengate: świadek ze strony PKN Orlen 

Kluczowy świadek Krzysztof  Kluzek przekonywał komisję, że mafia paliwowa mogła działać m.in. dzięki różnicom w akcyzie na olej napędowy i opałowy. Zwracał uwagę komisji, że premier Marek Belka wstrzymał toczące się w resorcie finansów prace nad zrównaniem obu podatków. - Czy może mieć to związek z faktem, że brat premiera Zbigniew Belka pracował w PKN Orlen? - dopytywał Antoni Macierewicz, ale nie uzyskał jednoznacznej odpowiedzi. Kluzek sugerował jednak, że Zbigniew Belka nieprzypadkowo dostał posadę w Orlenie, podobnie jak żona Zbigniewa Siemiątkowskiego i córka Alicji Grześkowiak. Mówił, że mieszanie różnych olejów odbywa się m.in. w jednostkach wojskowych, co zgłosił już szefowi WSI Markowi Dukaczewskiemu. Kluzek potwierdził, że to on złożył zawiadomienie do prokuratury na członka zarządu Orlenu Janusza Wiśniewskiego, w związku z porażką Orlenu z firmą JK Energy w przetargu na dostawę oleju napędowego do PKP Cargo. Z JK Energy, przypominał, związana była m.in. żona Józefa Oleksego, a Wiśniewski jest kojarzony z politykami SLD. - Dotarła do mnie informacja, że po złożeniu przeze mnie zawiadomienia bardzo zdenerwowali się pan Marek Ungier i pan Józef Oleksy. Atmosfera, która się wokół mnie wtedy wytworzyła, wskazywała na to, że powinienem już wyjeżdżać - opowiadał. Dodał, że w końcu paliwo do PKP Cargo dostarczyła nie JK Energy, ale J&S "w trybie bezprzetargowym".

 

Kluczowy świadek Ship-Serwis , Solo

Kluczowy dla śledztwa przeciwko mafii paliwowej świadek, Jerzy Krzystyniak, zrobił oszałamiającą karierę biznesową dzięki politycznym koneksjom w SLD i poparciu tajnych służb PRL. Na początku lat 90. otrzymał koncesję na import i handel bezcłowym paliwem z tzw. kontyngentu fińskiego. To była żyła złota, gdyż w tym czasie paliwo było obłożone 40-procentowym cłem. Sprzedaży firmy Krzystyniaka - Solo - spółce J&S, monopoliście na rynku dostaw ropy do Polski. zarzuca prokuraturze próbę szantażu. Twierdzi, że proponowano mu wolność w zamian za obciążanie polityków. Cyt „Byłem nakłaniany do zeznań obciążających Artura Balazsa w zamian za zmianę środka zapobiegawczego. Nazwisko Jacka Piechoty też padało – oświadczył”  

 

Historyczne korzenie przesłuchania Prezydenta jako świadka

Sejmowe komisje śledcze na dobre zagościły w naszym pejzażu prawnym i politycznym. A z każdą nowo powołaną ponownie powraca problem dopuszczalności przesłuchania prezydenta jako świadka. Staje się też pewną tradycją głoszenie - wątpliwych z prawnego punktu widzenia -wypowiedzi na temat procesowego statusu głowy państwa.

 

Jest jednak jeszcze jedno ciekawe pytanie: jakie jest źródło ciągle powtarzanych opinii o prawie prezydenta do odmowy zeznawania przed komisją i jego specjalnym statusie jako świadka?  Sądzę, że tendencje do specjalnego traktowania świadka-prezydenta wynikają z głęboko utrwalonego kodu normatywnego. Otóż kodeks postępowania karnego z 1928 r. przyznawał prezydentowi szczególny przywilej w zakresie obowiązku zeznawania w postępowaniu karnym. Gdyby zaszła konieczność przesłuchania prezydenta (a miał on, tak jak i dziś, taki sam obowiązek składania zeznań w sprawie jak inny obywatel), sąd był obowiązany zwrócić się pisemnie do głowy państwa o wyznaczenie miejsca i czasu przesłuchania. Uzasadnienie takiego specjalnego traktowania prezydenta jest oczywiste i moim zdaniem trafne: było ono wyrazem nadzwyczajnego respektu dla godności i rangi tak wysokiego urzędu konstytucyjnego w państwie. Co ciekawe, przepis ten jakoś się przechował i obowiązywał jako relikt II RP w innej rzeczywistości aż do1970 r., czyli prawie dwadzieścia lat od momentu usunięcia instytucji prezydenta z ustroju PRL. Ustawa procesowa z 1969 r. zniosła przywilej prezydencki w zakresie wyboru sposobu zeznawania, a do przedwojennej regulacji ustawodawca nie zdecydował się powrócić w k.p.k. z 1997 r.

 Link http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070614/prawo/prawo_a_12.html 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Typowy slalom prawa podatkowego w pitawalu administracyjnym podatkowym

poniedziałek, 04 czerwca 2007 21:40

  

Orzeczenie NSA, I FSK 158/05 jak prosto się uwikłać w podatku akcyzowym w zwolnieniu – pitawal administracyjny - bez puenty!!!  

 

Opodatkowaniu podatkiem akcyzowym podlega import takich towarów,

które z natury swej przeznaczone są do użycia jako paliwa silnikowe

albo jako dodatki lub domieszki do paliw silnikowych, natomiast

 zwolniony jest od podatku akcyzowego import takich towarów,

które mimo wskazanego zasadniczego przeznaczenia w konkretnym

przypadku po wprowadzeniu na polski obszar celny wykorzystane

zostaną do innych celów.

Naczelny Sąd Administracyjny po rozpoznaniu w dniu 27 października 2005 r.

na rozprawie w I Wydziale Izby Finansowej skargi kasacyjnej Spółki z o.o. "T."

od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Białymstoku

z dnia 3 grudnia 2004 r. sygn. akt I SA/Bk 214/04 w sprawie ze skargi

Spółki z o.o. "T." na decyzję Dyrektora Izby Celnej

w B. z dnia 14 maja 2004 r. w przedmiocie określenia podatku akcyzowego

i podatku od towarów i usług

od towaru ujętego w zgłoszeniu celnym oddala skargę kasacyjną.

Wyrokiem z dnia 3 grudnia 2004 r., sygn. akt I SA/Bk 214/04 Wojewódzki

Sąd Administracyjny oddalił skargę T. spółki z o.o. z siedzibą w S. na

decyzję Dyrektora Izby Celnej w B. z dnia 14 maja 2004 r., utrzymującą

w mocy decyzję Naczelnika Urzędu Skarbowego w B. z dnia 27 lutego 2004 r.

W uzasadnieniu Sąd przedstawił przebieg postępowania w sprawie podając,

iż Naczelnik Urzędu Skarbowego w B. uznał zgłoszenie celne spółki z dnia 24

listopada 2003 r., dotyczące oleju bazowego SAE-20, za nieprawidłowe w

części dotyczącej zwolnienia od podatku akcyzowego i odmówił spółce

 skorzystania ze zwolnienia w podatku akcyzowym, określając należny

podatek akcyzowy w wysokości 282.932,20 zł oraz należny podatek od

towarów i usług w kwocie 61.944,50 zł w miejsce pobranego w kwocie

122.989,70 zł. Podatek akcyzowy i różnicę w podatku od towarów i usług zarejestrowano jako dług celny. Dyrektor Izby Celnej w B., rozpoznając

 odwołanie, utrzymał w mocy ww. decyzję i wskazał, iż importowany olej

winien być zakwalifikowany do pozycji 2710 taryfy celnej, zgodnie z

kodem PCN 2710 19 99 0 obejmującym pozostałe oleje smarowe i pozostałe

oleje, które jako wymienione w pozycji 14b załącznika nr 3 do

rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 22 marca 2002 r. w sprawie podatku akcyzowego (Dz. U. Nr 27, poz. 269 z późn. zm.) podlegają obowiązkowi

akcyzowemu w wysokości 1.129 zł/1.000 l. Zatem nie mogą być one zwolnione z akcyzy,  niezależnie od faktu złożenia przez spółkę oświadczenia,

iż sprowadzane  towary nie będą przeznaczone do użycia jako paliwa silnikowe, albo jako  dodatki lub domieszki do paliw silnikowych lub nie będą odsprzedane w

celu ich zużycia jako paliwa silnikowe albo jako domieszki do paliw

 silnikowych. Organ odwoławczy podkreślił, iż przewidziane w § 11 pkt 1 c)

ww. rozporządzenia zwolnienie z podatku akcyzowego dotyczy wyłącznie

importu towarów wymienionych w poz. 14a załącznika nr 3 do ww.

rozporządzenia, natomiast importowany przez spółkę olej bazowy SAE-30

został wymieniony w pozycji 14b załącznika nr 3 do tego rozporządzenia.

W skardze do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego spółka podniosła,

iż wbrew twierdzeniom organów podatkowych, spełniła ona wszystkie

konieczne warunki skorzystania ze zwolnienia, to jest: złożyła oświadczenie przewidziane w § 11a oraz jednocześnie wykazała, iż importowany olej mógł

być wykorzystany jako komponent do paliw silnikowych, natomiast pozycja

14a załącznika nr 3 do ww. rozporządzenia przewiduje zwolnienie z akcyzy

 towarów innych niż wymienione w pozycji 14, które są przeznaczone do

użycia jako paliwa silnikowe lub domieszki do paliw silnikowych bez względu

na kod PCN.

Uznając skargę spółki za nieuzasadnioną Wojewódzki Sąd Administracyjny

w Białymstoku stwierdził, że organy podatkowe obu

instancji prawidłowo przyjęły, iż z treści przepisów ustawy z dnia 8

stycznia 1993 r. o podatku od towarów i usług oraz o podatku akcyzowym

(Dz. U.

Nr 11, poz. 50 z późn. zm.) oraz rozporządzenia Ministra Finansów z dnia

 22 marca 2002 r. w sprawie podatku akcyzowego jednoznacznie wynika,

iż ze zwolnienia z podatku akcyzowego korzystały wyłącznie towary

wymienione w poz. 14a załącznika nr 3 do rozp. MF, natomiast importowany

olej mieścił się w poz. 14b ww. rozporządzenia, określającego towary

zaliczane do kodu PCN od 2710 19 01 do 2710 19 99 0 jako: "Oleje smarowe,

z wyłączeniem 2710 19 85 0 - oleje białe, parafina ciekła ex 2710 19 99 0 -

smary plastyczne". Tym samym w ocenie Sądu pierwszej instancji brak było

podstaw prawnych do zwolnienia importu przedmiotowego oleju od podatku akcyzowego, mając również na uwadze, iż w dokumencie SAD sama spółka

 określiła ww. towar jako olej smarowy. W skardze kasacyjnej od

powyższego wyroku T. spółka z o.o. wniosła o jego uchylenie w całości,

w związku z naruszeniem przepisów ww. rozporządzenia Ministra Finansów

z dnia 22 marca 2002 r. poprzez błędną wykładnię § 11 pkt 1c i § 11a ust. 1

ww. rozporządzenia i pkt 14a oraz 14b załącznika nr 3 do ww. rozporządzenia.

 

Strona skarżąca ponownie podkreśliła, iż podniesiona przez spółkę w toku postępowania okoliczność, iż olej SAE-30 mógł być wykorzystywany jako

domieszka i dodatek do paliw silnikowych, została potwierdzona fachową

 opinią prof. Adama Ł. i jako taka nie została faktycznie zakwestionowana

przez organy celne jak i Wojewódzki Sąd Administracyjny.

 

Jednocześnie w ocenie strony skarżącej zaaprobowana przez Sąd wykładnia przepisów ww. rozporządzenia dokonana przez Naczelnika Urzędu

Skarbowego oraz Dyrektora Izby Celnej pozostaje błędna ze względu na fakt,

 iż punkt 14a załącznika nr 3 do tego rozporządzenia stwierdził jednoznacznie,

że punkt ten obejmuje towary przeznaczone do użycia jako paliwa silnikowe

albo jako dodatki lub domieszki paliw silnikowych inne niż wymienione w

pozycji 14. Tym samym literalne brzmienie tego przepisu wskazuje, że jeżeli

 towar jest przeznaczony do użytku określonego w tym punkcie i

jednocześnie będzie towarem innym niż towary wymienione w pozycji 14,

to może być zwolniony od podatku akcyzowego po spełnieniu innych

warunków przewidzianych rozporządzeniem. Towary te mogą znajdować

 się w różnych pozycjach załącznika nr 3 rozporządzenia (także w pozycji

14b) z wyjątkiem pozycji 14. Natomiast w toku postępowania ustalono, że importowany olej SAE-30 znajdował się niewątpliwie w pozycji innej niż

pozycja 14 załącznika nr 3, a więc po spełnieniu innych warunków

przewidzianych rozporządzeniem (tj. złożeniu stosownego oświadczenia),

mógł być zwolniony od podatku akcyzowego. Zdaniem skarżącej spółki

na taką wykładnię i zastosowanie przepisów wskazuje również późniejsza

zmiana rozporządzenia w sprawie podatku akcyzowego, która uchyliła

przepisy rozporządzenia z dnia 22 marca 2002 r., czyli rozporządzenie

Ministra Finansów z dnia 23 grudnia 2003 r. w sprawie podatku akcyzowego

 (Dz. U. z 2003 r. Nr 221, poz. 2196). Regulacje zamieszczone w tym akcie

zawierają takie same wymogi dotyczące zwolnienia od podatku akcyzowego

towarów wprowadzonych na inne cele niż do użycia jako paliwa silnikowe

albo jako dodatki lub domieszki do paliw silnikowych (§ 10 pkt 1 lit. c) i § 11

 ust. 1 pkt 1), a poszczególne punkty są odpowiednikami dotychczasowych postanowień. Skoro zatem ustawodawca wyłączył w stanie prawnym

obowiązującym po dniu 1 stycznia 2004 r. możliwość zwolnienia od podatku akcyzowego spornych towarów (wymienionych w pozycjach 14 i 16, dawne

14 i 14b), to sam wskazał, iż w stanie prawnym obowiązującym przed dniem 1 stycznia 2004 r. pozycja 14b załącznika nr 3 do rozporządzenia nie była

wyłączona z możliwości skorzystania ze zwolnienia od podatku akcyzowego.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Absurdalne procesy sądowe vs. afery koncernów paliwowych o tle politycznym

niedziela, 03 czerwca 2007 19:19
Absurdalne procesy sądowe  vs. afery koncernów paliwowych o tle politycznym 

Szaleństwo prowadzenia sądowych sporów wymyka się spod kontroli i trzeba narzucić jakieś ograniczenia .

 Nie ma co się oszukiwać, prawnicy są grupą wpływową w Polsce. W Sejmie co ósmy polityk to prawnik. Ale coraz więcej osób zaczyna walczyć z limitami korporacji. W ogromnej większości krajów europejskich adwokatem zostaje się na podstawie egzaminu organizowanego przez państwo lub z udziałem państwa. Ważny jest artykuł napisany przez Wacława Wilczyńskiego. : „Przez prawie pół wieku prawo tworzone było na potrzeby komunistycznej partii i totalitarnego reżimu. Nie służyło ono bynajmniej budowie państwa prawa (…). Podkreślano służebność prawa wobec tak zwanej polityki. Ślady tego klimatu są do dziś doskonale widoczne (…). Rażąca jest niezdolność wielu prawników do właściwej kwalifikacji czynów i zaszłości, gotowość do ferowania wątpliwych opinii w sprawach gospodarczych. O pomstę woła nasza legislacja, słabość prawniczej reprezentacji w Sejmie, gdzie nadal uchwala się ustawy buble. W środowisku prawniczym z jednej strony widoczna jest niezdolność do przeciwstawienia się naciskom złych polityków i biurokratów, a z drugiej- hamowanie dostępu do zawodu osobom bez protekcji. Złe ustawodawstwo, swoista podrzędność władzy sądowniczej wobec ustawodawczej i wykonawczej nie sprzyjają oczywiście egzekucji prawa. Po prostu lepiej prawa wtedy nie egzekwować i nie narażać się pinii publicznej, żądającej taryfy ulgowej dla wszystkich z wyjątkiem morderców (…).

Adwokaci pytani, czy nie jest ich czasem za mało, zgodnie zaprzeczają. Twierdzą, że porównania z innymi krajami nie mają sensu, ponieważ tam jest inny poziom rozwój gospodarczego, inne tradycje. Za przykład służy im często zwyczaj sporządzania testamentów, w Polsce prawie nieznany. A tymczasem z badań Fundacji Helsińskiej, broniącej praw człowieka wynika, że w 2001 roku, aż 65% osób sądzonych i 55% tych, którzy siedzieli już w więzieniach, nie wzięło adwokata, bo był zbyt drogi. I nic tu nie pomoże przekonywanie, że dla niezamożnych można powoływać adwokatów z urzędu. Sądy w drobnych sprawach niechętnie korzystają z tego prawa, a ponadto obrońcy z urzędu pracują niedbale, o czym już wspominałam. Problem reputacji adwokatów nabiera szczególnego znaczenia w sytuacji, gdy jest ich niewielu.

 

 

 Amerykańska swoboda demokratyczna i kultura prawna

Przy Amerykańskim Stowarzyszeniu Prawników Procesowych (ATLA) działa grupa Wymiany Informacji Prawniczej, która gromadzi dane potrzebne do wnoszenia pozwów. Istnieją nawet firmy specjalizujące się w finansowaniu kosztów pozwów- w zamian za udziały w zyskach po wygraniu sprawy. Najlepsi adwokaci latają prywatnymi odrzutowcami. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że działania tych prawników dalekie są od etyki adwokackiej. Manipulacje klientami, wykorzystywanie naiwności ławników, opłacanie biegłych, czy aktywne poszukiwanie klientów (listy z propozycją włączenia się do zbiorowego pozwu w zamian, na przykład, za bony, które nie są później honorowane). I tu wkraczamy na teren tzw. common law. Co to właściwie znaczy? Amerykańskie prawo cywilne jest bardziej elastyczne, pozostawia więcej władzy sędzią, niż prawo Europy kontynentalnej, które jednak nadal w większej części opiera się na ustawach i kodeksach. Prof. Marek Safian, prezes Trybunału Konstytucyjnego, mówi: „W rezultacie sądy mają większe możliwości stwarzania niejako nowego typu szkód, dynamiczniej dostosowując się do zmieniających się potrzeb ludzi”. Oczywiście łączy się to z korupcją, gdyż adwokaci kierują sprawy do jurysdykcji, gdzie sędziowie- w poszczególnych stanach wybieralni- często przyjmują datki na kampanie wyborcze od samych adwokatów!

 

 

Rekordowy wyrok w USA

Według oskarżenia Exon Mobile zaniżał swe dochody pochodzące z wydobycia gazu ziemnego u wybrzeży Alabamy i dzięki temu oszukał ten stan na sumy sięgające kilkudziesięciu milionów dolarów. Dla wyrównania strat Alabamie przyznano 60 mln dol. Reszta zasądzonej sumy to kara za próbę oszustwa i ostrzeżenie na przyszłość.  Kwota taka nie zostanie jednak prawdopodobnie wypłacona. Sędzia zapewne zmniejszy kary zaproponowane przez ławę przysięgłych. Sprawa trafi też do sądu wyższej instancji.  

 

Procedura rosyjska wobec obrońców

Prokuratura Generalna Federacji Rosyjskiej wystąpiła wczoraj do Ministerstwa Sprawiedliwości o pozbawienie licencji adwokackich dziewięciorga z 10 rosyjskich obrońców byłego szefa koncernu naftowego Jukos Michaiła Chodorkowskiego.  

Jukos pomaga ujawnić raport o WSI

Pomocna w upowszechnianiu rapory WSI jest to GTS Polska sp. z o.o., także zarejestrowana w Warszawie, czyli innymi słowy - Energis.Właścicielem GTS Energis Polska jest GTS Energis Central Europe, ta zaś jest własnością rosyjskiego holdingu bankowego Menatep, założonego w minionej dekadzie przez Michaiła Chodorkowskiego, współwłaściciela Jukosu, dziś odsiadującego w jakimś łagrze wyrok za domniemane oszustwa podatkowe.Zeby była jasność: to wszystko wydaje mi się zabawne i nic więcej.PS. Mam już informacje z obu zainteresowanych źródeł. Kancelaria Prezydenta wyjaśnia, że raport WSI powiesiła od razu na stronach Energisu spodziewając się ruchu, który przekroczy możliwości własnego serwera Kancelarii. Istotnie około południa - w chwili największego naporu - strona notowała około 150 wejść na sekundę. Teraz (16.40) ruch utrzymuje się na poziomie około 70 wejść na sekundę, dlatego na www.prezydent.pl chwilami nie daje się wejść. Przekierowanie działa jednak cały czas prawidłowo. GTS Energis informuje natomiast, że od 2000 roku świadczy Kancelarii Prezydenta usługi hostingowe.Źródło: http://krzysztofleski.salon24.pl/6217,index.html

 

Afera Elf - Leuny a,  prywatyzacja w b. NRD

W 1992 r. francuski koncern naftowy Elf Aquitaine kupił w ramach prywatyzacji majątku byłej NRD sieć stacji benzynowych Minola i rafinerię Leuna. Była to transakcja prestiżowa, popierana przez rządy Francji i Niemiec. Szybko rozeszły się pogłoski, że przy tej okazji niemieccy politycy z obozu rządowego zainkasowali ogromne sumy. Faktem jest, że niemiecki biznesmen Dieter Holzer otrzymał od koncernu Elf 161 mln franków. Co się stało z tymi pieniędzmi, nie wiadomo. Czyżby wpłynęły na "czarne konta" Helmuta Kohla? Ostatnio prokuratura generalna RFN doszła do wniosku, iż nie ma dowodów, że w sprawie Leuny niemieccy politycy zostali przekupieni. Członkowie komisji dochodzeniowej Bundestagu nie uważają wszakże sprawy za zakończoną i zamierzają przesłuchać byłego dyrektora koncernu Elf, Loika Le Floch-Prigenta, i menedżera, Alfreda Sirvena, siedzących we francuskich więzieniach. Afera Elf – 37 osób z kierownictwa francuskiego koncernu paliwowego „skasowało” 400 mln euro. Prasa francuska sugerowała, że trafiły one na konta tamtejszych polityków. Biznesmeni odpłacali się „za życzliwość”.   

 

Afera lobbystyczna UNIPETROL

 Polak Jacek Spyra spotkał się w Pradze z przedstawicielami firmy Agrofert i miał od nich odebrać łapówkę w wysokości 10 mln koron (ok. 1,35 mln zł). Za te pieniądze lobbysta obiecywał pomoc w Polsce. Dzięki swoim koneksjom miał doprowadzić do cofnięcia przez krakowską prokuraturę europejskiego nakazu aresztowania właściciela Agrofertu Adreja Babisza, a także zamknięcia w Polsce śledztwa w sprawie prywatyzacji Unipetrolu. Sprawa czeskiego koncernu wybuchła jesienią 2005 r. Media w obu krajach zaczęły informować, że aby wygrać przetarg na prywatyzację Unipetrolu ogłoszony w 2003 r. przez rząd w Pradze, Orlen musiał zawrzeć niekorzystne umowy z Agrofertem. Dzięki nim firmie Babisza (który był znajomym ówczesnego premiera Czech Stanislava Grossa) odsprzedano po zaniżonych cenach udziały w najbardziej rentownych spółkach prywatyzowanego koncernu wchodzących w skład sekcji chemicznej. W Czechach prywatyzację Unipetrolu bada parlamentarna komisja śledcza.  

 

Afera Shell  Nigeria

wpadł koncern paliwowy Shell w połowie lat 90. w związku ze swoją działalnością w Nigerii. Miejscowi obrońcy przyrody na czele z przywódcą ruchu Ken Saro-Wiwa zarzucali gigantowi, że wydobywa ropę, powodując gigantyczne zniszczenia środowiska w delcie Nigru i wspiera skorumpowane władze Nigerii. Sprawa zaczęła się odbijać echem w międzynarodowych mediach. Rząd nigeryjski przestraszył się, że koncern wycofa się z kraju. Aresztował więc i stracił Ken Saro-Wiwa oraz ośmiu jego współpracowników.  Na stacjach Shella pojawili się demonstranci z transparentami: "Shell go to hell" (Shell, idź do piekła).  

 

Szwedzki minister – tło afery  Bildt udziałem koncernów międzynarodowych .

 Na łamach mediów szwedzkich pojawiły się w komentarzach wątpliwości, co do neutralności Bildta wobec reżimu w Sudanie, czy w Syrii, ważnego partnera handlowego Lundin Petroleum. 

  • Carl Bildt siedział również w zarządzie Lundin Petroleum  od końca lat dziewięćdziesiątych. Koncern ten ma powiązania z Sudanem, Iranem i rosyjskim koncernem naftowym KMOC
  • Carl Bildt sprzedał akcje warte niemal milion koron (ok. 500 tys. zł) spółki Vostok Nafta, gdzie był członkiem zarządu.
  • Carl Bildt posiada również akcje i opcje* o wartości 9,8 miliona koron (ok. 5 mln zł) w Legg Mason amerykańskiej firmie świadczącej usługi zarządzania aktywami

Carl Bilt został wybrany do zarządu Vostok Nafty i zawarł wówczas najkorzystniejszy kontrakt w swoim życiu - wziął udział w dwóch "programach opcyjnych", dających mu prawo zakupu akcji za wcześniej ustaloną cenę w ciągu określonego czasu. W styczniu ub.r., kiedy rozgorzał skandal związany ze wstrzymaniem przez Rosję dostaw gazu na Ukrainę, Bildt wykorzystał swoje prawo i kupił 2000 akcji Vostok Nafta. Okazało się, że dobę po tym zakupie wartość jego akcji wzrosła o 22 proc., zachowując nadal tendencję wzrostową. Tą samą "opcją" szef szwedzkiego MSZ ma prawo posłużyć się w grudniu br., najprawdopodobniej z równie pomyślnym skutkiem.  Fundusz Inwestycyjny Vostok Nafta został założony 25 października 1996 r. i zarejestrowany na Bermudach. 29 września br. wartość jego aktywów wyniosła 2,65 mld dolarów. Czysty zysk w ciągu pierwszego półrocza br. wyniósł 897 mln dolarów. Na portfel funduszu składają się akcje rosyjskich koncernów surowcowych (Gazprom - 90,83 proc., Rosneft - 2,31 proc., TNK - BP - 2,21 proc.). Vostok Nafta posiada 1 proc. akcji Gazpromu. Przewodniczącym rady dyrektorów jest Lukas Lundin, syn zmarłego we wrześniu br. Adolfa Lundina.


Rodzina Lundinów kontroluje 30 proc. akcji, a pozostały pakiet dzielą poszczególni prywatni inwestorzy szwedzcy - pisze rosyjski "Kommiersant". Dlatego sytuacja, w której "szwedzki minister spraw zagranicznych ma interesy w przedsięwzięciu, które jest instrumentem rosyjskiej polityki państwowej, jest nierozsądna" - zauważył w sztokholmskim dzienniku "Svenska Dagbladet" prof. Kristian Gerner, ekspert ds. rosyjskich.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Procesy antymonopolowe w Polsce i USA w koncernach naftowych

niedziela, 03 czerwca 2007 15:32
DZIĘKI USTAWOWEMU NIEISTNIENIU MONOPOLI w USA a może w Polsce koncerny paliwowe mają się dobrze.

 A w USA

 

 

Praktyki monopolistyczne w firmach i koncernach naftowych są one surowo zabronione przez prawo federalnei są w tym zakresie  liczne orzecznictwa  oparte o precedensowe  wyroki sądów antymonopolowych.

Zaczęło się to od czasów Rockefellera, którego firma Standard Oil of New Jersey była prawdziwym rekinem, bez żadnej przesady. Pożerał on po kolei wszystko. Mawiał: "Dajmy tamtej firmie troszkę popocić się!" , co oznaczało to samo co zwrot "Wyprowadzić skazańca!" ¬ i ludzie wyskakiwali z okien wieżowców lub zostawali nędzarzami, a ich firma zostawała połknięta za grosze. Rockefeller codziennie stawał na ulicy i rozdawał ubogim dziesięciocentówki, "ludzki był człowiek. Zanosiło się że Standard Oil połknie calą gospodarkę amerykańską, bez żadnej przesady. Uchwalono więc w 1898r. ustawę („Sherman Anti-Trust Act“), które nakazuje Rządowi rozbijać przymusowo na mniejsze, wszystkie firmy, które nie tylko w skali całego USA, ale nawet w skali lokalnej zdobywają zbyt dużą część rynku. Standard Oil of New Jersey pierwszy poszedł pod ćwiartujacy topór.   I tak to prawo działa i dziś, juz od ponad  stu lat; czy nie jest to godny pozazdroszczenia przykład stabilności amerykańskich praw? .Pod olbrzymim naciskiem opinii publicznej, która zarzucała Rockefellerowi, że dorobił się, bezwzględnie niszcząc rywali i wywłaszczając mniejszych posiadaczy,przez co wypaczał kapitalizm, podcinając jego korzenie, czyli wolną konkurencję – Sąd Najwyższy USA rozwiązał wreszcie Rockefellerowski monopol naftowy Standard Oil Company. Jednakże sprytny Rockefeller podzielił gigantyczny koncern na szereg drobnych przedsiębiorstw (pozornie niezależnych), które nadal koordynowały wspólnie wydobycie i sprzedaż. Kiedy Rockefeller przeszedł w końcu na emeryturę (w 1917 roku imperium objął John D. II, jego syn), dysponował osobistym majątkiem o wartości miliarda dolarów. Płotki przeistoczyły się w rekiny i dziś nikt nie pamięta machlojek protoplasty rodu, jego wzlotów i upadków, ale wszyscy znają założoną przez rodzinę Rockefellerów fundację, której hojne dary i zasługi społeczne spotkały się z uznaniem Ameryki. I tak Rockefeller z łupieżcy przekształcił się w filantropa zgodnie z zasadą, że brudne pieniądze dezodoryzują się same. A tym czasem obecnie

OBECNIE ----- Projekt przedstawiony w Kongresie USA  (już został zatwierdzony w izbie niższej i został przekazany do Senatu) zakłada, że:


1. Korporacje, jeśli udowodnią, iż są w kłopotach finansowych, mają szansę uzyskać zwolnienie z płacenia podatku do budżetu państwa na zawsze. Obecne prawo nakazuje płacenie przez multikorporacje przynajmniej małego (w porównaniu do ich dochodów) podatku, niezależnie od tego, jakimi wybiegami będą się posługiwać. Ale to jeszcze nie wszystko. W podobnym wypadku korporacje mają dostać zwrot pieniędzy za podatek, który płaciły w ciągu ostatnich 15 lat! To znaczy, że z kieszeni podatników zostanie wydana następująca pula pieniędzy dla następujących firm: 833 miliony USD dla General Motors, 1 miliard dla Ford Company, 1,4 mld dla IBM i 671 milionów dla GE, 600 milionów dla ChevronTexaco, 254 miliony dla Phillips Petroleum oraz setki milionów dla innych megakorporacji.


2. Dodatkową 21-miliardową ulgę podatkową, która pozwoli bankom i innym finansowym gigantom zabezpieczyć dochody korporacji międzynarodowych przed opodatkowaniem, poprzez przeniesienie ich do banków w krajach o skorumpowanych rządach, które oczywiście są rajem dla zagranicznych podatników.  

 

A w Polsce 

 

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na PKN Orlen karę w wysokości 14 mln zł za złamanie prawa antymonopolowego i utrudnianie rozwoju konkurencji na rynku płynów do chłodnic. W toku postępowania Prezes UOKiK stwierdził, że PKN Orlen wykorzystując silną pozycję na rynku glikolu utrudnia rozwój konkurencji na innym - płynów do chłodnic. Jego cena stanowi około 70 proc. kosztów produkcji płynów. Wszelkie zmiany cen glikolu sprzedawanego przez Orlen konkurentom mają zatem decydujący wpływ na wysokość cen płynów. Tymczasem koncern cenę Petrygo kształtuje w całkowitym oderwaniu od kosztów oferowanego przez siebie surowca"  PKN Orlen ma ponad 90 proc. udziałów w krajowym rynku glikolu monoetylenowego - podstawowego składnika niezamarzających płynów do chłodnic samochodowych.

 

 

 Urzędy antymonopolowe Ukrainy oraz USA oraz od Komisja Europejska  (KE)  zgodziły się na zakup akcji Mazeikiu Nafta (Możejek) przez PKN Orlen.PKN Orlen podał, że wszczęte 21 marca 2005 r. przez UOKiK postępowanie antymonopolowe w związku z podejrzeniem zawarcia przez PKN Orlen i Grupę Lotos porozumienia o jednoczesnym zakończeniu produkcji i dystrybucji benzyny uniwersalnej U-95 jest w bardzo wstępnej fazie i brak jest podstaw do tworzenia rezerwy w bilansie.  "Obecnie PKN Orlen SA jest w trakcie przygotowywania żądanych przez prezesa UOKiK materiałów" - podano w komunikacie.  Prezes UOKiK może nałożyć na każdego z uczestników karę w wysokości do 10 proc. rocznego przychodu firmy. 

 

Polityka antymonopolowa, ogół działań państwa mających na celu przeciwdziałanie procesom monopolizacji lub ich skutkom i ochronę zasad wolnej konkurencji. Konieczność prowadzenia polityki antymonopolowej motywowana jest powstawaniem społecznych kosztów związanych z monopolizacją. Przejawiają się one głównie: w zmniejszaniu przez monopole rozmiarów produkcji i podaży, co prowadzi do wzrostu cen i osiągania przez nie wyższego niż w warunkach wolnej konkurencji zysku, zwanego zyskiem monopolowym, w niepełnym wykorzystaniu zdolności wytwórczych i wyższych przeciętnych kosztach produkcji, hamowaniu postępu technicznego, narzucaniu innym podmiotom gospodarczym warunków transakcji niezgodnych z zasadami uczciwej konkurencji.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Polityczne uwarunkowanie w procesach naftowych dla firm paliwowych w USA i Rosji

niedziela, 03 czerwca 2007 13:59

 Historyczny literacki pitawal naftowy    

Autor: May Karol Tytuł oryginalny: Der Ölprinz  Język oryginału: niemiecki

 

Akcja powieści rozgrywa się na Dzikim Zachodzie. Biali osadnicy prowadzeni przez traperów wplątani w walkę pomiędzy dwoma szczepami indiańskimi, podejrzana transakcja sprzedaży tajemniczego pola naftowego, pustynni rabusie osaczeni w Arizonie przez wojsko, a nade wszystko Winnetou i Old Shatterhand - to nie wymaga rekomendacji.

 

 USA 

Powiązania między rządem w Waszyngtonie a wielkimi koncernami naftowymi mają w USA wielką tradycję, ale po wyborach roku 2000 w Białym Domu zasiedli urzędnicy bezpośrednio reprezentujący interesy sektora naftowego.
Condoleezza Rice była szefową rady nadzorczej Chevronu a jej imieniem nazwano jeden z taknowców pływających dla tej firmy, Dick Cheney ciągle pobiera rodzaj pensji z kasy Halliburtona a o naftowych powiązaniach rodziny Bushów nie trzeba nawet wspominać. Trudno nie dostrzec związku między tymi faktami a strukturą priorytetów polityki energetycznej przyjętych przez Waszyngton w dokumencie pt. Narodowa Polityka Energetyczna (NEP) z maja 2001 roku. Dokument zredagowany pod nadzorem Cheneya preferuje poszukiwanie nowych zasobów i zwiększenie zaangażowania w obronę starych.
 W połowie 2001 r. przed sądami amerykańskimi i brytyjskimi toczyło się aż 365 tys.  procesów (sic!!!) przeciwko korporacji Federal-Mogul w sprawie ubocznej azbestu. 

 

Prognoza

 

Jeśli wygra senator Kerry, jest obawa, że może być więcej tego samego, jeśli chodzi o sytuację na Bliskim Wschodzie. Natomiast jest pewnym, że należy się spodziewać większych podatków i powrotu do nękania przedsiębiorstw przez absurdalne procesy sądowe, zwiększając przez to tendencje do ucieczki przemysłu za granicę. 

Źródło Przemysław Wielgosz Supermocarstwo w naftowym bagnie link http://www.1917.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=129&Itemid=38

 

 

 Rosja

 

 

W Rosji putinowskiej przede wszystkim trzeba kategorycznie i otwarcie zrezygnować z kolonialnych w swej istocie umów z globalnymi monopolami, podpisanych w pierwszej połowie lat 90. i albo bezpośrednio łamiących rosyjskie prawo (jak np. Kaspijskie Konsorcjum Rurociągowe stwarzające konkurencję dla rosyjskiej ropy), albo szkodzących rosyjskim interesom. Do tych ostatnich zaliczają się np. umowy o podziale produkcji (UPP), na podstawie których zagranicznym inwestorom przyznano prawo zabierania prawie całego zysku z wydobycia rosyjskiej ropy i gazu, Rosja zaś, nie dość, że całkowicie rekompensuje im zawyżone koszty wydobycia swoich własnych surowców, to jeszcze, jak się okazuje, jest uważana za ich dłużnika.

 

Roman Abramowicz w duecie z Bieriezowskim przejął Sibnieft, a gdy jego partner uciekł z kraju, podkupił jego udziały. W 2005 r. sprzedał akcje Sibnieftu za 13,1 mld dolarów. W 2006 r. zainwestował ok. 200 mln dol. w Rosnieft

 

Michaił Fridman szef Grupy Alfa posiadającej  połowę akcji koncernu naftowego TNK-BP

 

Wagit Alekpierow w czasach ZSRR pełnił funkcję zastępcy ministra sektora naftowego i gazowego. Powszechnie uważa się go za jednego z najbardziej lojalnych wobec Kremla oligarchów naftowych. Od początku istnienia firmy Łukoil (założonej w 1991 r.) jest jej szefem i gwarantem realizacji polityki dyktowanej przez państwo (powiększanie wpływów przez uzależnianie krajów sąsiedzkich od rosyjskich dostaw surowców naturalnych).  Jest właścicielem 13 proc. akcji Łukoilu.

 

Oleg Deripaska w połowie 2006 r. od Władimira Putina dostał pozwolenie na zakup za 300 mln dol. akcji Rosnieftu  

Wiktor Wekselberg największy majątek przyniosły oligarsze inwestycje naftowe. Za pośrednictwem Renovy stał się właścicielem 12,5 proc. akcji TNK-BP - dziś ten pakiet wycenia się na 6,5 mld dolarów. 

 

 Rosyjska prokuratura generalna  postawiła kolejne zarzuty i skierowała akt do sadu Michaiłowi Chodorkowskiemu, byłemu właścicielowi kompanii naftowej Jukos i holdingu finansowego Menatep, który odsiaduje obecnie ośmioletni wyrok w położonej na Syberii kolonii karnej po skazaniu w 2005 w pokazowym procesie za wielomiliardowe oszustwa podatkowe, defraudacje i nieprawidłowości przy prywatyzacji koncernów surowcowych w połowie lat 90. Tym razem ten były oligarcha oskarżony zostanie o pranie brudnych pieniędzy i przywłaszczenie cudzego mienia, za co grozi mu kara do 15 lat więzienia. w wyniku czego został skazany  Takie same zarzuty prokuratura postawiła Płatonowi Lebiediewowi, dawnemu bliskiemu współpracownikowi Chodorkowskiego skazanemu w tym samym procesie, co jego szef. Jak poinformował jeden z obrońców byłego właściciela Jukosu, nowe oskarżenia opiewają na łączną kwotę 23-25 miliardów USD.   

   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Do jakich wartości mogą odwoływać się sędziowie sądów administracyjnych?

niedziela, 03 czerwca 2007 11:43

Czym kierują się sędziowie sadów administracyjnych w procesie orzekania powoływanych przez sędziów wartości  i co to oznacza dla podatników w RP? 

  • relatywnie rzadko uzasadniają swoje rozstrzygnięcia poprzez wykazywanie ich zgodności z wartościami pozaprawnymi, takimi jak: cel społeczny prawa, inne jego funkcjeczy specyfika otoczenia społeczno-gospodarczego, w którym działają uczestnicy postępowania (można nazwać to zjawisko względnie niską responsywnością sędziów w stosunku do otoczenia społeczno-gospodarczego), w orzeczeniach podatkowo-gospodarczych może mieć negatywny wpływ na rozwój przedsiębiorczości, ze względu na nie zawsze.

 ·         Relatywnie rzadko uzasadniają swoje rozstrzygnięcia przez odwołanie do generalnych zasad prawa, w tym zasad konstytucyjnych i wspólnotowych (można nazwać to zjawisko względnie niską gotowością sędziów do orzekania na podstawie zasad). Jednocześnie niski   odsetek powołań wartości o charakterze konstytucyjnym wskazuje na niepełne wykorzystanie   szansy, jaką daje art. 8 Konstytucji, przewidujący bezpośrednie jej stosowanie.

 ·         Zjawisko niskiej responsywności sędziów w stosunku do otoczenia społeczno-gospodarczego może mieć wielorakie skutki dla odbioru społecznego orzeczeń. Rozstrzygnięcia oparte wyłącznie na wartościach wewnętrznych, trudno zrozumiałych dla zewnętrznych obserwatorów, mogą powodować subiektywne postrzeganie wyroków jako „nieżyciowych” czy „niesprawiedliwych”, bo nieuwzględniających pozaprawnych okoliczności danej sprawy. W szczególności można zastanawiać się, czy w obecnym porządku konstytucyjnym sędziowie wykorzystują w wystarczającym stopniu dane im narzędzia ochrony wartości istotnych dla działalności gospodarczej.  

 

·         W zakresie aktualności aktów prawnych niska responsywność sędziów może natomiast być przyczyną szybkiej dezaktualizacji aktów prawnych i konieczności interwencji legislacyjnej. Niska responsywność jest bowiem jednoznaczna z rzadkim stosowaniem tzw. wykładni dynamicznej tekstu prawnego, a więc takiej, która w procesie stosowania prawa stara się uwzględniać zmiany społeczne i tak modelować wynik wykładni językowej, aby po rozszerzeniu lub zwężeniu znaczenia terminów prawnych osiągnąć wynik odpowiadający zmienionemu otoczeniu społeczno-gospodarczemu. 

 

 ·         Niska gotowość sędziów do orzekania na podstawie zasad może być przyczyną nadmiernego formalizmu decyzji sędziowskich i subiektywnego poczucia „niesprawiedliwości” rozstrzygnięcia po stronie podmiotów, na których sytuację ma ono wpływ (o takim typie odbioru orzeczeń sądowych mówi łacińska paremia summum ius, summa iniuria najwyższe prawo, najwyższa niesprawiedliwość). Orzeczenie, którego spójność z zasadami konstytucyjnymi czy wspólnotowymi nie została przez sędziego expressis verbis wykazana, może być bowiem postrzegane jako zgodne z literą prawa, lecz nie z jego duchem. To zaś może mieć wpływ na spadek poparcia społecznego dla sądów i na poziom ich autorytetu społecznego.

 ·         Omawiając wyniki badania, nie sposób nie zauważyć relatywnie niskiego poziomu odesłań do wartości mających podstawowe znaczenie dla ochrony swobodnej działalności gospodarczej. Odwołania do konstytucyjnej zasady proporcjonalności czy zasady ochrony interesów w toku kształtują się na poziomie 1–2% odwołań w grupie wartości konstytucyjnych, które jako całość stanowią niespełna 10% wszystkich powoływanych przez sędziów wartości. Podobnie w zakresie grupy wartości zewnętrznych dla prawa, relatywnie niski jest odsetek odniesień do zasady rozstrzygania wątpliwości na korzyść dopuszczalności działania podmiotu prywatnego             (zasada in dubio pro libertate). Wzorce argumentacji stosowane przez sędziówOmówienia wymagają również kombinacje wartości, jakich w uzasadnieniach orzeczeń używali sędziowie polskich sądów administracyjnych w badanym okresie , W 63% rozstrzygnięć zostałowydanych przy użyciu argumentacji opartej wyłącznie na wartościach wewnętrznych prawa. Drugą co do częstotliwości wykorzystania kombinacją (18% orzeczeń) jest zestawienie wartości wewnętrznych i zewnętrznych. Na dalszych miejscach plasują się kombinacje „wartości wewnętrzne + wartości konstytucyjne” oraz „wartości wewnętrzne + zewnętrzne + konstytucyjne”. Taka relacja pomiędzy stosowanymi wzorcami argumentacji jest względnie stała w okresie 1999–2004.

 

Streszczenie Wyniki badań pokazują, że zarówno w grupie orzeczeń dotyczących przepisów prawnych o charakterze materialnym, jak i proceduralnym przeważa argumentacja oparta wyłącznie na wartościach wewnętrznych dla prawa.  

 

W tym kontekście warto postawić pytanie o wpływ  orzecznictwa sądowego na konkurencyjność Polski jako miejsca prowadzenia działalności gospodarczej. W szczególności można zastanawiać się, czy w obecnym porządku konstytucyjnym sędziowie wykorzystują w wystarczającym stopniu dane im narzędzia ochrony wartości istotnych dla działalności gospodarczej.

 Źródło dr Marcin Matczak  link http://webapp01.ey.com.pl/EYP/WEB/eycom_download.nsf/resources/PiP_MMDG.pdf/$FILE/PiP_MMDG.pdf 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

W czym zatem tkwi istota polityki podatkowej firmy paliwowej w zarządzaniu ryzykiem podatkowym a sankcje karno skarbowe ?

sobota, 02 czerwca 2007 7:28

Istota polityki podatkowej firmy paliwowej w zarządzaniu ryzykiem podatkowym 

 

 Podstawa jest:

1. wyznaczanie osób odpowiedzialnych za realizacje polityki podatkowej w obrocie paliwami

2. ustalanie celów polityki podatkowej ( minimalizacja , optymalizacja)

3. określenie priorytetów ( zysk , rozwój , zysk spekulacyjny)

4. określenie profilu ryzyka podatkowego  ( naturalny , urzędniczy , błąd ludzki, systemowy)

5. określenie obszarów potencjalnej optymalizacji ( interpretacje MF , klasyfikacje towarowe, procedury celne WIT)

6. określenie źródeł ryzyka podatkowego ( import cło , akcyza w każdej fazie

7. zdefiniowanie sposobów minimalizacji ryzyka podatkowego w firmie ( dobór kadry , ubezpieczenia ryzyk, gwarancje finansowe, monitoring i audyt podatkowy) 

Wśród szeroko pojętego obszaru ryzyka występującego u pomiotów, można wyróżnić trzy jego filary:

- ryzyko finansowe (sankcje wynikające z przepisów podatkowych)

- ryzyko odpowiedzialności karnej (sankcje wynikające z ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych)

- ryzyko odpowiedzialności karnej członków zarzadu (sankcje wynikajace w ustawy – Kodeks karny skarbowy)  

Z drugiej strony na obszary zarządzania ryzykiem podatkowym składają sie iwzajemnie oddziaływają, elastycznie dopasowując sie niczym elementy układanki: czynnik ludzki, procedury wewnętrzne i systemy informatyczne.Reasumując, jakie sa zatem korzyści z wdrożenia systemu zarządzania ryzykiempodatkowym?

  • Zapewnienie zgodności z prawem podatkowym i innymi przepisami prawa,
  • Zmniejszenie ryzyka błędu w zakresie sprawozdawczości podatkowej,
  • Zachowanie równowagi pomiędzy technicznymi oraz operacyjnymi aspektami dotyczącymi zagadnień podatkowych,
  • Wykrycie nowych możliwości obniżenia obciążeń podatkowych,
  • Zapewnienie efektywniejszej kontroli z punktu widzenia zarzadu oraz udziałowców/akcjonariuszy,
  • Zachowanie najwy/szych standardów,
  • Kształtowanie przewagi konkurencyjnej i wzrost wartości przedsiębiorstwa,
  • Eliminacja lub ograniczenie obszarów ryzyka podatkowego i zabezpieczenie pozycji  podatkowej przedsiębiorstwa,
  • Ograniczenie odpowiedzialności karno-skarbowej osób zajmujących się sprawami  gospodarczymi przedsiębiorstwa.
 Polecam link http://prawo.univ.gda.pl/knpf/files/publications/5_Zarzadzanie_ryzykiem_podatkowym.pdf 
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

DEFINICJA PRZESTĘPSTWA KARNO SKARBOWEGO W PROCESACH PALIWOWYCH

sobota, 02 czerwca 2007 6:57
Przestępstwem jest czyn człowieka zabroniony pod groźbą kary przez obowiązującą ustawę, określającą jego znamiona, zawiniony i społecznie szkodliwy w stopniu więcej niż znikomym.

Zabronienie czynu przez ustawę – element formalny – wskazanie w ustawie jego znamion i kary grożącej za jego popełnienie. Zabronienie czynu pod groźbą kary nadana mu zostaje cecha bezprawności karnej.

 

  

 Element winy stanowi więc niezbędną cechę przestępstwa ( zasada nullum crimen sine culpa ) Przestępstwo karno skarbowe:

      ·        to pewne zdarzenie społecznie niepożądane

·        to pewna instytucja prawa karnego, nie powiązana z faktycznymi zdarzeniami i typami. Przestępstwa stwierdzone i przestępstwa faktycznie popełnione, mogą być rozbieżne. Oznaczenie kodeksowego typu przestępstwa – kradzież jako typ zachowania zakazanego, jako typ przestępstwa określony znamionami przestępstwa.

 

·        to czyn społecznie niebezpieczny, zabroniony pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia i o ustawowo określonych znamionach

 

·         to sprzeczność zachowania człowieka z jakąś norma karną

 

·        to w sensie materialnym (cecha merytoryczna) czyn społecznie niebezpieczny. Niektóre czyny stanowią bezprawie cywilne i nie są przestępstwami, inne zaś są bezprawiem cywilnym i karnym, i są przestępstwami

 

       ·         to w sensie formalnym bezprawność, niezgodność czynu z ustawą karną, czyn   zagrożony karą.

Czyn zawiniony (nie ma odpowiedzialności karnej bez winy) – znamiona przestępstwa.

 1. definicja formalna ( rozwinięta przez szkołę klasyczną )– przestępstwo jako czyn zabroniony pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia, którego znamiona zostały określone w ustawie – określanie przestępstwa opiera się na jego cechach prawnych 

2. definicja materialna ( kierunek postępowo – humanitarny ) – przestępstwo to czyn charakteryzujący się ujemną społecznie  zawartością; społecznym niebezpieczeństwem.  

Obowiązywanie przepisów KKS  Regulacja KKS weszła w życie 17.10. 1999 roku oznacza to , że przepisy ustawy z 1971 r z tym dniem przestały obowiązywać , zasada ta została zawarta w art. 15 w przepisach wprowadzających KKS.Czyn zabroniony - Art2 ustawy mówi nam , że czyn zabroniony uważa się za popełniony w czasie w którym nastąpiło zachowanie się sprawcy , określenie czasu czynu zabronionego jest istotne :1 W chwili popełnienia czyny czy ten czyn był zabroniony2 Czy osoba osiągnęła odpowiedni wiek , zgodnie z art. 5 § 1 KKS 3 Czy osoba nie jest osobą młodocianą art. 53 § 174 Określenie poczytalności osoby5 Czy osoba nie pozostawała w błędzie 6 Czy dana wierzytelność , należność w czasie popełnienia czynu konstruowała typ uprzywilejowany bądź kwalifikowany czy nie uległa przedawnieniu  art. 2 mówi o zachowaniu się sprawcy – zachowanie się sprawcy to aktywność lub brak pewnej aktywności wymaganej prze przepisy prawa , zachowanie się jest zawsze czynem.

 

Zasady odpowiedzialności karnej :

-         art. 1 KKS – zasada nie ma kary bez ustawy

-         zakaz działania prawa wstecz

-         zasada wystąpienia wyższej niż znikoma szkodliwość czynu , czyn musi być wyższy niż znikomy

-         zasada winy

-         zasada humanitaryzmu art. 12

-          

Społeczna szkodliwość

– art. 53 § 7 KKS odwołuje się do elementów podmiotowych i przedmiotowych. Do elementów podmiotowych należą zamiar , motywacja , zakres , stopień naruszenia reguł ostrożności. Do elementów przedmiotowych należą rodzaj i charakter zagrożonego lub naruszonego dobra , waga naruszonego zobowiązania finansowego , wysokość uszczuplenia lub narażenia na uszczuplenie należności publiczno – prawnej a także sposób i okoliczności popełnionego czynu zabronionego.

Art. 1 § 3 KKS – zasada winy – wina może być przypisywana sprawcy , który osiągnął określony wiek przewidziany przez prawo , nie zachodzi wyłączenie poczytalności , sprawca nie pozostaje w błędzie co do nieświadomości karalności czynu i w błędnym co do bezprawnego zachowania ( art. 10 § 2 ) .

 

 Ustawowe znamiona przestępstwa

jest to zespół cech charakteryzujących czyn zabroniony , zostały one stworzone poprzez wydobycie wspólnych cech z przepisów części szczególnej KKS i nastąpiła tzw. Typizacja przestępstw i wykroczeń.

Czyny zabronione dzielimy na :

-         przestępstwa art. 53 § 2

-         wykroczenia art. 53 § 3 , art. 53 § 6

dzielimy na :

-         formalne

-         materialne

Większość przestępstw ma charakter formalny oznacza to , że wraz z dokonaniem czynu zabronionego wystarczy samo zachowanie się sprzeczne z normą prawną , która przewiduje sankcję . Wyjątkowo mamy do czynienia z przestępstwami materialnymi inaczej skutkowymi np. narażenie na uszczuplenie należności finansowej.

 

 Zamiar

 – jest to ukierunkowane zachowanie się do osiągnięcia określonego celu i sterowanie przez sprawcę tym zamiarem. Zamiar składa się z 2 stron :

-         intelektualna ( wyobrażenie celu )

-         wolutatywna ( motywacje osiągnięcia celu )

   

Chęć

to nastawienie wolutatywne , ukierunkowane na osiągnięcie celu połączone z aktywnością bądź pasywnością sprawcy.  Jako proces musi odnosić się do całości zachowania sprawczego.

 

Zamiar ewentualny :

-         strona intelektualna – o przewidywaniu możliwości popełnienia czynu

-         wolutatywna – o godzeniu się przez sprawcę

Zamiar ewentualny występuje obok zamiaru bezpośredniego czyli obok chęci osiągnięcia korzyści i jego godzenia się.

 

 Formy zjawiskowe przestępstwa lub wykroczenia skarbowego:

-         Sprawstwo pojedyńcze

-         Współsprawstwo

-         Sprawstwo kierownicze

-         Sprawstwo polecające

-         Odpowiedzialność zastępcza prowadzącego

Oraz formy , które odnoszą się do przestępstw skarbowych

-         podżeganie do przestępstwa skarbowego

-         pomocnictwo

 

  SPRAWSTWO KIEROWNICZE

– oznacza ono , że osoba kieruje wykonanie czynu na inną osobę , nie musi sprawca kierowniczy być inicjatorem ani również organizatorem . Kierowanie oznacza panowanie nad realizacją czynu , do sprawcy kierowniczego należy rozpoczęcie , prowadzenie , zmiana lub nawet przerwanie realizacji czynu przez inną osobę pomimo , że sprawca kierowniczy nie musi być inicjatorem ani organizatorem czynu zabronionego to często dzieje się tak że nim jest.

Dla dokonania sprawstwa kierowniczego i odpowiedzialności osoby kierującej za wykonanie konieczna jest realizacja wszystkich znamion czynu zabronionego przez osobę wykonującego czyn , jeżeli pochód przestępczy zatrzymał się na usiłowaniu to wówczas sprawca kierujący ponosi odpowiedzialność jak za usiłowanie jednakże zgodnie z art.21 KKS , jeżeli czyn zabroniony zagrożony jest karą nie przekraczającą 1 rok to odpowiedzialność za usiłowanie ma miejsce wówczas gdy ustawa tak wskazuje . Jeżeli czyn zagrożony jest karą umowną to sprawca kierowniczy będzie ponosił odpowiedzialność zawsze.

 

 SPRAWSTWO POLECENIOWE

 – istotą jest to , że polega na istnieniu stosunku zależności między 2 osobami . Stosunek zależności może mieć charakter formalny i taktyczny.

Stosunek formalny ( pracownik – pracodawca ).

Osoba wydaje polecenie wykonania czynu zabronionego w związku z istnieniem stosunku zależności sprawca polecający wykorzystuje uzależnienie innej osoby od niego , obie strony muszą mieć świadomość , że wydanie polecenia jego wykonania związane jest z istnieniem stosunku zależności. Sprawca polecający nie musi być inicjatorem ani organizatorem czynu a jego istota sprowadza się jedynie do wydania innej osobie polecenia . Nie istotna jest forma polecenia ważne jest jednak aby było ono zgodne z wolą polecającego. Sprawca polecający będzie ponosił odpowiedzialność wówczas , gdy sprawca wypełniający wypełnił wszystkie znamiona czynu zabronionego , jeżeli sprawca wykonujący jedynie usiłował popełnić czyn zabroniony to wówczas sprawca polecający będzie ponosił odpowiedzialność za usiłowanie. Jeżeli czyn zabroniony , którego kara jest niższa niż 1 rok to sprawca polecający ponosi odpowiedzialność gdy ustawa tak stanowi , gdy kara jest surowsza to ponosi odpowiedzialność zawsze ( art.21 § 2 ).

art.21 § 2 – te dwie sytuacje mają miejsce wówczas , kiedy sprawca wykonujący jedynie usiłował dokonać przestępstwa a nie dokonał , jeżeli dokonał to sprawca ponosi odpowiedzialność taj jak za dokonanie zgodnie z art.20 § 2 KKS

 

Ważny interes Państwa Polskiego

art. 53 § 2 mamy doczynienia wtedy , kiedy szkoda bądź narażenie na uszczuplenie wynosi co najmniej 10 krotność wielkiej wartości.

 

Wielka wartość

art. 53 § 16 – jest to 1000 krotność najniższego miesięcznego wynagrodzenia

 
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Głosne konfiskaty majatków - rys prawa i podłoże historyczne

piątek, 01 czerwca 2007 9:24

GŁOŚNE KONFISKATY MAJĄTKÓW 

 

          

 Konfiskatę najczęściej dokonywano jej w drodze egzekucji z czasów rzymskich :

venditio bonorum  – polegało na sprzedaży całego majątku dłużnika. cessio bonorum  – polegało na dobrowolnym odstąpieniu majątku przez dłużnika wierzycielom bez potrzeby jego sprzedaży. Dłużnik przekazując swój majątek pozostawiał sobie i swej rodzinie środki niezbędne do przeżycia roku czasu.distractio bonorum – forma egzekucji majątkowej syngularnej. Była to forma wyjątkowa w stosunku do powyższych sposobów generalnych, dotyczyła poszczególnych składników majątkowych.     Magistrat rzymski bowiem nie był w stanie prowadzić każdej egzekucji w tak rozległym terytorialnie państwie Legis actio per manus iniectionem miała zastosowanie w przypadkach:

  • należności uznanych przez dłużnika w fazie in iure
  • należności dochodzonych od złodzieja złapanego „na gorącym uczynku”
  • należności stwierdzonych po przeszukaniu domu sprawcy
  • należności poręczycieli (np. gdy ktoś zapłacił cudzy dług i wciągu 6 miesięcy  nie odzyskał zwrotu należności) wobec współdłużnika

Jednak  na mocy  lex Poetelia  (lex Poetelia Papiria de nexis) z 326 r.pne złagodzono formy przetrzymywania dłużnika  w prywatnym więzieniu. Wprowadzono zakaz zakuwania w kajdany i zabijania go.Patrz link http://www.student.lex.pl/bazy/zbior/oprac_bial_011211.doc 

 

 Z sfer kościelnych

Klemensie, nieprawy sędzio, za czterdzieści dni staniesz przed Najwyższym Trybunałem! - krzyczał spośród ogarniających go płomieni wielki mistrz templariuszy. Tak przynajmniej szeptali świadkowie egzekucji Jakuba de Molay. Zwykle jest tak, że kto ma pieniądze, ten ma władzę. We Francji na początku XIV wieku było inaczej: pieniądze mieli templariusze, a władzę miał król Filip Piękny. Miał też potężne długi. U templariuszy właśnie, którzy, o ironio, u zarania przyjęli nazwę Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa. Po dwustu latach istnienia z ubóstwa pozostała tylko nazwa. Potężne nadania w krajach całej niemal Europy, zwolnienia z podatków i inne przywileje - to wszystko doprowadziło ten rycerski zakon do szczytu potęgi finansowej, ta zaś zaprowadziła jego członków… na stos. Król Filip Piękny wymyślił bowiem genialny w swojej prostocie sposób na zadłużenie: zlikwidować wierzycieli. 

Z  dziejów polskich stron

Za podskarbiostwa Piotra Kurozwęckiego herbu Poraj miało miejsce nie praktykowane dotąd psucie monety półgroszowej (z herbem podskarbiego) wskazujące na niedbałą gospodarkę podskarbiego. Nadużycia wyszły na jaw na przełomie 1498 i 1499r. Piotr Kurozwęcki miał zbiec z kraju do Wiednia, gdzie wkrótce zmarł. Król przeprowadził konfiskatę majątku Piotra mimo zabiegów rodziny z Krzesławem kanclerzem Królestwa na czele. 

 Konfiskaty carskie w Polsce

W 1772 roku, tuż po pierwszym rozbiorze, caryca Katarzyna II wydała ukaz, w którym wzywała do złożenia w ciągu miesiąca uroczystej przysięgi na wierność. Zapowiedziano w nim, że "kto ze szlachty lub innego stanu władający nieruchomymi dobrami [...] nie chciał przysięgi wykonać, takiemu pozwala się w ciągu trzech miesięcy na sprzedaż swych majętności i dobrowolny wyjazd za granicę, w przeciwnym razie cała fortuna jego do skarbu należeć będzie".
Praktycznie cała magnateria i szlachta złożyły przysięgę. Sposród ponad 11 tys. posesjonatów odmówiło tylko 10 osób: dwaj książęta Radziwiłłowie i Czartoryscy, trzej bracia Ogińscy, książę Sapieha, wojewoda witebski Sołłohub i strażnik litewski Pociej. Większość z nich wcale nie kierowała się pobudkami patriotycznymi. Ze względu na piastowane urzędy byli potrzebni imperatorowej w okrojonej Polsce. W nagrodę za usługi caryca pozwoliła Ogińskim, Sapiesze, Sołłohubowi i Pociejowi zatrzymać dobra położone już wtedy w Rosji. Ofiarą pierwszych rosyjskich konfiskat padli więc Czartoryscy i Radziwiłłowie, którym odebrano 51 majątków liczących ponad 110 tys. dusz chłopskich.
Po konfiskaty, i to na znacznie większą skalę, władze carskie sięgnęły po drugim rozbiorze, zwłaszcza po stłumieniu powstania kościuszkowskiego. W manifeście z marca 1793 roku o przyłączeniu prowincji polskich do Rosji ponownie zapowiadano zabranie majątku tym, którzy nie złożą przysięgi na wierność Katarzynie II. Rok później, po wybuchu powstania, cesarzowa ustanowiła komisję śledczą w Smoleńsku dla podejrzanych o udział w insurekcji. Winnych zsyłano na osiedlenie na Syberii lub w innych odległych prowincjach imperium, a ich majątki konfiskowano. Na skarb rosyjski przeszły też wszystkie starostwa i królewszczyzny oraz niektóre dobra duchowne. Każdy rozbiór był zarazem okresem wielkiego rozdawnictwa zawłaszczonych dóbr rosyjskim dygnitarzom, np. w 1793 roku gen. Kutuzow otrzymał dobra skonfiskowane sędziemu Dubrawskiemu, a rodzina faworyta carycy Grigorija Potiomkina - majątki hr. Tarnowskiego i Działoszyńskiego. 
Kolejnymi ukazami carskimi odebrano majątki Poniatowskim, Czackim, Dzieduszyckim i "wszystkim mającym jakiekolwiek na sobie podejrzenie". O tym, że jest to forma represji, napisano wprost: "nie chcemy, aby w prowincjach naszych posiadali majątki ludzie, do których wierności nie ma dostatecznej gwarancji". 

 W krajach post komunistycznych

 

Współczesne trzy rodzaje ataków władzy na własność: inflation, taxation i corruption, czyli inflację, opodatkowanie i korupcję. Sposób pierwszy jest znany od dawna i stosowany po dziś dzień. Od fałszowania monet, po dodruk "pustych" pieniędzy rządzący oszukiwali ludzi i nie potrafiąc gospodarować mądrze uciekali się do tej formy kradzieży. Drugim sposobem kradzieży, niezwykle popularnym jest opodatkowanie. Ponieważ konfiskata własności a`la bolszewicy nie jest dobrze przyjmowana przez obywateli pozbawianych własności, rządy i parlamenty stosują system podatkowy. Dość powiedzieć, że w uznawanych za "ciemne" wiekach średnich, podatek 10% (dziesięcina) wywoływał bunty. Obecnie przeciętne państwo zabiera średnio 50% dochodów i zejście do kilkunastu procent samego tylko podatku dochodowego uważane jest za radykalną obniżkę podatków. Trzecim ze sposobów okradania obywateli jest korupcja. Ma ona korzenie w grzechu, i nie znika całkowicie, ale łatwo dostrzegalny jest związek w którym im więcej wolności, mechanizmów rynkowych i własności prywatnej tym mniej korupcji. To jest też odpowiedzią, dlaczego w Polsce rządy tak niechętnie pozbywają się fabryk i innego majątku. Ponieważ jednak część prywatyzacji była jawnie złodziejska, etycy przeciwni wolności gospodarczej czasem bezwiednie wspierają trwanie w systemie korupcyjnym. Jan M. Fijor przedstawił "Nowoczesne metody konfiskaty własności" oraz stwierdził on, że powiększanie obszaru wolności i obniżka podatków powodowały wzrost zamożności krajów, które tego dokonały. Paweł Szałamacha z Instytutu Sobieskiego.z prelegentów w wykładzie "Gdy prawo legalizuje konfiskatę przez państwo. Jakie wartości mogą usprawiedliwiać konfiskatę." zwracał uwagę, że przegląd systemów gospodarczych państw świata pokazuje wyraźnie powiązanie między dużym udziałem rządu w konsumpcji PKB i wysokim bezrobociem i spadającym rozwojem gospodarczym. Jednakże, wg prelegenta, istnieją wartości usprawiedliwiające konfiskatę. Wśród celów na jakie konfiskata byłaby usprawiedliwiona pan Szałamacha wymienił m.in. jadłodajnie dla ubogich. Niemal wszyscy uczestnicy konferencji przyjęli ze zdumieniem łamiącą zasadę pomocniczości propozycję przymusowego zaboru mienia przez struktury państwowe na cel, którym mogłyby bez trudu zająć się osoby prywatne, czy organizacje niosące pomoc innym. 

 

Podatki a kradzież  oraz konfiskata

 

Stwierdził Robert Gwiazdowski  że progresywne opodatkowanie dochodów pochodzących z pracy jest sprzeczne z Katolicką Nauką Społeczną. System podatkowy nie opiera się na sprawiedliwości tylko na teorii "zdolności podatkowej". W skrócie sprowadza się on do zasady "masz więcej - łożysz więcej". Pojawia się jednak pytanie o funkcje państwa. Bo jeśli uznać za uzasadnione i sprawiedliwe, że mający więcej płaci więcej na policję chroniącą jego większy majątek to już przeznaczenie owego "więcej" na redystrybucję za pomocą opodatkowania progresywnego jest kradzieżą. A poziom kradzieży rzędu 50% jest już zwykłym wywłaszczeniem rozłożonym w czasie. Bolszewicy zabierali własność od razu. Współczesne państwa, w tym rządzący Polską zabierają ją w miesięcznych ratach. W efekcie systemy podatkowe przypominają bardziej kradzież niż opodatkowanie i nie jest przypadkiem, że znakomita większość podatków to podatki tzw "ukryte" w cenach (VAT, akcyza), dochodzące nawet do 90% całkowitej ceny produktu. Do tego dochodzą tzw. "składki ubezpieczeniowe" będące gigantycznym oszustwem ze strony państwa. Oszustwem, gdyż żadnego gromadzonego kapitału nie ma! Nikt nie płaci ze swojej pensji składek na własną emeryturę.Trudno w tym stanie rzeczy dziwić się, że obywatele traktują państwo jak złodzieja. W dobie terroryzmu jest to szczególnie niebezpieczne, jako że głównym zadaniem państwa jest zapewnienie bezpieczeństwa. Trudno ufać instytucji, którą uważamy za złodziejską. Innym aspektem panującego systemu jest fakt, że toleruje on stan, w którym wielkie sieci handlowe płacą np. 700 zł podatku przez cały rok. 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Konfiskata mienia rozważania legislacyjne i opinie

piątek, 01 czerwca 2007 7:34

 Status prawny  konfiskaty 

Wskazane zapisy wykraczają poza unormowania zawarte w art. 3 ust. 2 pkt    a i b i ust. 3 Decyzji ramowej Rady Unii Europejskiej 2005/212/WS i SW. Przepisy te wskazują jednoznacznie, że konfiskata może nastąpić jedynie wówczas, gdy sąd krajowy na podstawie określonych faktów jest w pełni przekonany o pochodzeniu mienia z przestępstwa. Tym samym Decyzja ramowa nie przewiduje zastąpienia postępowania dowodowego ustawowym domniemaniem.Proponowane rozwiązanie jest nadto sprzeczne z podstawowymi zasadami postępowania karnego określonymi w art. 2 § 1 ust. 2 kpk w związku z art. 2 § 2 kpk i z art. 5 § 2 kpk. w stosunku do zakładanych zmian w art. 45 Kodeksu karnego i w art. 33 Kodeksu karnego skarbowego. 

Definicja

 

Konfiskata oznacza przymusowe wywłaszczenie na rzecz państwa całości lub części majątku osoby fizycznej, bez prawa do odszkodowania . 

 

Publicystyka

 

 Według  artykułu pt. „Rozważania i wnioski na temat przepadku korzyści z przestępstwa”  Autora Dawida Bunikowskiego Cyt;Jak długo można tolerować osiąganie korzyści z przestępstwa, ukrywanie majątku przez sprawców czy „pranie pieniędzy" na rynkach finansowych i w gospodarce? Jak długo mafijni przestępcy będą kpić ze społeczeństwa, ukrywając korzyści z przestępstwa i nielegalnie uzyskany majątek oraz deklarując się pozornie jako osoby o niskim statusie społecznym lub niewielkich dochodach (np. renciści, osoby na utrzymaniu rodziny)? Opinia publiczna jest zbulwersowana od lat kiepską legislacją i nieporadnością wymiaru sprawiedliwości w przedmiocie pozbawiania korzyści przestępców, szczególnie członków mafii, posiadających — formalnie lub praktycznie - ogromne majątki. Z teoretycznego punktu widzenia — opartego na zasadach techniki prawodawczej, doświadczeniach i standardach prawnych państw obcych, regulacjach międzynarodowych, badaniach kryminologicznych — nowa regulacja zawarta w art. 44 i 45 k.k. stanowi dobry prognostyk dla zmiany tego niekorzystnego stanu rzeczy.  

 

Opinia prasowa

 

 Sędzia Andrzej Kryże, podsekretarz w Ministerstwie Sprawiedliwości mówi „ Zmiany muszą być uchwalone do 15 marca przyszłego roku. Do tego dnia Polska musi przekazać do Sekretariatu Generalnego Rady Europy tekst przepisów transponujących zobowiązania nałożone decyzją ramową Rady 2005/212/WsiSW z dnia 24 lutego 2005 r. w sprawie konfiskaty korzyści, narzędzi i mienia pochodzących z przestępstwa” . 

 

Cytat z artykułu  JANA  KUDRELEKA

 Link   http://www.gazeta.policja.pl/archiwum/3104/s12a1.html

Pozbawienie sprawców przestępstw "owoców" ich działalności stało się głównym zadaniem organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości na całym świecie. Zgodnie z rezolucjami przyjętymi na VIII Kongresie Organizacji Narodów Zjednoczonych w sprawie zapobiegania przestępczości z 1990 r. - międzynarodowy zasięg prania pieniędzy i jego związki z najgroźniejszymi przestępstwami (także o charakterze międzynarodowym) wymagają ścisłej współpracy w celu przeciwdziałania patologiom w systemach gospodarczych.

Od czasów Ala Capone stało się oczywiste, co stanowi piętę Achillesa przestępczości: pieniądze są dla niej tym, czym jest krew dla organizmu człowieka, dlatego też odbierając je przestępczości, zamierza się trafić ją w najsłabszy punkt

Nie wnikając w szczegóły płynące z danych statystycznych dotyczące problematyki nasilenia przestępczości gospodarczej, szczególnie w okresie transformacji gospodarczej państwa, należy stwierdzić, że przestępczość ta bezspornie stanowi poważne zagrożenie. Jeśli nie zdołamy uczynić jej nieopłacalną, gangi ciągle będą się odtwarzać. Powszechnie wiadomo, że przestępca przelicza zyski na dni więzienia i wychodzi mu dniówka, dla której warto siedzieć. Czy można go jej pozbawić? Dotychczasowe doświadczenia mówią, że jest to praktycznie niewykonalne, bo nie są znane przypadki pozbawienia mienia gangsterów. Na razie za pieniądze pochodzące z handlu narkotykami, przemytu, wyłudzenia podatku VAT, wyłudzeń kredytów bankowych, bez większych kłopotów kupują oni przedsiębiorstwa, domy, ziemię, limuzyny, akcje i obligacje. Właściwie kupują nie oni, lecz ich rodziny, przyjaciele, a także obcy ludzie wynajęci za niewielkie pieniądze (już od 500 zł miesięcznie) do pełnienia roli formalnych właścicieli. Szacuje się, że w ten sposób procesowi prania podlega w Polsce nawet do 10 mld zł rocznie. To zaś skłania do poszukiwania coraz skuteczniejszych metod, regulacji zwalczania tejże przestępczości

 Podstawa

KONWENCJA o praniu, ujawnianiu, zajmowaniu i konfiskacie dochodów pochodzących z przestępstwa, sporządzona w Strasburgu dnia 8 listopada 1990 r. (Dz. U. nr.46 poz.394 z dnia 18 marca 2003 r.)

 
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Reportaż sądowy - sprawozdawca sądowy " Czwarta władza"

piątek, 01 czerwca 2007 6:58

Czwarta władzo, gdzie są Twoje zasady?

W konstytucjach państw o utrwalonej demokracji występuje trójpodział władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Ten monteskiuszowski ład zakłada, że wszystkie władze wzajemnie na siebie oddziałują, bez prymatu którejkolwiek z nich. Od dłuższego czasu coraz częściej operuje się pojęciem "czwartej władzy", stopniowo zyskującej należną jej pozycję i realny wpływ na wszystkie aspekty działalności państwa.  

 

To właśnie na salach sądowych ponownie odżył zakurzony już reportaż sądowy. Reaktywowano pojęcie sprawozdawcy sądowego, przybliżającego ludziom rozliczne ciekawe procesy karne, cywilne, administracyjne. To właśnie relacje z sal sądowych przybliżyły do siebie sędziów i społeczeństwo. Można było dostrzec wielopłaszczyznowe tajniki i mechanizmy pracy sądów, a także problemy i bolączki, które wynikały zarówno z niedoinwestowania trzeciej władzy jak i wzbierającej i przyspieszającej rzeki spraw, w której sądownictwo w pewnym momencie omal nie utonęło. 

 

 Lata 90 i następne spowodowały wzrost lęków i spadek poczucia bezpieczeństwa obywateli. Wiele wpłynęło na to czynników, ale mam pewność absolutną, że jednym z nich są rozliczne artykuły prasowe i relacje telewizyjne, ukazujące brutalne zabójstwa, gwałty, porwania czy działalność zorganizowanych grup przestępczych. Rzecz w tym, że w tych relacjach dla osiągnięcia efektów komercyjnych, często żeruje się na najniższych ludzkich instynktach, uwypuklając w sposób nadmierny wszelkie okropieństwa i zwyrodnienia, które towarzyszą popełnianiu przestępstw. Przeciętny obywatel niemal codziennie ogląda, słyszy, bądź czyta mrożące krew w żyłach informacje. W takim systemie informacji jest również miejsce dla sądów, które pokazuje się przy okazji głośnych, spektakularnych procesów. Od dłuższego czasu zaczęły pojawiać się komentarze konkretnych sądowych rozstrzygnięć, zwłaszcza tych, które miały wydźwięk polityczny. Najpierw komentarzy udzielali politycy, którzy niezadowoleni z orzeczeń sądów nie pozostawiali na nich suchej nitki. Później dołączyli do tego chóru niektórzy przedstawiciele "czwartej władzy". 

 

 Marek Celej


rzecznik prasowy Krajowej Rady Sądownictwa,
przewodniczący Wydziału VIII Karnego w Sądzie Okręgowym w Warszawie
artykuł udostępniony przez Krajową Radę Sądownictwa
 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Przepadek korzyści i przedmiotów majatkowych w k.k.s. - środki karne

czwartek, 31 maja 2007 11:39
 
Przepadek   korzyści  majątkowej  (art. 33 kks)
Środek karny odnoszący się tylko do przestępstw skarbowych
  u  §1 - obligatoryjne orzekanie przepadku korzyści majątkowej osiągniętej chociażby pośrednio z popełnienia przestępstwa skarbowego niepodlegającej przepadkowi. W razie niemożności orzeczenia tego środka karnego obligatoryjnie orzeka się ściągnięcie równowartości pieniężnej przepadku korzyści majątkowej
u    §2 – definicja korzyści majątkowej dużej wartości
u    §3 - procesowe ułatwienie dowodowe, tj. ciężar udowodnienia, że mienie, które sprawca nabył po popełnieniu przestępstwa skarbowego nie pochodzi ze środków uzyskanych z tego   przestępstwa, spoczywa na sprawcy. Podobnie na osobie trzeciej spoczywa ciężar przedstawienia dowodu, iż nabyła te rzeczy zgodnie z prawem
u   §6 zasada pierwszeństwa praw podmiotów trzecich przed orzeczeniem przepadku korzyści majątkowej na rzecz Skarbu Państwa
 
Przepadek   przedmiotów   (art. 31 kks)
u    określenie ustawowe „przedmioty stanowiące przedmiot przestępstwa skarbowego” zastąpiono na „przedmioty określone art. 29 pkt 1, 3 i 4” (§ 1)
u    obligatoryjny przepadek narzędzi stanowiących własność osoby trzeciej, które służyły do popełnienia przestępstwa skarbowego jedynie w sytuacji jeśli ich właściciel przewidywał albo mógł przewidzieć, że mogą one służyć lub być przeznaczone do popełnienia przestępstwa skarbowego (§1a)
u   możliwość zarządzenia zniszczenia przedmiotów w całości lub  w części gdy sprzedaż jest niemożliwa (obligatoryjne zniszczenie wyrobów tytoniowych) (§5 - 6)
u    koszty zniszczenia przedmiotów ponosi sprawca czynu zabronionego (§7)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Szara strefa w sektorze paliwowym - raport POPiHN

czwartek, 31 maja 2007 8:05

 

Szara strefa 
Szara strefa stanowi największe niebezpieczeństwo dla rozwoju konkurencyjnego rynku paliwowego w kraju z kilku powodów:
- nie pozwala osiągać odpowiednio wysokich obrotów, i co za tym idzie dochodów, gdyż znacząca część obrotu paliwami odbywa się poza legalnym rynkiem
- przedsiębiorcy prowadzący biznes zgodnie z prawem nie mogą konkurować cenowo z paliwem o zaniżanej jakości i niepełnej stawce podatku akcyzowego
- nielegalny obrót paliwami wypacza rynek, jak też zmniejsza zdolność do inwestycji i modernizacji posiadanego majątku
- nielegalny obrót to również istotna utrata dochodów przez budżet państwa.

Szara strefa na rynku paliwowym to:
- wykorzystywanie oleju opałowego jako napędowego, wynikające z różnicy w wysokości podatku akcyzowego (akcyza na olej opałowy- niska a na olej napędowy - wysoka ); pomimo wprowadzenia przez ministra finansów wielu zmian w prawie, zaostrzających warunki obrotu olejem opałowym, nadal problem jest znaczący; jedynie skuteczne kontrole (i kary) na każdym etapie obrotu olejem opałowym, a przede wszystkim skoncentrowanie się na dużych użytkownikach/sprzedawcach (fabrykach, firmach transportowych i indywidualnych stacjach) umożliwi zaprowadzenie porządku na rynku
- wprowadzanie do obrotu paliw o zaniżonej jakości; powszechnie wiadomo, że na rynku pojawia się w dużej ilości paliwo o niskiej jakości sprzedawane jako spełniające wszystkie konieczne wymagania polskiego rynku; niestety, brakuje wiarygodnych danych dotyczących skali zjawiska; w Polsce nie funkcjonuje krajowy system kontroli jakości sprzedawanych na stacjach paliw; poszczególne firmy prowadzą kontrole we własnym zakresie, przez co zebrane dane nie są udostępniane
- wwóz do Polski znaczących ilości paliwa przez kierowców ciężarówek (w dodatkowych zbiornikach) jadących ze wschodu i magazynowanie go na terenie kraju, po czym tankowanie w drodze powrotnej
- nielegalne rozlewanie LPG i sprzedaż gazu niezgodnie z przepisami.

Szacuje się, że straty budżetu państwa spowodowane istnieniem szarej strefy dochodzą do ponad miliarda złotych rocznie. Przyczyną bezkarności ludzi i firm działających w szarej strefie są nieprecyzyjne zapisy prawa oraz brak środków finansowych na działalność organów kontrolnych, takich jak policja, inspekcja skarbowa, inspekcja celna czy inspekcja handlowa. Nie można wykluczyć, że tolerowanie przez organa ścigania szarej strefy wynika z rozmaitych powiązań i zależności lokalnych.

Jest to wycinek z raportu

Prezentowany raport zawiera ocenę polskiego rynku paliwowego z punktu widzenia inwestorów, głównie zagranicznych, zrzeszonych w Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.



 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Słabe państwo lub słaba mafia - realny obraz fikcji politycznej o skali zagrożeń

czwartek, 31 maja 2007 7:47

 Jarosław Królak Puls Biznesu 2006-07-31 wyd. nr. 2150

 

Tylko w 5 proc. skontrolowanych firm wykryto sprzedaż olejów opałowych na cele napędowe. Eksperci mówią — to nieudolność państwa.

 

Mafię paliwową ściga policja, prokuratura, wywiad skarbowy oraz Agencja Bezieczeństwa Wewnętrznego. Z danych uzyskanych przez „PB” w Ministerstwie Finansów (MF) wynika, że na skontrolowanych w ubiegłym roku 415 firm handlujących olejami opałowymi tylko w 23 wykryto przekręty polegające na wprowadzaniu na rynek olejów opałowych z przeznaczeniem do napędu pojazdów. Skuteczność walki z tą patologią wynosi 5,5 proc. Czy to oznacza, że tak mała jest rzeczywista skala nieprawidłowości, czy też walka z przekrętami jest godna politowania?

 

Jaka jest prawda

W 2005 r. służby MF wzięły pod lupę 509 firm z branży paliwowej — producentów, hurtownie i detalistów. Z tej liczby 415 podmiotów zajmowało się obrotem olejami opałowymi. Działania kontrolerów miały na celu wykrycie przypadków wprowadzania na rynek „opału” do napędu pojazdów. Przypomnijmy, zdaniem resortu finansów jest to dochodowy proceder mafii paliwowej, która ponoć zarabia krocie na sprzedawaniu do celów napędowych tańszych olejów opałowych (objęte są niską akcyzą). 23 ukaranym firmom naliczono 24 mln zł podatku akcyzowego. Te liczby nie potwierdzają więc tezy lansowanej przez resort finansów, jakoby nieprawidłowości na rynku olejów opałowych były powszechne. A to miało uzasadnić plan podwyżki od 1 września akcyzy na opał z obecnych 233 zł za tysiąc litrów do 1139 zł. Olej opałowy byłby obciążony więc wyższą akcyzą niż olej napędowy (1048 zł). MF twierdzi, że tylko w ten sposób można wykończyć mafię paliwową i uczynić nieopłacalnym jeżdżenie na opałowym. — Uważam że ta kilkuprocentowa skuteczność wykrywania patologii oddaje skalę procederu. To nie jest zjawisko masowe. W innych krajach UE szara strefa na rynku olejów wynosi około 3 proc. U nas skuteczność wykrywania osiąga blisko 5 proc. Należy po prostu usprawnić kontrole, a nie podnosić podatek — mówi Aurelia Kuran-Puszkarska, wieloletnia prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych. Potwierdzeniem jej słów mogą być inne dane z MF, pokazujące efekty kontroli zawartości baków pojazdów. W 2005 r. służby fiskusa sprawdziły w całym kraju 93,4 tys. baków. Olej opałowy znaleziono tylko w 3 tys., czyli mniej więcej w trzech samochodach na sto. To może oznaczać, że forsując wzrost akcyzy na oleje, resort finansów opiera się na domysłach co do skali patologii, a nie na konkretnych liczbach.

 

Wielcy są za

Inaczej problem olejowy widzi Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN) zrzeszająca koncerny paliwowe. — Owszem, szwankuje nadzór nad rynkiem oleju opałowego, jednak skala patologii jest znacznie szersza, niż pokazują dane z resortu finansów. Niestety, nie ma danych o ilości olejów opałowych trafiających do celów napędowych. Dlatego jesteśmy za wyrównaniem stawki akcyzy opałowej z napędową — twierdzi Jacek Wróblewski, dyrektor generalny POPiHN. Jego zdaniem najgorzej sytuacja wygląda na wsi. — Spora część rolników jeździ na opale. Nikt tego nie kontroluje — dodaje Jacek Wróblewski. O komentarz do danych o wynikach kontroli wystąpiliśmy do Jarosława Nenemana, wiceministra finansów ds. systemu podatkowego (jest zwolennikiem podwyżki akcyzy na oleje opałowe). Zapytaliśmy go m.in. o to, dlaczego MF uzasadnia projekt wywindowania akcyzy na oleje opałowe wielką skalą patologii, skoro dane z resortu tego nie potwierdzają i czy podwyżka akcyzy jest jedyną metodą zwalczania nieprawidłowości. Wiceminister nie chciał się wypowiedzieć.

 

Głos z rynku

Ustawa podnosząca akcyzę na oleje opałowe jest już w Sejmie. W ocenie Leszka Lachmana, wiceprezesa firmy Bemar (handel paliwami), doprowadzi ona do wzrostu bezrobocia na skutek upadku firm dystrybuujących oleje opałowe (tak samo twierdzi izba paliw płynnych). — Państwo powinno kontrolować i surowo karać oszustów paliwowych, a nie horrendalnie podnosić stawkę akcyzy i problem walki z mafią paliwową przerzucać na uczciwych użytkowników olejów i przedsiębiorców. Źródłem rozrostu mafii paliwowej są wysokie podatki oraz rozmaite zezwolenia na wprowadzanie na rynek paliw bezakcyzowych i dodatków do komponowania paliw czy zwolnień z podatków. To wszystko dzieje się za wiedzą i zgodą Ministerstwa Finansów — mówi wiceprezes Bemaru. Zapowiedź podwyżki akcyzy powoduje, że „przedsiębiorcy” wprowadzający na rynek oleje przed wejściem wyższej stawki zarabiają krocie. Jeden pociąg daje 1,8 mln zł zysku netto przy inwestycji 5 mln zł.

Dane statystyczne Komendy Głownej Policji

Wykrywalność spraw gospodarczych  przez Policję

 

 

1993

1994

1995

1996

1997

1998

1999

2000

2001

2002

2003

Wszystkie przestępstwa 

53,5

54,2

54,2

54,4

53,5

50,5

45.0

47.8

53.8

54,9

55,2

Przestępstwa gospodarcze

77.1

75.7

 71,4

82,0

83.5

86.7

96.7

96.8

96,7

96,6

  97,4

wartosci w procentach [%]

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Prawo UE w bezpieczeństwie energetycznym państwa dla paliw z ropy naftowej

czwartek, 31 maja 2007 7:41

 

WYROK TRYBUNAŁU z dnia 10 lipca 1984 r.  

Sprawa 72/83

 

Campus Oil Limited i inni przeciwko Ministerstwu Przemysłu i Energii i innym  (wniosek o wydanie orzeczenia w trybie prejudycjalnym skierowany przez High Court Irlandii)

 

Swobodny przepływ towarów – Zaopatrzenie w produkty ropopochodne

W sprawie głównej sześć skarżących przedsiębiorstw zwraca się do High Court o wydanie orzeczenia, że Fuels (Control of Supplies) Order z 1982 r. jest niezgodne z postanowieniami Traktatu EWG.

  High Court Irlandii postawił  więc Trybunałowi następujące pytania m.in. :„1. Czy art. 30 i 31 Traktatu należy interpretować tak, że mają one zastosowanie do takiego systemu, który ustanowiło Fuels (Control of Supplies) Order z 1982 r. jeżeli system ten wymaga aby importerzy produktów ropopochodnych w Państwie Członkowskim Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (w tym przypadku Irlandii) kupowali w państwowej rafinerii oleje z ropy naftowej w ilości pokrywającej do 35% swojego zapotrzebowania ?2. Czy, w przypadku twierdzącej odpowiedzi na poprzednie pytanie, pojęcia „porządek publiczny” lub „bezpieczeństwo publiczne” znajdujące się w art. 36 wspomnianego Traktatu, należy interpretować w powiązaniu z takim systemem jak ten, który został ustanowiony rozporządzeniem z 1982 r, tak że:a)                 systemu takiego jak opisany powyżej nie obejmują, na mocy art. 36 Traktatu, postanowienia art. 30 do 34 Traktatu, lubb)                podobnego systemu mogą nie obejmować w pewnych okolicznościach i, jeżeli tak jest, to w jakich okolicznościach ? 

 

W odpowiedzi na pytania skierowane przez High Court Irlandii, na mocy postanowienia z dnia 9 grudnia 1982 r. orzeka, co następuje:

 

 1)      Art. 30 Traktatu EWG należy interpretować tak, że krajowe przepisy nakazujące wszystkim importerom zaopatrywanie się w produkty ropopochodne, w pewnej części ich zapotrzebowania, w rafinerii znajdującej się na obszarze krajowym stanowią środek równoważny do ograniczenia ilościowego w przywozie.2)      Państwo Członkowskie, którego zaopatrzenie w produkty ropopochodne całkowicie lub prawie całkowicie zależy od importu może powoływać się na względy bezpieczeństwa publicznego w rozumieniu art. 36 Traktatu w celu nałożenia na importerów obowiązku zaopatrywania się, w pewnej części ich zapotrzebowania, w rafinerii znajdującej się na jego obszarze w drodze zakupu po cenach wyznaczonych przez właściwego ministra na podstawie kosztów poniesionych w związku z funkcjonowaniem tej rafinerii, jeżeli produkcja przedmiotowej rafinerii nie może być bez ograniczeń sprzedawana na danym rynku po konkurencyjnych cenach. Ilości produktów ropopochodnych objętych takim systemem nie może przekraczać ani limitów minimalnego zaopatrzenia, bez którego może być naruszone bezpieczeństwo publiczne danego państwa, ani limitów poziomu produkcji potrzebnej do utrzymania zdolności produkcyjnych rafinerii na wypadek kryzysu i aby umożliwić dalsze nieprzerwane przetwarzanie ropy naftowej, na dostawy której dane Państwo Członkowskie zawarło długoterminowe umowy. 

Źródlo link UKIE http://www.doc.ukie.gov.pl/dt/61983J0072.doc

 
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Procesy pokazowe w świetle praktyki polskiej

niedziela, 27 maja 2007 22:22

Definicja procesu pokazowego wg. Wikipedi

 

Proces pokazowy - stosowana w państwach totalitarnych metoda publicznego inkryminowania całych grup społecznych lub politycznych poprzez wytaczanie publicznego procesu ze oskarżenia sfingowanego (komunistyczne procesy pokazowe) lub oskarżenia rzeczywistego, lecz z pominięciem tradycyjnych form państwa prawa i procedury karnej ( nazistowskie procesy pokazowe). Procesy pokazowe wywoływały w konsekwencji falę terroru na niższych szczeblach władzy wobec grupy wskazanej na procesie jako wroga totalitarnego państwa (por. wróg ludu). Procesy pokazowe były źródłem doktryny tzw. prewencji ogólnej w komunistycznej teorii państwa i prawa.

 Link http://pl.wikipedia.org/wiki/Proces_pokazowy 

 Procesy publiczne inkwizycyjne

Można by się pokusić o odtworzenie np. średniowiecznego procesu inkwizycyjnego, procesu czarownic z XVI/XVIIw czy procesu porywaczy Stanisława A. Poniatowskiego z XVIIIw. Jak dyskutują studenci prawa w Polsce na forach internetowych.

 

 Historii Kulminacja Wielkiego Terroru – procesy pokazowe 1936 - 38 r.

"Procesy Moskiewskie" stanowiły kulminację komunistycznego okresu w historii ZSRR zwanego "wielkim terrorem". Wszystkie one odbyły się w jednej tylko instancji - przed Kolegium Wojskowym Sądu Najwyższego ZSRR, którego trzyosobowemu składowi przewodniczył sędzia - generał Wasyl Ulrich. Jako oskarżyciel we wszystkich rozprawach wystąpił Prokurator Generalny ZSRR, Andriej Januarewicz Wyszynski. Adwokata - zgodnie z prawem radzieckim - nie było. Czy w Polsce gdzie aparat sądowy był szkolony na wzorcach nie pozostały ślady. 

Z historii publiczne procesy stalinowskie

Ustalone według wzorców rosyjskich komunistycznych  ukierunkowane na walkę ideologiczna z eksterminacją przeciwników. Liczne wyroki śmierci . Zasłużyła się tzw. szkoła prawnicza w  Łodzi gdzie  kształcono sędziów, którzy mieli potem wydawać skazujące wyroki, a tym samym wiernie służyć Polsce Ludowej. Z łódzkiej szkoły przez sześć lat istnienia placówki wyszło aż 320 sędziów i prokuratorów. Najczęściej byli to ludzie "bardzo zasłużeni dla wymiaru sprawiedliwości"Proces pzrwodcow państwa niepodleglego jest kulminacyjny.

 

 Z historii publiczne procesy gomółkowskie w 1964 roku

Sprawę Dyr. Stanisława Wawrzeckiego w tzw. „aferze mięsnej” , kiedy Polska Ludowa sprzedała masom informację, że źle się dzieje w państwie polskim, bo sabotażyści spekulanci sprzedali (400 oskarżonych)  nam większość zapasów salcesonu i dodali wody do pasztetowej. Proces urządzono jak marzenie, a oskarżonego skazano na karę śmierci i wyrok wykonano, dyrektor w domu miał luksusy telewizor czarno biały , dywan wełniany na ścianie, dwa radia lampowe oraz samochód osobowy na przydzial Warszawa FSO. 27 lipca 2004 Sąd Najwyższy uchylił wyroki w „aferze mięsne”j uzasadniając, że zapadły one z rażącym naruszeniem prawa

  Nowe formy współczesne procesów pokazowych edukacja kultury prawnej zachodnio europejskiej

W dniu 5 lutego 2005 r.  w budynku Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie odbył się pierwszy „proces pokazowy” (Mock Trial) w wykonaniu angielskich adwokatów z Londynu. Staraniem mec. Bartłomieja Jankowskiego oraz połączonych sił komisji ORA w Warszawie (Komisji Kształcenia Aplikantów pod kierunkiem adw. Bartosza Grohmana oraz Komisji Współpracy z Zagranicą pod kierunkiem adw. Roberta Małeckiego) udało się zorganizować pionierski pokaz procesu Następnie goście, przebrani w togi i peruki zademonstrowali proces oparty na stanie faktycznym, jaki aplikanci otrzymali na kilka dni przed zajęciami (sprawa Regina v. Plumb). Mogliśmy przyglądać się wywodom angielskich prawników, różnym żartom i nawet docinkom. W rolę sędziego wcielił się Tim Dutton. Ian Morley oskarżał, natomiast rolę obrońcy pełniła Stephanie Farrimond. Świadkami byli David i Sappho. Słowem – realia angielskiej sali sądowej. Po zademonstrowaniu procesu, wykładowcy wybrali grupę kilkunastu aplikantów, którzy udali się na naradę, aby przesądzić, czy oskarżony jest w ich ocenie winny czy nie. Po naradzie „jury” aplikanckie orzekło, że oskarżony jest niewinny.

 

 Edukacja metodą KONKURSU POKAZOWEGO PROCESÓW AMERYKAŃSKICH

Konkurs jest organizowany we współpracy z "Instytutem na rzecz Państwa Prawa" oraz Stowarzyszeniem Sędziów Polskich "Iustitia". Honorowy patronat nad Konkursem objęli SSN Maria Teresa Romer, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia"; Józef Życiński, arcybiskup lubelski; Victor Ashe, Ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce oraz Wojciech Żukowski, wojewoda lubelski. Każda ze stron przygotuje mowę wstępną (Opening Statement), przesłucha po dwóch świadków każdej ze stron (Direct Examination oraz Cross Examination) oraz wygłosi mowę końcową (Closing Argument).


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

10 rad podatkowych w biznesie paliwowym a realiami fiskalizacji

niedziela, 27 maja 2007 19:36

Jeżeli uciążliwy balast oszustw podatkowych z przeszłości utrudnia podatnikowi postępowanie zgodne z prawem, wówczas podatnik powinien niezwłocznie zerwać z dotychczasowymi zwyczajami i zmierzyć się z aktualną sytuacją.

 

  

Może w tym pomóc zestaw dziesięciu prostych rad:

1. Jeżeli prowadzona przez Ciebie działalność nie jest w pełni legalna, albo przypuszczasz, że może taką nie być, zmień przyszłość. Dla pieniędzy nie warto zmarnować życia.


2. Wspólnie z doradcą stwórzcie podatkowy model funkcjonowania Twojego przedsięwzięcia, oznaczcie istotne elementy i opracujcie podatkowy model postępowania. Podatkowy model funkcjonowania przedsiębiorstwa to opis głównych operacji gospodarczych występujących w firmie, wraz z opisem sposobu i zasad ich opodatkowania. Wprowadź odpowiedni regulamin w firmie i konsekwentnie go przestrzegaj.

3. Sprawdź, na ile rzeczywistość odbiega od modelu. Zapisz swoje uwagi i przemyślenia, skonsultuj je z doradcą.

4. Przygotuj działania zmierzające do naprawienia sytuacji: korekty zeznań podatkowych wraz z wyjaśnieniami w ich sprawie. Oceń wielkość zobowiązań podatkowych, które będziesz zmuszony zapłacić (wraz z odsetkami) i zgromadź odpowiednie fundusze. We współpracy z urzędem podatkowym zdołasz z pewnością uzyskać rozłożenie należności na raty albo inne udogodnienia.

5. Jeżeli Twoje problemy wynikają z prowadzonej dotąd działalności przestępczej czy pomyłek, które mogą spowodować skutki finansowe, których nie decydujesz się ponieść - możesz zaryzykować (choć to odradzam) i nie zgłaszać tego w urzędzie skarbowym. Musisz jednak bezwzględnie postanowić, że od tej pory nie popełnisz świadomie przestępstwa czy wykroczenia skarbowego.

6. Nie ulegaj namowom czy ostrzeżeniom osób, z którymi dotąd prowadziłeś nielegalne interesy. Zakończenie dotychczasowej współpracy oznacza dla nich przecież utratę zysków. Stanowczo oświadczaj, że zerwałeś z dotychczasowym procederem, zapewniając również (jeżeli taka jest Twoja decyzja), że łączące Was sprawy zachowasz w tajemnicy.

7. Część Twoich dotychczasowych "znajomych" może być powiązana z organizacjami o charakterze przestępczym. W takim wypadku nie masz wyboru: dokonaj korekt zeznań podatkowych i zgłoś sprawę prokuraturze. W przeciwnym wypadku powrócisz do przestępstwa albo znajdziesz się w osobistym niebezpieczeństwie.

8. Zwolnij pracowników, którzy uczestniczyli w przestępczym procederze - nie dają oni gwarancji zgodności z prawem działań Twojej firmy w przyszłości. 

9. Bezwzględnie stosuj Dekalog podatnika. Jeżeli do tej pory mijałeś się z prawem, dalej tak być nie musi.

10. Przy współpracy z prawnikiem zabezpiecz majątek lub dochody rodziny, na wypadek, gdyby Twoje dotychczasowe postępowanie mogło doprowadzić do wyroku skazującego lub przymusowej egzekucji znacznych kwot. Jeżeli uciążliwy balast oszustw podatkowych z przeszłości utrudnia podatnikowi postępowanie zgodne z prawem, wówczas podatnik powinien niezwłocznie zerwać z dotychczasowymi zwyczajami i zmierzyć się z aktualną sytuacją.   

Popatrz link ; http://www.bankier.pl/wiadomosc/ANTYporadnik-Drobne-oszustwa-podatkowe-1550551.html 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kto dał "koncesje na mafię paliwową" i kto podżegał do ataku na prywatny sektor paliwowy

niedziela, 20 maja 2007 11:49

 

"WPROST" nr 45 (1145), 07.11.2004 r.

KONCESJA NA MAFIĘ 

NASZE AFERY PALIWOWE SPROWOKOWAŁO

MINISTERSTWO FINANSÓW

Stefan Kisielewski stwierdził kiedyś, że socjalizm to ustrój, który bohatersko zmaga się z problemami nie znanymi w ogóle w kapitalizmie. Ta myśl Kisiela pasuje jak ulał do zmagań organów ścigania z aferą paliwową; pewnie w ogóle by jej nie było, gdyby nie "twórcza" działalność Ministerstwa Finansów!

 Mądrość ludowa powiada, że okazja czyni złodzieja. Kodeks karny przewiduje odpowiedzialność za podżeganie do przestępstwa. Kierując się mądrością ludową, za podżeganie można uznać "czynienie" złodziejom okazji.

Ministerstwo Finansów z całą pewnością "podżegało" 
więc przestępców do ich działalności, gdyż "czyniło" 
im  okazję.        
 
 Robert Gwiazdowski, 

ekspert Centrum im. Adama Smitha


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Trybunał UE ustalił definicję "posiadacza" i "producenta" odpadu naftowego

niedziela, 20 maja 2007 8:50

Wyrok Trybunału Europejskiego (druga izba) z dnia 7 września 2004 r. Sprawa C-1/03. 

Postępowanie karne przeciwko Paul Van de Walle, Daniel Laurent, Thierry Mersch i Texaco Belgium SA.  Wniosek o wydanie orzeczenia w trybie prejudycjalnym z powodu nieumyślnego wycieku paliw pochodzących ze stacji paliw należącej do tej spółki postawiono zarzut popełnienia przestępstwa porzucenia odpadów. 

 

Podsumowanie .

Paliwa rozlane nieumyślnie i będące przyczyną zanieczyszczenia ziemi i wód podziemnych są odpadami w rozumieniu art. 1 lit. a) dyrektywy 75/442 w sprawie odpadów, zmienionej dyrektywą 91/156, albowiem substancje te są pozostałością po produkcji, których posiadacz nie może ponownie użyć bez uprzedniego przetworzenia i które usuwa, jakkolwiek nieumyślnie, przy okazji produkcji lub dystrybucji tych paliw. 

Sporna definicja posiadacza odpadu  

Jeśli chodzi o pojęcia „producent” i „posiadacz” odpadów w rozumieniu prawa wspólnotowego, Van de Walle i in. podnoszą, że treść pytania prejudycjalnego i uzasadnienie orzeczenia odsyłającego pozwala przypuszczać, że Cour d’appel de Bruxelles uważa, że Texaco nie jest ani producentem ani posiadaczem spornych odpadów i że sąd ten nie przywiązuje wagi do tych pojęć, lecz zależy mu na zdefiniowaniu przez Trybunał pojęcia odpadu. Zatem, jedynie posiłkowo, w przypadku gdy Trybunał uzna, że ma obowiązek dokonania analizy pojęć „posiadacz” i „producent”, Van de Walle i in. podnoszą, że Texaco jedynie zaopatrywała stację paliw w produkty niebudzące zastrzeżeń i że nie doprowadziła do powstania ani wyprodukowania odpadów. Bowiem w przypadku nieużywanych produktów producentem odpadów jest ten, kto ich już nie używa, a nie ten, kto na samym początku je dostarczył. Jedynie prowadzącego stację paliw należy uważać w danym przypadku za producenta odpadów lub dodatkowo za ich posiadacza. 

Sentencja  

Paliwa rozlane nieumyślnie i będące przyczyną zanieczyszczenia ziemi i wód podziemnych są odpadami w rozumieniu art. 1 lit. a) dyrektywy Rady 75/442/EWG z dnia 15 lipca 1975 r. w sprawie odpadów, zmienionej dyrektywą Rady 91/156/EWG z dnia 18 marca 1991 r. Tak samo jest w przypadku zanieczyszczonej paliwami ziemi, nawet jeżeli nie została ona wykopana. W takich okolicznościach, jakie miały miejsce w sporze przed sądem krajowym, spółka paliwowa zaopatrująca stację paliw może tylko wtedy być uznana za posiadacza tych odpadów w rozumieniu art. 1 lit. c) dyrektywy 75/442, gdy wyciek z urządzeń do magazynowania na stacji paliw będący przyczyną powstania odpadów jest wynikiem zachowania tego przedsiębiorstwa.  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ascendia "choroba duszy" w prywatnym sektorze paliwowym w styku ze służbami i wymiarem sprawiedliwości i wymiarem podatkowym

środa, 16 maja 2007 9:40

DEFINICJA

 Acedia, "choroba duszy" objawiająca się niemożnością zaznania spokoju, dekoncentracją i apatią .

 Acedia w języku polskim była oddawana różnie, jako: zniechęcenie, beznadziejność, zgorzkniałość, oziębłość, anemia duchowa, melancholiczność.

 Charakterystyczną cechą acedii jest tzw. "horror loci", czyli niechęć do miejsca, w którym się obecnie znajduje i czynności, którą się wykonuje tzw. " tumi wisizm". Uważa, się że acedię można utożsamiać ze stresem, niepokojem, zabieganiem, które dzisiaj towarzyszą prawie każdemu człowiekowi i nazywane są czasem "chorobą naszych czasów". Twierdzi on, że acedia jest nie tyle chorobą (w odróżnieniu od depresji), co niekorzystnym stanem ducha, który jest charakterystyczny dla człowieka w pewnych okresach jego życia. 

Pytanie:

Co my paliwowcy prywatni  możemy zrobić, żeby przeciwstawić się tej retoryce płynącej z ust - o ironio- Ministra sprawiedliwości :  mafia paliwowa - szara strefa.

Nasz kolega, też paliwowiec prywatny  jest pozbawiony podstawowego prawa do brony i domniemania niewinności i popadł w „chorobę duszy” przesłał wierzyć w wartości społeczne i sprawiedliwość niewinnie zatrzymany i aresztowany i opluty w prasie. 

 A my co?

 Potępiamy działania monopolistyczne koncernu  , wyłudzanie podatków – większość nigdy tego nie robiła, ale gdzieś są granice traktowania przez te wszystkie "służby" Też jestem zdania, że nieprzypadkowo został wybrany moment publikacji, po ujawnieniu licznych manipulacji politycznych w sektorze paliwowym – dla wyleczenia się z acendii. Nie powinno być miejsca w naszym środowisku dla homo sovieticus z metodami SB , wzorca sprawiedliwości „ daj mi człowieka przepis się znajdzie” .

 
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kryminalizacja działalności gospodarczej w sektorze paliwowym - aresztowanie

środa, 16 maja 2007 8:16

 Polskie areszty zapełnione są ludźmi przedsiębiorczymi z sektora paliw . Wielu z nich siedzi w nich bez wyroku, bez sprawy sądowej, wielu z nich uwięziono na podstawie zwyczajnego pomówienia, bez rzetelnych dowodów winy , głownie w celu wysuszenia zeznań. 

Wystarczy pomówienie wystraszonego przez organa ścigania, niekompetentnego świadka.

W przypadku stosowania adekwatnego w sprawach gospodarczych kodeksu karno – skarbowego wymagana jest wiedza ekonomiczna, zaś oskarżenie może nastąpić tylko w oparciu o kompetentną analizę dokumentacji, po zastosowaniu postępowania odwoławczego przed Sądami Administracyjnymi.  

Ogólniejszy i bardziej rozciągliwy kodeks karny, celowy i skuteczny w przypadku przestępstw pospolitych, jest zupełnie nieprzydatny i szkodliwy społecznie w stosunku do przestępstw podatkowych czy gospodarczych. Również metody śledztwa prowadzone przez prokuratorów oskarżających w sprawach gospodarczych z kodeksu karnego, są w sprawach gospodarczych zupełnie nieprzydatne. Dlatego tak trudno doprowadzić do wyroku.  

W sprawach gospodarczych dowód przed sądem mogą stanowić wyłącznie opinie ekspertów, biegłych sądowych.

Tymczasem, wykorzystywani przez prokuratorów inspektorzy kontroli skarbowej – którzy w przeciwieństwie do biegłych sądowych, którzy za swoje ekspertyzy czy opinie biorą odpowiedzialność cywilną i karną - nie są ekspertami, stąd ich protokoły, czy opinie nie są brane przez sąd pod uwagę.

Uwięzienie kandydata na podejrzanego ma na celu znęcanie się nad nim w celu wymuszenia samooskarżenia, które i tak przed sądem nie ma żadnego znaczenia, gdyż można je podważyć ekspertyzą biegłego sądowego. Dzięki zarzutom z kodeksu karnego wiele zwykłych przestępstw podatkowych nabiera znamion przestępstw pospolitych. Do tej grupy należą m.in.

1) uszczuplenie podatku, precyzyjnie opisane w kodeksie karno-skarbowym, staje się w oczach kodeksu karnego wyłudzeniem, a przecież, aby kogoś oskarżyć o przestępstwo wyłudzenia, trzeba mu najpierw udowodnić, że sfałszował wniosek o zwrot podatku z urzędu skarbowego. Błędy, czy nawet świadome zatajenie danych w deklaracji podatkowej, to tylko uszczuplenie podatku, ścigane z kodeksu karno - skarbowego i nie ma znaczenia opinia zastraszonej księgowej czy innego świadka.

2) wierzytelność nie może być oszustwem, a w każdym razie nie każda wierzytelność, jak tego dowodzą niekompetentni prokuratorzy. Wierzytelność jest przede wszystkim zobowiązaniem, które powinno być dochodzone z Kodeksu Cywilnego lub przez firmy windykacyjne. Wierzytelność staje się oszustwem na podstawie – jakże często wymuszonego przez organy ścigania - doniesienia od wierzyciela. Trzeba pamiętać, że wierzyciel, który pod wpływem nacisków ze strony policji czy prokuratury, kieruje na dłużnika doniesienie do organów ścigania – działa na szkodę swojej firmy, gdyż – zamiast ściągać wierzytelności – chroni się przed zwolnieniem z pracy.

3) Popularnym zarzutem kierowanym wobec przedsiębiorców jest ostatnio tzw. działanie w zorganizowanej grupie przestępczej. Prokuratorzy zapominają, że powołany uchwałą udziałowców zarząd odpowiada imiennie majątkowo z Ordynacji Podatkowej (art. 116) oraz z Kodeksu Spółek

Polecam lin http://www.fijor.com/index-jkl.php?a=p&id=216


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

niedziela, 26 października 2014

Licznik odwiedzin:  140 474  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O mnie

WOJCIECH STEFAN JAROŃ - Jestem autorem książki pt. "Wybrane zagadnienia nadzoru akcyzowego w obrocie przetworami naftowymi" wyd. 2002 - zajmuje się doradztwem techniczno - ekonomicznym. Jestem członkiem Polskiej Izby Paliw Płynnych w Warszawie.

O moim bloogu

Jest to bloog służacy do zbierania wypowiedzi i ujawniania faktów prześladowania prywatnych przedsiebiorców i niszczenia prywatnych firm sektora paliwowego zarówno w dystrybucji, imporcie , produkcji ...

więcej...

Jest to bloog służacy do zbierania wypowiedzi i ujawniania faktów prześladowania prywatnych przedsiebiorców i niszczenia prywatnych firm sektora paliwowego zarówno w dystrybucji, imporcie , produkcji oraz opinie o podłożu nagonki w tym sprawa Sejmowej Komisji Śledczej ds. PKN Orlen Sentencja: summum ius, summa iniuria - najwyższe prawo, największa krzywda; najwyższe prawo może stać się najwyższym bezprawiem

schowaj...

Kategorie

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 140474

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl